Wpadki są ludzką rzeczą

Dziennikarka Kinga Rusin od samego początku jest w ekipie programu “Dzień Dobry TVN”. PAP Life rozmawia z Rusin o jej 6-letniej już pracy w tym programie.

PAP Life: – Co jest dla pani najtrudniejsze, a co najłatwiejsze w pracy w “Dzień Dobry TVN”?
Kinga Rusin: – Jako osoba, która współtworzyła ten program, prowadzi go i współredaguje, mam do niego szczególny stosunek. Nie ma tu dla mnie nic ciężkiego. Poza tym zespół, z którym pracuję, który tworzy ten program, robi wszystko, żeby mnie i Bartka odciąć od kłopotów dnia codziennego.
PAP Life: – Naprawdę nigdy nie zdarzyło się nic trudnego?
K.R.: – Myślę, że najcięższym fizycznie i logistycznie był dla mnie wywiad z Alicją Bachledą-Curuś. Musiałam polecieć do Los Angeles, zrobić ten wywiad i wrócić. Nie spałam przez trzy doby i po powrocie bardzo to odchorowałam. Alicja wtedy specjalnie skróciła swoje wakacje w Meksyku, żeby się z nami spotkać. Gdy przylecieliśmy do Los Angeles, jej jeszcze nie było i nie wiadomo było, czy zdążyła zabukować samolot. Stacja dała nam pieniądze na ten wyjazd, a nie są to małe koszta, i gdybym nie przywiozła tego wywiadu, musiałabym sama za to zapłacić, bo był to mój pomysł. Ale na szczęście wszystko się udało…
PAP Life: – Zdarzyło się pani kiedyś przeprowadzać wywiad ze swoim idolem czy może z kimś, kto panią onieśmielał?
K.R.: – Osoba, która mnie całkowicie onieśmieliła, to Hanna Krall, legenda dziennikarstwa. Wielkim przeżyciem był dla mnie też wywiad z Lechem Wałęsą i z Zytą Gilowską, która była wtedy ministrem finansów. Pani Zyta przedstawiła mnie premierowi Kaczyńskiemu. Trzykrotnie też byłam gościem pani Marii Kaczyńskiej w Pałacu Prezydenckim.
PAP Life: – Co najbardziej lubi pani w programie?
K.R.: – Najwspanialsze są dla mnie rozmowy z Bartkiem Węglarczykiem, z który prowadzę program. Bartek jest niezwykle mądrym człowiekiem, wie właściwie wszystko.
PAP Life: – Pamięta pani swoje początki w “DD”? Stresowała się pani?
K.R.: – Razem z Marcinem Mellerem prowadziliśmy pierwszy odcinek. Miałam totalny luz. Natomiast po programie dowiedzieliśmy się, że przyszedł pan prezes Mariusz Walter. Dobrze, że dotarło to do nas po programie, bo nie bylibyśmy w stanie prowadzić z myślą, że prezes nas obserwuje… Nie stresowaliśmy się wtedy bardzo, bo mieliśmy świadomość, że tego pierwszego programu może nikt nie obejrzeć.
PAP Life: – Dziennikarz pracujący “na żywo” narażony jest na wpadki…
K.R.: – Jeżeli się pomylimy, to po prostu musimy się do tego przyznać i tyle. Wpadki są ludzką rzeczą. Dzięki temu program nabiera kolorów. Jesteśmy tylko ludźmi.

PAP, bez

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.