Wrócili z „dalekiej „podróży”

PRZEMYŚL, KRAKÓW. Wczoraj mongolska rodzina wróciła do domu, do Krakowa.

Były łzy szczęścia, gorące uściski, podziękowania i ogromna radość. Gdy Jargal Jamba z mężem i dwoma synami, Haszem (23 l.) i Karolem (10 l.) wychodzili ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców w Przemyślu, tłum dziennikarzy już czekał pod drzwiami. Choć serca wyrywały się im do czekających w biurze przepustek BiOSG przyjaciół, którzy przyjechali, by zabrać ich do domu, chętnie rozmawiali z mediami. – Jesteśmy wam bardzo wdzięczni – podkreśliła pani Jargal. – Bez waszej pomocy, wsparcia, nie byłoby tego wspaniałego dnia – dodała.

Zwyczajna środa, 8 lutego, ziąb, trochę padał drobny śnieg, w Przemyślu słonko nie przebiło się rano przez chmury. A dla rodziny Batdavaa, to najwspanialszy dzień w życiu. Już od piątku (4 lutego) wiedzieli, że mogą zostać w Polsce legalnie, że tak zdecydował Urząd ds. Cudzoziemców. Ale wczoraj decyzja urzędu się uprawomocniła, mogli wreszcie wracać do domu. – Nie spaliśmy całą noc – przyznał 23-letni Khasha Erdene, nazywany Haszem. – Ze szczęścia i trochę ze strachu, żeby się nie okazało, że to tylko sen – dodał z uśmiechem.

Wszyscy czekali na faks

- Kiedy wreszcie ich puszczą? – sąsiadka rodziny Batdavaa, Urszula Bogdańska- Sęk przyjechała z dwójką innych przyjaciół z Krakowa, żeby zabrać ją wreszcie do domu. – Od piątku się szykujemy – wyznała. – Otko (Oyun, średni syn państwa Batdavaa, 20-letni student AGH przyp. autora) czeka, koledzy Hasza i Karola, sąsiedzi – wylicza U. Bogdańska-Sęk. W Krakowie wszystko dopięte na ostatni guzik, nawet powitalna impreza w miłym zajeździe. – Będzie więcej przyjaciół, znajomych – zdradza pani Ula. – I polskie jedzenie, przede wszystkim żurek, ulubione danie rodzinne – dodaje. Napięcie sięga zenitu, bo straż graniczna czeka na faks z Warszawy, z Urzędu ds. Cudzoziemców. Wreszcie jest! – Mamy już informację z urzędu – poinformowała chor. Anna Michalska z BiOSG. – Państwo Batdavaa za kilkanaście minut będą opuszczać ośrodek – dodała.

Jargal znaczy „szczęście”

- Rozmawiałam wczoraj z Jargal i powiedziała mi, że jej imię znaczy po mongolsku „szczęście” – mówiła pani Urszula. – Teraz to prawdziwe szczęście – śmiała się przez łzy. Minęło kilka chwil i członkowie mongolskiej rodziny tonęli w uściskach przyjaciół. – Nareszcie, jesteście, chodźcie, wracamy do domu – krakowianie nie mogli napatrzeć się na swoich sąsiadów. – Zaraz zobaczę kolegów – cieszył się Karol, ściskając w dłoniach futbolówkę z podpisami kumpli z klasy. „Zaraz” oznacza po podróży do Krakowa, ale dla Batdavaa to bardzo blisko, oni wrócili z bardzo dalekiej podróży -groziła im deportacja do Mongolii. Jak się dowiedzielismy z rodziną ma się spotkać wojewoda małopolski, chce osobiście poznać Mongołów, którzy tak bardzo chcą żyć w Polsce. – Wszystko dobrze się skończyło – wzdychają z ulgą pani Jargal z rodziną. – Teraz zaczynamy nowe życie – dodają. – Jesteśmy legalni!

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.