Wirus wygonił chorych z uzdrowisk

Sanatorium Plon w Polańczyku całkowicie opustoszało. Właściciele szacują, że z powodu przestoju spowodowanego epidemią koronawirusa miesięcznie będą tracić około ćwierć miliona złotych. – Jeśli szybko nie dostaniemy pomocy od rządu, będzie kiepsko, grozi nam nawet zamknięcie – komentuje Anna Paszkowska, współwłaścicielka Sanatorium Plon. Fot. Archiwum Sanatorium Plon

POLAŃCZYK, IWONICZ, RYMANÓW. Fatalna sytuacja w sanatoriach. Straty liczą kuracjusze i ośrodki.

Opustoszałe uzdrowiska i sanatoria, skrócone turnusy i niepewna przyszłość ośrodków i zatrudnionych w nich pracowników. Ośrodki zdrowia z Rymanowie, Iwoniczu-Zdroju i Polańczyku zioną pustkami, straty idą w miliony złotych. – Grozi nam upadek, jeśli rząd nam nie pomoże możemy tego nie przetrwać – przyznają przedsiębiorcy. 

Pani Krystyna Wojnar niedawno wróciła z uzdrowiska w Polańczyku. Na pobyt w ośrodku czekała dwa lata. Cieszyła się na wyjazd, bo dzięki fachowej pomocy i regularnym zabiegom może podreperować zdrowie. 

Turnus rozpoczął się 10 marca. – Na początku wszystko przebiegało normalnie. Zabiegi odbywały się zgodnie z planem. W poprzednią sobotę podczas kolacji przyszedł do nas dyrektor ośrodka i poinformował, że turnus z powodu rozporządzenia ministra zdrowia, który ogłosił na obszarze Polski stan epidemii koronawirusa, musi zostać skrócony – relacjonuje pani Krystyna. 

– Dyrektor dodał, że kto ma własny transport, może wyjechać w każdej chwili, pozostali będą musieli poczekać do poniedziałku – dodaje. 

Jak relacjonuje nasza rozmówczyni, ośrodek został zamknięty dla osób z zewnątrz, wprowadzono zakaz odwiedzin, wszystkich kuracjuszy zbadano i zmierzono im temperaturę. – Personel bardzo dbał o czystość, wszystko było na bieżąco myte i dezynfekowane. W zasadzie to mogliśmy spokojnie dokończyć turnus, bo byliśmy niejako w kwarantannie, no ale rozumiem decyzję rządu, wszyscy musieliśmy się do niej dostosować. Z dnia na dzień cały Polańczyk opustoszał – podkreśla pani Krystyna. 

Turnus miał potrwać do 31 marca. 22 pani Krystyna opuściła ośrodek. – Przyjechałam własnym samochodem, więc spakowałam się i wyjechałam, pozostali kuracjusze, a były wśród nich osoby z całej Polski – Łodzi, Poznania, mieli wykupione bilety na 31 marca. Musieli więc poszukać innego transportu, a pieniądze za bilety przepadły – opowiada. 

Pieniądze straciła też pani Krystyna. Do pobytu dopłaciła ponad 300 złotych. Liczy, że uda jej się odzyskać chociaż część pieniędzy. – Wzięli od wszystkich numery kont i powiedzieli, że być może zwrócą pieniądze, ale nie wiadomo jaka będzie procedura, więc w zasadzie nic nie wiemy. Czekamy na informacje – podsumowuje nasza rozmówczyni. 

Uzdrowiska liczą straty

Anna Paszkowska, współwłaścicielka Sanatorium Uzdrowiskowego Plon w Polańczyku szacuje, że miesięcznie na przestoju straci około 200-250 tysięcy złotych. – Musieliśmy odwołać wszystkie turnusy, całkowicie zaprzestaliśmy działalności, ośrodek stoi – mówi. Ostatni ludzie wyjechali z uzdrowiska 23 marca. 

– Na razie jakoś sobie radzimy, ale jeśli sytuacja potrwa dłużej niż dwa, trzy miesiące, będzie bardzo kiepsko – przyznaje. 

W ośrodku zatrudnia ponad 60 osób, w tym 25 na etatach. – Osoby zatrudnione na umowę zlecenie pójdą na kuroniówkę, bo nie ma wyjścia. Tak im się bardziej opłaca, bo to co obiecuje im rząd, to jakaś kpina – uważa. 

– 25 etatów muszę trzymać, bo jak uzdrowisko ruszy, muszę mieć kim pracować. Poza tym ci ludzie nie mogą ponosić konsekwencji obecnej sytuacji, mają rodziny, ta praca to często ich jedyne źródło utrzymania, więc tak długo jak się da, będziemy im płacić – dodaje. 

W pomoc państwa nie wierzy. – Opowiadają w telewizji głupoty o pomocy, a na razie żadnych konkretów nie ma. Cyganią ludzi, nie wierzę w ani jedno słowo, które pada z ust rządzących. Na już potrzebujemy konkretnych rozwiązań, a nie okrągłych słów o tym, jak będą pomagać. Grozi nam upadłość i jeśli rząd szybko czegoś nie zrobi, będziemy musieli zamknąć działalność – kończy współwłaścicielka uzdrowiska Plon w Polańczyku.

Podobna sytuacja jest w uzdrowiskach w Rymanowie i Iwoniczu-Zdroju. Wszystkie zaplanowane turnusy zostały odwołane. Działalność została wstrzymana. 

Iwona Olejnik, prezes Uzdrowiska Rymanów-Zdrój, straty, jakie uzdrowisko może ponieść z powodu wstrzymania działalności szacuje w milionach złotych. Wczoraj uzdrowisko opuścili ostatni kuracjusze. Cały ośrodek stoi, działa jedynie Zakład Produkcji Wód. – Sytuacja jest bardzo trudna. Czekamy na rozwój sytuacji i na to, co zaoferuje nam rząd, bo nie ukrywam, że bez wsparcia ciężko będzie nam udźwignąć koszty – przyznaje pani Iwona. 

Do tej pory uzdrowisko funkcjonowało bardzo dobrze. Jednorazowo może przyjąć nawet tysiąc kuracjuszy, zatrudnia ponad 400 osób. Jest największym pracodawcą w regionie. – Utrzymaliśmy wszystkie etaty. Część pracowników wybrało zaległe urlopy, część ma pracę zdalną, pozostali wykonują inne zlecenia. Płacimy, bo przecież ci ludzie mają na utrzymaniu rodziny, więc nie możemy ich z dnia na dzień pozbawić środków do życia – mówi prezes uzdrowiska.  

Do tego dochodzą m.in. koszty utrzymania obiektów. – Mamy trochę oszczędności, ale nie wiem na jak długo to wystarczy. Czekamy na pomoc rządu, bo bez tego będzie nam bardzo trudno – przyznaje nasza rozmówczyni.

Martyna Sokołowska

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o