Wśród nocnej ciszy… zabili troje ludzi i nienarodzone dziecko

Grób ofiar zbrodni sprzed lat. Fot. Archiwum

Mija 36 lat od jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni w powojennej Polsce.

W 1976 roku, w wigilijną noc, w maleńkim Zrębinie koło Połańca doszło do zbrodni, w której życie straciło troje młodych ludzi i nienarodzone dziecko. Proces morderców śledziła cała Polska, a ujawniony w jego trakcie przebieg tragedii szokuje do dziś.

Do zdarzeń, o których pamięć nie gaśnie mimo upływu wielu lat, doszło 24 grudnia 1976 r., ale gdy dzwony w połanieckim kościele wzywały wiernych na odprawianą w środku nocy pasterkę, nic jeszcze nie wskazywało, że będzie to najtragiczniejsza Wigilia w historii kilkutysięcznego wówczas miasta.

Przerwana pasterka
Zgromadzeni w kościele przy Nowo Narodzonym wierni zdążyli już zaintonować “Wśród nocnej ciszy”. Było wśród nich także młode małżeństwo Łukaszków: 25-letni Stanisław i jego znajdująca się błogosławionym stanie 19-letnia żona Krystyna oraz jej 12-letni brat Mietek Kalita. Wszyscy pochodzili z pobliskich Zrębin. Tych samych, w których od lat rządził spokrewniony z nimi Jan Sojda, najbogatszy gospodarz we wsi. Miał pieniądze i nieoficjalną władzę. Wszyscy się go bali i wszyscy się z nim liczyli. W Zrębinach mieszkała także rodzina Adasiów. I Adasie, i Sojdy nie znosili Kalitów. Konflikt między nimi trwał od lat, a jego podstawą było stare oskarżenie o kradzież kiełbasy z przyjęcia weselnego.

Wracając jednak do pasterki, w pewnym momencie cioteczna kuzynka Kalitów podeszła do nich i przekazała wiadomość od matki. Ponoć ojciec Krystyny miał urządzić awanturę i matka prosiła, by jak najszybciej Krysia wróciła do domu. Młodzi małżonkowie bez zastanowienia wyszli z kościoła i udali się w stronę domu.

Autobus z mordercami
Nagle drogę Miecia, Krysi i Stanisława zajechał fiat i dwa autobusy pełne podchmielonych pasażerów, którzy w czasie gdy inni uczestniczyli w pasterce, brali udział w zakrapianej imprezie. Był wśród nich także Jan Sojda z zięciami. Jeden z nich kierował autobusem i celowo wjechał w 12-letniego Mietka. Chłopiec upadł, pojazd zatrzymał się, a Józef Adaś i Jan Sojda wyskoczyli z autobusu i rzucili się na Stanisława. Ich bronią był 3-kilogramowy klucz do okręcania kół. Gdy skatowany Stanisław osunął się na ziemię, bandyci rzucili się na znajdującą się w piątym miesiącu ciąży Krysię.

19-latka błagała katów, by ją oszczędzili. Z zeznań, które padły podczas procesu, wiadomo, że dziewczyna błagała o litość. „Wujku nie zabijaj mnie, wujku, zabrałeś mi męża i brata, zostaw chociaż mnie matce” – krzyczała w środku nocy na oczach 30 świadków, którzy zza okien autobusu patrzyli na egzekucję wymierzoną w bezbronnych. Jan Sojda nie oszczędził jednak dziewczyny. Zwyrodnialcy nieprzytomną kobietę przyciągnęli bliżej autobusu. Później dobili rannego Miecia przejeżdżając po nim fiatem.

Miażdżyli zwłoki autobusem
Widok tego, co dokonały bestie w ludzkiej skórze tak przeraził 30 świadków z autobusu, że nie tylko żaden z nich nie wysiadł, by przerwać ten koszmar, ale gdy Jan Sojda wrócił do środka nawet się nie zająknęli. Co więcej, wzięli także udział w drugiej części krwawego planu, który zakładał upozorowanie wypadku drogowego i gwałtu na ciężarnej.

Nakazał swoim wspólnikom przewieźć zwłoki zamordowanych kilometr dalej. Tam je porzucono w rowie. Aby upozorować wypadek, ciała Staszka i Mietka zostały zmiażdżone przez autobus. Później autobus wywrócono. Na samym końcu sprawcy zajęli się zwłokami Krystyny.

Dla stworzenia pozorów, że kobieta została zgwałcona, rozebrali ją i porzucili w rowie. Gdy Jan Sojda uznał, że “jest już posprzątane”, pasażerowie autobusu wrócili do drugiego pojazdu i ruszyli w stronę połanieckiego kościoła tak, by zdążyć jeszcze na końcówkę pasterki.

Przysięga krwi
W drodze do Połańca Jan Sojda wymusił na mimowolnych uczestnikach zbrodni milczenie aż po grób. Wyjął krucyfiks i agrafkę i każdemu po kolei nakłuwał rękę, tak, by kroplą krwi potwierdził na przygotowanym wcześniej papierze, że nigdy nie wyda zbrodniarzy. Otępiali z przerażenia świadkowie dramatu przysięgę milczenia składali na klęczkach, a aby była ona dla nich jeszcze bardziej wiążąca, dostawali od Sojdy do ucałowania krzyż. Przy wyjściu z autobusu każdy dostał od egzekutora pieniądze i przykaz, że ma wejść do kościoła na pasterkę i wmieszać się w tłum, aby w razie czego byli świadkowie, którzy potwierdzą, że przy betlejemskim żłóbku czuwali od początku uroczystości.

To był wypadek
O zdarzeniu, które przypominało wypadek, staszowska milicja dowiedziała się jeszcze tej samej nocy. Początkowo uznano je za wypadek. W toku dalszego dochodzenia milicjanci zaczęli odkrywać w sprawie nieścisłości, niewyjaśnione wątki, które w ostateczności doprowadziły do sformułowania tezy, że w sprawie musiało dojść do morderstwa, za którym stał najbogatszy gospodarz w Zrębinie i jego zięciowie. Bo o tym, że Sojdowie nienawidzą Kalitów wiedzieli wszyscy. Jedną z przyczyn konfliktu mogła być pomoc dziadka Krystyny, który ileś lat wstecz uczestniczył w zatrzymaniu podejrzanego o dokonanie gwałtu Jana Sojdy. Sojda został skazany za ten czyn na 8 miesięcy więzienia. Kilka lat po wyjściu z zakładu karnego na podwórku Jana Sojdy w dziwnych okolicznościach zginął syn dziadka Kalitów. Broń, z której zabito kilkunastoletniego chłopca, należała do Sojdy, ale jak ustaliło milicyjne śledztwo, strzelał znajomy Jana. Podobno mężczyzna celował w psa, jednak kula trafiła w dziecko. Za nieumyślne spowodowanie śmierci sprawca odsiedział wyrok. A po wyjściu na wolność zginął w wypadku.

Przez lata konflikt pomiędzy Kalitami oraz Sojdami narastał. Momentem przełomowym stało się wesele Krystyny i Staszka, na które zaproszono Sojdów ze względu na to, że obie rodziny były spokrewnione. Uroczystość zakończyła się skandalem, gdy ktoś z rodziny Kalitów zauważył jak Hela Sojda wynosi weselną kiełbasę i część wypożyczonej zastawy stołowej. Sojda poprzysiągł zemstę.

Zmowa milczenia
Śledztwo w sprawie prowadziła milicja i prokuratura z Tarnobrzega. Związani zmową milczenia świadkowie nie puszczali jednak pary z gęby. Pierwsze informacje o tym, że doszło do morderstwa pochodziły od 14-letniego chłopca, który zeznał, że widział Józefa Adasia przy zwłokach ofiar. Potem inny mieszkaniec Zrębina, Leszek B. zdradził, co wie na temat zbrodni. Jak ustalili śledczy, Sojda na łapówki w okresie śledztwa wydał około 200 tysięcy złotych. Gdy policja szukała dowodów jego zbrodni on sam zastraszał świadków i organizował potajemne spotkania, podczas których powtarzał rytuał z krucyfiksem i krwią.

232 świadków
Najpierw aresztowano Józefa Adasia, potem w maju 1977 r. Jan Sojda został aresztowany pod zarzutem utrudniania śledztwa i nakłaniania świadków do fałszywych zeznań. Do aresztu trafili również jego zięciowie. Proces morderców trójki młodych ludzi rozpoczął się w listopadzie 1978 r. przed tarnobrzeskim Sądem Wojewódzkim, który wówczas miał siedzibę w Sandomierzu.

Na ławie oskarżonych znalazły się cztery osoby: Józef Adaś, Jan Sojda oraz jego zięciowie: Jerzy S. i Stanisław K. Wszyscy zostali oskarżeni o udział w dokonaniu trzech zabójstw. Ogółem przed sądem zeznawało 232 świadków. 38 świadków milczało bądź zmieniało zeznania. Języki rozwiązały się im dopiero wtedy, gdy sąd nałożył na nich kary pieniężny i zasądził areszty.

Nie przyznali się
Sami oskarżeni do samego końca nie przyznawali się do winy. 10 listopada 1979 r. Sąd Wojewódzki w Tarnobrzegu skazał wszystkich czterech oskarżonych na karę śmierci. Obrońcy skazanych złożyli wniosek o rewizję wyroku do Sądu Najwyższego. W lutym 1982 r. Sąd Najwyższy uznał, że nie wszyscy skazani przez sąd I instancji byli w równym stopniu winni popełnionej zbrodni. Jerzemu S. i Stanisławowi K. zamieniono wyroki śmierci na kary – odpowiednio 25 i 15 lat więzienia. W przypadku dwóch pozostałych skazanych wyrok został utrzymany w mocy. 23 listopada 1982 roku w krakowskim Areszcie Śledczym przy ul. Montelupich odbyły się egzekucje Jana Sojdy i Józefa Adasia. Wyroki śmierci wykonano poprzez powieszenie. Jerzy S. został przedterminowo warunkowo zwolniony z zakładu karnego po odbyciu 14 lat i sześciu miesięcy kary, Stanisław K. spędził w więzieniu 11 lat i sześć miesięcy.

Małgorzata Rokoszewska

do “Wśród nocnej ciszy… zabili troje ludzi i nienarodzone dziecko”

  1. Alfred

    Niech tych skur**eli dosięgnie samosąd zobaczym co im ludzie zrobią . Najlepiej żeby zrobili im to samo co oni zrobili Krystynie i Stanisławowi Łupaszkom i Mieczysława. NIECH IM LUDZIE DO DUP NAKUPIĄ. ŻYCZE TEGO TYM MORDERCĄ.

  2. mecenas

    NIECH ZDECHNĄ KATY TEJ ZBRODNI W CHORBACH I MĘCZARNIACH .
    TO CO ZROBILI POWINNY WISIEC FOTOGRAFIE BANDYTÓW WYMIENIONYCH W ARTYKULE WE WSI I.TYPOWA POLSKA RODZINA KATOLICKA PEWNIE TO ZROBIŁA ŁĘĘĘĘĘĘ……. ŻYGAM TYMI ZBRODNIARZAMI .

  3. Antyzgrzyt

    Czyli możńa powiedziej jasno i wyraźnie, że Unijne prawo jest nad prawem Polski! Czyli nasze prawo można sobie do tyłka wsadzić skoro i tak obowiązuje unijne…

  4. Kamil

    Referendum na niewiele się zda – unia europejska zakazuje kary śmierci, więc żeby taka istniała w Polsce, musielibyśmy wystąpić z unii, a tak się przecież nie stanie.

  5. Antyzgrzyt

    O tym całym zdarzeniu został zrealizowany film pt.: ” ZMOWA”. Jest to także film o ostatnim wyroku KARY ŚMIERCI przeprowadzonym na zbrodniarzu w Polsce! Dlaczego by dziś nie stosowac tej kary? Dlaczego władza boi się referendum w tej sprawie…? Niech się naród wypowie…!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.