Wójt zastrzelił żonę, ale nie stanie przed sądem?

Możliwe, że Mariusz S., choć zabił żonę w ogóle nie stanie przed sądem. Nie wiadomo bowiem na ile trwałe okażą się obrażenia, których doznał podczas samobójczego strzału w głowę.

SANOK. 47-letni Mariusz S. nadal jest w śpiączce. W przyszłym tygodniu lekarze będą starali się go wybudzić.

Stan Mariusza S., wójta gminy Sanok, który zastrzelił swoją 44-letnią żonę Aleksandrę, po czym strzelił sobie w skroń jest ciężki, ale stabilny. Choć za ten czyn grozi mu nawet dożywocie, niewykluczone, że mężczyzna uniknie kary. Przedstawienie mu zarzutów będzie możliwe dopiero wówczas, gdy pozwoli na to stan jego zdrowia. Jednak nie wiadomo kiedy to nastąpi, i czy w ogóle nastąpi, gdyż w opinii lekarzy uszkodzenia mózgu mogą okazać się trwałe.

Do dramatu doszło 11 września w domu S. w sanockiej dzielnicy Dąbrówka. Przed godziną 7 rano mężczyzna chwycił za pistolet na którego posiadanie nie miał pozwolenia i zaczął strzelać do swojej żony. Aleksandrę S. dosięgły trzy kule, dwie trafiły ją w klatkę piersiową, jedna w twarz. Kobieta zmarła na miejscu. Chwile później Mariusz S. strzelił sobie w skroń, a kula przeszła na wylot przez dwie półkule mózgowe. Strzał nie okazał się śmiertelny i mężczyzna trafił na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, gdzie przeszedł 2 operacje. Od tego czasu jest w śpiączce. – Stan pacjenta jest ciężki, ale stabilny. W przyszłym tygodniu zaczniemy go powoli wybudzać – mówi Janusz Solarz, dyrektor szpitala. – Ciężko mówić o rokowaniach, pacjent doznał bardzo poważnego i ciężkiego urazu. Najbliższe dni i tygodnie pokażą, czy zachodzi jakaś poprawa czy nie.

Może uniknąć odpowiedzialności
S. powinien odpowiadać za zabójstwo. Taki zarzut chciała mu postawić Prokuratura Rejonowa w Krośnie. Zarzutów jednak nie postawiła, gdyż nie pozwalał na to stan zdrowia mężczyzny. Teraz sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Krośnie, która również ma związane ręce. Stan zdrowia Mariusza S. w dalszym ciągu nie pozwala na przeprowadzenie czynności procesowych z jego udziałem. Nie wiadomo również, czy kiedykolwiek będzie to możliwe, gdyż lekarze nie wykluczają, że uraz jakiego doznał mężczyzna może okazać się trwały. Jeżeli tak będzie, S. nie stanie przed obliczem sądu i uniknie odpowiedzialności, choć za zabicie żony grozi mu nawet dożywocie.

Katarzyna Szczyrek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.