Wracali od koleżanek i zabili człowieka

Z zeznań oskarżonych jasno wynika, że nie zaplanowali tej zbrodni, była ona całkowicie przypadkowa, a doszło do niej dlatego, że Damianowi zachciało się zapalić.

TARNOBRZEG.Oskarżeni o śmiertelne pobicie 34-letniego Konrada krok po kroku opowiedzieli jak doszło do tragedii i co robili, zanim skatowali tarnobrzeżanina.

W nocy z 31 marca na 1 kwietnia br. w centrum Tarnobrzega został zakatowany na śmierć 34-letni Konrad T. Niecałe pięć miesięcy od tej tragedii ruszył proces trzech oskarżonych o tę zbrodnię mężczyzn: 21-letniego Damiana Swatka, 21-letniego Kamila Motyki i 16-letniego Kamila Wolana.

Na sali sądowej, siedząc na wprost swoich rodzin i członków rodziny zmarłego odtworzyli ostatnie godziny feralnej nocy.

Proces, na który oskarżeni czekali zaledwie kilkanaście tygodni toczy się z pełną jawnością. Sędzia prowadzący sprawę zdecydował, że ze względu na jej charakter opinia społeczna ma prawo znać twarze i pełne dane osobowe oskarżonych.

Zdzwonili się

Jako pierwszy na pytania sędziego odpowiadał 16-letni Kamil Wolan. Nastolatek od 1 kwietnia przebywa w placówce wychowawczej w Łańcucie. Chłopak o twarzy niewiniątka ma już na swoim koncie trzy postanowienia karne – za rzucanie kamieniami w okna i ludzi. Ostatnio chodził do pierwszej klasy gimnazjum prowadzonej przez OHP w Tarnobrzegu. Dlaczego OHP? Na pytanie zadane przez sędziego Zygmunta Dudzińskiego oskarżony odpowiedział, że dlatego, ponieważ miał zaległości w normalnym gimnazjum. A skąd zaległości? – Po prostu nie mam pamięci – powiedział 16-latek. Zapytany o tragiczną noc, ze szczegółami był w stanie przetoczyć każdy jej fragment.

- Spotkaliśmy się u mnie. Potem zadzwoniłem do mojej kuzynki i umówiliśmy się, że do niej przyjedziemy – mówił Wolan. – Po drodze zatrzymaliśmy się w sklepie i Kamil Motyka kupił wódkę, 0,7 litra. Z tą wódką poszliśmy do dziewczyn. Tam siedzieliśmy i oni pili alkohol. Ja nie piłem. Po jakimś czasie Damian Swatek poszedł jeszcze po 6 piw. Ja też ich nie piłem i około 23 wyszliśmy, żeby wrócić do domów.

Masz papierosa?

Mniej więcej w połowie drogi do domu kumple napotykają na dwóch nieznajomych mężczyzn, którzy także wracają do domu ze spotkania w pubie. Z relacji 16-latka wynika, że pomysł zaczepki o papierosa wyszedł od Damiana Swatka. – Zaczęło się od zaczepki, potem chyba któryś coś odpysknął i uderzył Damiana w twarz. Od tego zaczęła się szarpanina. Sędzia bardzo szczegółowo i wielokrotnie wypytywał oskarżonego o ten moment, bo podczas wcześniejszych przesłuchać na policji i w prokuraturze chłopak nie mówił nic na ten temat. Wersji z uderzeniem w twarz Swatka nie potwierdził także zeznający kilkadziesiąt minut później Kamil Motyka. – Nie widziałem, żeby go uderzył. Widziałem, jak Damian podniósł nogę tak jakby kopnął jednego z tamtych mężczyzn, potem krzyknąłem, że Damian znowu się z kimś bije i nie zmawiając się ruszyliśmy w jego stronę, bo oni w trzech już się wtedy szarpali – mówił 21-letni Motyka.

Niższy i wyższy

Gdy zeznania mężczyzn doszły do chwili rozpoczęcia szarpaniny uderzające było to, że jedyne co byli w stanie powiedzieć o mężczyznach, których napadli, że jeden z nich był niższy, a drugi wyższy. – Tam było ciemno, świeciła się tylko jedna latarnia.

- Ja dopadłem do wyższego, żeby go odciągnąć, Kamil Motyka rzucił się na niższego. Mnie chodziło tylko o to, żeby ich rozdzielić, o co chodziło Kamilowi i Damianowi to nie wiem, na pewno obaj kopnęli niższego kilka razy, każdy po trzy, cztery razy… Kopali w głowę i chyba robili to specjalnie – zeznawał oskarżony. Kamil, choć największą odpowiedzialność za to, co się stało obarcza Damiana Swatka, sam wielokrotnie potwierdził, że kopał niższego z mężczyzn. Kopnąłem go w tył głowy, jak upadł jeszcze raz go kopnąłem w głowę. Potem może jeszcze kilka razy i gdy zobaczyłem, że wyższy trzyma leżącego na ziemi Kamila Wolana, to podszedłem go odepchnąć. Potem słyszałem, że niższy powiedział “zostaw mnie już” i wtedy próbowaliśmy odciągnąć od niego Damiana, ale on chciał go jeszcze bić. Udało nam się go jednak odciągnąć i poszliśmy.

Wrócił się po komórkę

Cała bijatyka trwała nie więcej niż 10 minut. Konrad T. w wyniku wielu ciosów, które zadali mu bandyci leżał bez oznak życia. Jego znajomy, Adam A. po całym zajściu usiadł na krawężniku i dzwonił po pomoc. Po chwili jeden z napastników wrócił jednak na miejsce zbrodni. – Damian zorientował się, że nie ma telefonu  – mówił Kamil Motyka. – Wróciłem się z nim po niego. Wyższy z mężczyzn trzymał go w ręce i mu oddał. Powiedział też, że zadzwonił na policję. My poszliśmy w stronę naszych domów. Najpierw do Kamila, żeby się trochę umyć z krwi, a potem do siebie. Tam zatrzymała nas policja.

Sędzia kilkakrotnie pytał mężczyzn o to, czy nie przyszło im do głowy zadzwonić po pogotowie, gdy widzieli, że Konrad T. leży i się nie rusza. Obaj jednak przyznali, że nie pomyśleli o tym. Brak świadomości tego, czego się dopuścił, widoczna była szczególnie u 16-latka. Chłopak w ostatnim słowie próbował przepraszać żonę zmarłego, ale szło mu to bardzo nieudolnie. Przyznał także, że nie próbował wcześniej przeprosić rodziny skatowanego.

Co powie główny sprawca?

Podczas pierwszej rozprawy nie udało się przesłuchać trzeciego z oskarżonych, 21-letniego Damiana S. Z ustaleń prokuratury wynika, że to on był głównym sprawcą śmiertelnego pobicia.

Podczas zeznań 16-latka mężczyzna próbował protestować przeciwko jego słowom, ale sędzia nie dopuścił go do głosu, tłumacząc, że będzie miał czas na swoją obronę. Sąd będzie próbował ustalić, kto mógł zadać śmiertelny cios i nie wykluczone, że postawi wówczas jednemu z oskarżonych zarzut zabójstwa. Na ten moment wszyscy trzej oskarżeni mają przedstawiony zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym.

Słuchając powodów, dla których doszło do tragedii, w której życie stracił młody mężczyzna, mąż i ojciec dwojga dzieci, aż trudno uwierzyć, że mogło chodzić tylko o papierosa. Chęć zapalenia była bezpośrednim powodem, dla którego Damian wpadł w szał. Jak kilka miesięcy temu przyznała nam w szczerej rozmowie jego matka, a współoskarżeni potwierdzili, 21-latek wielokrotnie bywał po alkoholu niebezpieczny. Dostawał “białej gorączki”, rzucał się do bicia. Trudno było go uspokoić. Konrad T. nie był pierwszym, w którego wymierzył cios. Pierwszym jednak, który od jego ciosów poniósł śmierć.

Małgorzata Rokoszewska

do “Wracali od koleżanek i zabili człowieka”

  1. kraK

    dla wszystkich trzech kara śmierci po pierwszym dniu procesu (ciagnące się w nieskończoność rozprawy a potem pobyt w więzieniu na koszt podatnika to duże pieniądze),z nich i tak już resocjalizacja nie uczyni normalnych -chyba że jeszcze groźniejszych bandytów.

  2. Jurek

    Za papierosa zabili człowieka….. Kamieniołom przez 10 lat, tona kruszywa dziennie rąbana gumowym młotkiem, jak nie wyrobi normy to nie ma żarcia i spania, jak w dawnym wojsku. Nieuchronność i dotkliwość kary jest lepsza od wieloletnich wyroków więzienia, gdzie jest telewizja i odwiedziny….. Jak zdechnie w kamieniołomie to da przykład następcom.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.