Wojna domowa o kasę

Fot. Archiwum

Polacy są nacją, która w Europie najczęściej kłóci się o pieniądze. W tej niechlubnej statystyce jesteśmy zdecydowanymi liderami.

O co najczęściej kłócą się polskie pary? Oczywiście o pieniądze. O tym, że problem jest coraz bardziej poważny świadczy rosnąca liczba rozwodów na tle finansowym. Czy jednak może być inaczej, skoro jak wynika z danych statystycznych z czterech związków, w aż trzech poważne nieporozumienia mają miejsce na tym właśnie podłożu. Czy można tak zarządzać domowym budżetem, by okazał się wystarczający, a partnerzy byli zadowoleni z wkładu jaki do niego wnieśli?

Jak się okazuje aż 70 proc. polskich par ma nieporozumienia na tle finansowym. Z tym wynikiem Polacy są zdecydowanym liderem tego niechlubnego rankingu wśród innych nacji. W drugiej na liście Turcji kłopot z dogadaniem się w sprawach finansowych ma około 55 proc. par, a w innych krajach średnia jest jeszcze niższa – wynosi około 40 proc.

Bo brakuje do następnej pensji

Nie ma co ukrywać, że pogarszają się sytuacja ekonomiczna większości Polaków, służy powstawaniu finansowych konfliktów. Gdy kończą się pieniądze, a do pensji jeszcze daleko, wówczas awantura niemal pewna. Barbara i Tomasz z Rzeszowa są małżeństwem od dwunastu lat. Mają dwoje dzieci i zarobki na poziomie 3 tys miesięcznie. – Nie ma co ukrywać, że zdarzają się miesiące, że nam brakuje pieniędzy do następnej wypłaty. Wiadomo dzieci to spory wydatek, do tego dochodzą jeszcze niemałe koszty utrzymania domu. A gdy zaczyna się dziura w budżecie, kończy się sielanka w naszym związku – przyznaje Barbara.

Z reguły to ona zaczyna awanturę. – Taka już jestem, że lubię mieć wszystko uporządkowane, a do szału doprowadzają mnie jakieś zaległości finansowe. Nie lubię zalegać z płatnościami, a mój mąż czasem odkłada zapłacenie jakiegoś rachunku, bo woli te pieniądze wydać na jakąś zachciankę, bez której moglibyśmy się obejść. Wtedy nie sprawia mi to radości, tylko doprowadza do szału – zdradza kobieta, która przyznaje, że chciałaby by jej partner był bardziej odpowiedzialny w kwestii planowania i realizowania wydatków.

Tomasz natomiast czuje się czasami skrępowany ostrym reżimem finansowym jaki narzuca mu żona. – Według mnie nie można cały czas żyć pod presją pieniędzy. Czasem mamy gorsze dni, ale dzieci głodne nie chodzą, my zresztą też. Żonie może trochę brakuje luzu w tej kwestii, chciałaby coś odłożyć, a w tej chwili nas na to po prostu nie stać. Żyjemy od wypłaty do wypłaty i czasem trzeba spełnić swoją zachciankę, nawet kosztem małego debetu w domowym budżecie – uważa mężczyzna.

Bo wydaje na niepotrzebne rzeczy

Magdzie i Sławkowi, małżeństwu z 5-letnim stażem i jednym dzieckiem na koncie, pieniędzy wystarcza do kolejnej wypłaty. – Ale tylko dlatego, że bardzo pomagają nam rodzice – zaznacza rzeszowianin. – Córce niczego w zasadzie nie kupujemy, bo ma wszystko od dziadków. To spora ulga. Mieszkamy w bloku, dostaliśmy działkę i chciałbym odłożyć trochę grosza i niebawem rozpocząć budowę jakiegoś domu. Trudno o to jednak, bo żona lubi wydawać pieniądze na rzeczy, bez których moglibyśmy się teraz obejść. Ma dużo czasu wolnego i często buszuje w Internecie. Gdy trafi się “okazja” najczęściej kupuje coś, co niekoniecznie jest nam potrzebne. A niestety takich przypadków w ciągu miesiąca jest sporo. Te sytuacje mnie denerwują i wywołują konflikty w naszym małżeństwie – przyznaje nasz rozmówca.

Jego żona przyczynę kłótni o pieniądze widzi gdzie indziej. – Męża denerwuje raczej to, że on pracuje, a ja siedzę w domu i wychowuję dziecko. Dorabiam co prawda jako niania, ale jego wkład do domowego budżetu jest trzy razy wyższy niż mój. Wiem, że marzy by wybudować dom, ale jakoś do niego nie dociera, że dopóki nasze dziecko nie pójdzie do przedszkola, a ja nie znajdę normalnej pracy, nie stać nas na podjęcie się takiej inwestycji. Jak się kłócimy to wypominamy sobie z reguły kto ile wydał i on też taki do końca święty nie jest. Bo nagle się okazuje, że on sobie kupił w promocji konsolę do gier, która aż tak chyba niezbędna nie jest, a mi wypomina nowe zasłony lub zestaw garnków do gotowania – śmieje się Magda.

Bo partner daje za mało

Karolina i Janusz kłócą się z reguły o pieniądze, ale z zupełnie innego powodu. – Nie jesteśmy małżeństwem, ale razem wynajmujemy mieszkanie w Rzeszowie. Ustaliliśmy, że ja będę ponosić opłaty związane z wyżywieniem i rachunkami, a on opłaci koszty wynajmu. Mniej więcej kształtują się one na podobnym poziomie. Problem w tym, że mój partner zarabia znacznie lepiej ode mnie. On może sobie pozwolić by odłożyć sobie jakieś pieniądze, podczas gdy ja nie mam na to najmniejszych szans. To mnie właśnie wkurza i stąd wynikają nieporozumienia między nami. Z jednej strony chciałabym być niezależna, ale z drugiej strony coraz bardziej mnie nie “stać” na związek z nim, gdy on nie widzi problemu – uważa dziewczyna.

Finanse coraz częstszą przyczyną rozwodów

Eksperci przekonują, że nieporozumienia na tle finansowym u Polaków, mają swoje źródło nie tylko w ich niezadowalającej sytuacji finansowej. Jedynie co dwudziesty mieszkaniec naszego kraju jest usatysfakcjonowany tym co posiada i ile zarabia. Konflikty rodzą się też dlatego, że nie ma jasnego podziału w kwestiach budowania domowego budżetu. Te napięcia widać nawet w statystykach GUS. Jeszcze w 1999 r. “nieporozumienia na tle finansowym i inne przyczyny” jako główny powód rozwodu podało 1437 par. A w 2010 r. – już 3498 par. – Małżeństwo czy związek partnerki trzeba niestety traktować bardziej w sposób przyziemny. Nie można żyć samą miłością. Kwestie finansowe są równie ważne i najlepiej je ustalić na początku. Partnerzy muszą wiedzieć jak kształtować się będzie ich budżet i jaki wkład będą musieli wnieść. Jeśli występują ewentualne finansowe nadwyżki, warto również wcześniej się dogadać, co z nimi będziemy robić. Tylko takie podejście pozwoli nam uniknąć późniejszych nieporozumień – uważa psycholog Marcin Florkowski.

Zbudować sprawiedliwy układ

O tym, że tak można przekonują Iza i Marcin, małżeństwo z 10-letnim stażem. – Specjalnie nam się nie przelewa, ale o kasę się nie kłócimy. Mąż dokłada trochę więcej do domowego budżetu niż ja, bo po prostu lepiej zarabia. Udaje się nam też wygospodarować parę złotych miesięcznie na własne wydatki. Ja nie zaglądam jemu do portfela, a on mi. Możemy sobie pozwolić na drobne przyjemności, bez oglądania się na siebie. To zdrowy układ, który na razie funkcjonuje bez zarzutu – podkreśla Iza.

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.