Wyciągnąć wnioski z pucharowej lekcji

- Trzeba wyciągnąć wnioski z pucharowej lekcji, bo lada dzień przystępujemy do najważniejszych meczów w sezonie – przypomina Wojciech Downar-Zapolski, szkoleniowiec koszykarek AZS Rzeszów. Fot. Paweł Bialic

I LIGA KOBIET. Na tydzień przed inauguracją kluczowego etapu rozgrywek, AZS Rzeszów doznał bolesnej porażki z konkurentem do awansu.

W minorowych nastrojach wróciła do domu ekipa AZS Rzeszów. Nasz zespół w kiepskim stylu przegrał w Pabianicach finał Pucharu Polskiego Związku Koszykówki, a przecież za kilka dni rozpocznie batalię, której stawką będzie awans do ekstraklasy. – Musimy wyciągnąć wnioski z bolesnej lekcji – podkreśla WOJCIECH DOWNAR-ZAPOLSKI, trener „akademiczek”.

W finale spotkali się dwaj pretendenci do gry w elicie i dwie najlepsze drużyny sezonu zasadniczego w grupie B. Do przerwy trwała wyrównana walka, po zmianie stron AZS stanął i Language School Pabianice wygrał aż 19 punktami. – Ból byłby większy, gdybyśmy przegrali jednym punktem. Ale to oczywiście żadne tłumaczenie – zaznacza szkoleniowiec rzeszowianek, który nie może pojąć, dlaczego od 25 minuty jego zespół przestał grać.

Niemoc totalna
- Nagle nie potrafiliśmy znaleźć sobie miejsca na boisku, wypracować pozycji rzutowej. Przez kilkanaście minut nie trafiliśmy do kosza i nie było szans, by wrócić do gry. Dotychczas charakteryzowało nas to, iż zdobywanie punktów akcentowało się na poszczególne zawodniczki. Raz lepiej szło wysokim, innym razem niskim, ale poniżej pewnego poziomu nie schodziliśmy. W Pabianicach, pierwszy raz w sezonie, ogarnęła nas totalna niemoc. Szkoda, że dziewczęta tak szybko pogodziły się z porażką – ubolewa Downar-Zapolski.

Praca i jeszcze raz praca
Okolicznością łagodzącą może być fakt, iż gospodynie turnieju finałowego to zespół o porównywalnym potencjale, z kilkoma zawodniczkami mającymi za sobą przygodę w ekstraklasie i Edytą Koryzną, olimpijką z Sydney, na trenerskiej ławce. – Z „kelnerkami” nie przegraliśmy, choć będę się upierał, iż drużynie walczącej o najwyższe cele nie powinny się przytrafiać takie historie – odpowiada szkoleniowiec AZS-u.
Przykre niepowodzenie zdarzyło się na tydzień przed meczem z SMS PZKosz Łomianki inaugurującym drugi, najważniejszy, etap rozgrywek. Czy trzeba zatem bić na alarm? – Niekoniecznie, choć ta porażka zmusza do postawienia kilku istotnych pytań. Jesteśmy jednym z najpoważniejszych kandydatów do awansu, co nie znaczy, że zespół nie ma słabych punktów. Już wiemy, że musimy pracować jeszcze mocniej. Błędy trzeba wyeliminować, inaczej będzie źle – ostrzega szkoleniowiec rzeszowskiej ekipy.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.