Właściciele pubów: dusi nas zakaz palenia

- Nie mam problemu z odchodzeniem klientów, bo od początku był u mnie zakaz palenia, ale wiem, że małe barki mocno to odczuły - mówi Andrzej Nazimek

PODKARPACIE. Jedni się cieszą, że nie muszą siedzieć w smrodzie, inni liczą straty.

Czy dziesiątkom, może nawet setkom małych barów grozi upadek? Tak twierdzą ich właściciele, którzy utyskują, że obowiązujący od paru tygodni zakaz palenia wpłynął na drastyczne obniżenie ich dochodów. Cieszy się za to wielu klientów, zwłaszcza restauracji, gdyż mogą spokojnie zjeść nie czując przykrego zapachu papierosów.
Właściciele lokali bardzo niechętnie rozmawiają na temat skutków zakazu palenia. Boją się kontroli, zwłaszcza, że część z nich bojąc się utraty klientów przymyka oczy na palenie – niczym w czasach szkolnych – w ubikacjach, czy w różnych zakamarkach pubu lub restauracji.

- Nie stać mnie na spełnienie ustawowych warunków i stworzenie oddzielnego pomieszczenia dla palących. Dla mnie ten zakaz jest kompletnym bezsensem. To ja przecież podejmuję ryzyko i powinienem decydować, czy tu się pali czy nie – mówi właściciel niewielkiego pubu w centrum Rzeszowa. Na razie zgrzyta zębami i liczy straty. Szacuje, że w ciągu ostatnich tygodni obroty spały mu ponad połowę.

- Straciłem wielu stałych klientów, którzy siedzieli tu całymi dniami. Wolą pić piwo w domu. Jeżeli już przychodzą to zamiast jak dawniej sześciu czy siedmiu kufli wypiją szybko jedno czy dwa i wychodzą – narzeka współwłaściciel małego osiedlowego pubu, gdzie nie ma nawet możliwości technicznych stworzenia salki dla palących. Takie właśnie małe lokale tracą najbardziej, gdyż żyły ze stałych klientów, obcy stanowili mały procent klienteli.

Z problemem utraty klientów nie borykają się natomiast właściciele większych lokali, w których już wcześniej obowiązywał zakaz palenia.

- Do mnie przychodzą ludzie na obiad, na konferencję czy wesele. Nie mam klientów, którzy przychodzili posiedzieć cały dzień przy piwie i spalać paczkę papierosów. Zresztą sam nigdy nie lubiłem siedzieć w zakopconych pomieszczeniach – mówi Andrzej Nazimek, właściciel kompleksu hotelowo-restauracyjnego „Twierdza” w Rzeszowie, gdzie od samego początku istnienia obowiązywał zakaz palenia.

Szymon Jakubowski

sjakub@pressmedia.com.pl

Fot. Wit Hadło

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.