WRACAMY DO TEMATU: Śledczy przesłuchali zmasakrowanego mężczyznę

To w tym osiedlowym sklepiku znaleziono zmasakrowanego pana Piotra. Fot. Autor

RZESZÓW. Szaleniec, a może napad?

W piątek Super Nowości jako jedyne obszernie opisywały dziwne zdarzenie jakie miało miejsce w środę przy ul. Krakowskiej w Rzeszowie. Mieszkańcy okolicznych wieżowców znaleźli w sklepiku zmasakrowanego właściciela. Tyle wiadomo oficjalnie. Nieoficjalnie jest wiele niedopowiedzeń, a policjanci pracują nad sprawą całymi dniami i nocami. Pojawiły się jednocześnie plotki, że sprawą zainteresował się sam Krzysztof Rutkowski, medialny bohater ostatnich tygodni. – Na razie nikt się do mnie nie zgłosił, ale jak otrzymam taką wiadomość, to być może zajmę się tą sprawą – powiedział Super Nowościom Rutkowski.

Wiadomo, że do zdarzenia doszło około godziny 15, w środę. Jedna z mieszkanek weszła do sklepu zrobić drobne zakupy. Widok jaki zastała ją dosłownie zmroził. Na podłodze leżał zmasakrowany 38-letni pan Piotr, właściciel sklepiku. Próbował mu pomóc mieszkaniec sąsiedniego wieżowca. Mężczyzna pomimo ciężkich obrażeń głowy był przytomny. Prosił, żeby zamknąć jego sklep, ale jednocześnie przyznawał, że nie pamięta co się stało. Karetką został odwieziony do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Pan Piotr miał dosłownie pogruchotaną czaszkę. Do późnych godzin wieczornych trwała operacja jego głowy na oddziale neurochirurgii. Rano, w czwartek pacjent odzyskał przytomność, jego stan był stabilny, ale na tyle ciężki, ze lekarze nie pozwalali go przesłuchać śledczym. Dopuszczali do niego jedynie żonę. – Zgoda została wydana w poniedziałek i prokurator już przesłuchał mężczyznę – mówi Edyta Lenart, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. – Mężczyzna niewiele pamięta. Być może to był napad, ale mogę powiedzieć, że zakładamy kilka wersji zdarzeń – dodaje.

Wiele niedopowiedzeń

Z naszych informacji wynika, że prawdopodobnie ze sklepiku nic nie zginęło. Z kolei policjanci z psem tropiącym znaleźli już w środę ostry przedmiot, leżący tuż za sklepem na ziemi. – Nie potwierdzam, że była to siekiera. Nie wiemy czy to właśnie tym przedmiotem został zaatakowany sprzedawca – mówi Edyta Lenart. – Dlatego wysłaliśmy go do ekspertyzy – dodaje.

Na razie jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Być może był jeden napastnik, może kilku. Nie dowiemy się tego z kamer monitoringu, bo zdarzenia nie nagrały. Co więcej nie ma żadnych świadków. Śledczy nie dysponują portretem pamięciowym. Jeżeli jednak nic nie zginęło, to dlaczego ktoś zmasakrował mężczyznę? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że być może jakiś szaleniec wparował do sklepiku, albo to miał być napad, tyle, że widok zmasakrowanego 38-latka przerósł sprawcę i ten uciekł nie zabierając niczego ze sklepu. Celując ostrym narzędziem np. siekierą parokrotnie w głowę należy zakładać jednak, że sprawcy lub sprawcom zależało na zabiciu 38-letniego właściciela sklepiku.

Z relacji mężczyzny, który zna pana Piotra wynika, że zarówno on jak i jego żona, to spokojne małżeństwo z dwójką dzieci i nie podejrzewa żadnych porachunków. – Piotrek miał stosunkowo niedawno operację oczu. Nie mógł dźwigać, schylać się, a tu jeszcze takie nieszczęście – mówi jego znajomy. – Dla mnie najdziwniejsze jest jednak to, że ten bandyta wszedł w biały dzień do sklepiku i nie bał się tej całej sytuacji. Przecież w każdej chwili mógł ktoś tam się pojawić – dodaje.

Grzegorz Anton

do “WRACAMY DO TEMATU: Śledczy przesłuchali zmasakrowanego mężczyznę”

  1. antoni

    na Baranowce jak sie co dzieje dzwonisz na policje a ci odpowiadaja nie maja samochodu zeby ruszyc na interwecje a komisriat maja w tym samym budynku, a jak juz jada to z daleka wlanczaja koguta niespieszac sie wysiadaja a bandziory nawet nie uciekjaja tylko spokojnie odchodza, jedna zasada nie narazac sie ot policyjne motto

  2. gość

    napiszcie jakie jest bezpieczeństwo na baranówce, mzbm hoduje patologię, a prezydent twierdzi, że kamer nie potrzeba, a bandyci robią co chcą, ot stolica innowacji

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.