Wycisnęliśmy, ile się dało.

Fot. Paweł Bialic

Rozmowa z MARCINEM JAŁOCHĄ, trenerem piłkarzy Resovii.

- 24 punkty w 14 meczach – to pański dorobek w Resovii. Jest pan zadowolony z tego wyniku?
- Decydując się na pracę w Rzeszowie, powiedziałem do działaczy: jeśli na koniec rundy z przodu pojawi się cyfra 2, nie będzie źle. Szkoda jedynie ostatniego meczu z Puszczą. I nie chodzi o porażkę, ale o styl. Generalnie jednak – wycisnęliśmy z tego zespołu, ile się dało.

- Przejmowanie drużyny w trakcie sezonu nigdy nie jest łatwe. Pan też długo szukał optymalnej jedenastki i znalazł ją dopiero na finiszu rundy.
- Pierwszy raz znalazłem się w sytuacji, gdy w trakcie rozgrywek zastępowałem trenera. Na początku najważniejsze było zdobywanie punktów, jakość w grze przyszła później, a dopiero po zimie będzie można powiedzieć, iż Resovia to “moja” drużyna.

- Po Arturze Łuczyku otrzymał pan w spadku świetną linię obrony, ale ludzie odpowiedzialni za kreowanie sytuacji i zdobywanie goli już tak skuteczni nie byli. Jednak poradził pan sobie, to przy panu Sebastian Hajduk zaczął przypominać zawodnika, który dwa lata wcześniej był królem strzelców II ligi.
- Cieszy, że zaczęliśmy strzelać gole, że Hajduk doszedł do siebie. Trochę martwi, że do siatki trafiali głównie napastnicy. U mnie w zespole każdy musi bronić, a bramki powinni zdobywać również obrońcy. Będziemy nad tym pracować.

- Kto dla pana był odkryciem rundy?
- Andrij Nikanowycz, który radził sobie w środku pomocy i z konieczności na stoperze. Wprowadził spokój do defensywy.

- Gorzej było z młodzieżą.
- Resovia ma zdolnych chłopaków, ale z roczników 1993-94, którzy jeszcze nie są w stanie pogodzić nauki z treningami w zespole II ligi. Nasi młodzieżowcy nie prezentują odpowiednio wysokiego poziomu, owszem, starają się, ale drużyna mająca I-ligowe aspiracje musi mieć lepszych zawodników. Takich zatem szukamy, choć to ciężki temat, bo nie jesteśmy jedyni.

- Nawet po efektownych zwycięstwach prezentował pan pokerową twarz. To maska, czy faktycznie tak trudno pana zadowolić?
- W piłce siedzę od lat i wiem, że najważniejsza jest pokora. Po serii zwycięstw wiele osób zobaczyło w nas faworytów, ale ja uważam, że obecna Resovia nie jest drużyną na I ligę. Zespół się buduje, mam nadzieję, iż wiosną położymy podwaliny pod przyszłe sukcesy. Apelowałbym jednak o cierpliwość.

- Wielkiej presji na awans nie ma, ale każdemu wolno marzyć o I lidze. Sęk w tym, że straty do Okocimskiego i OKS Olsztyn są duże.
- Nie wszystko zależy od nas, ale zespół będzie walczył w każdym meczu o 3 punkty. Inaczej do sprawy podejść nie można.

- Będą zmiany w kadrze oraz samym sztabie szkoleniowym. Jakie dokładnie?
- Niezależnie, gdzie pracuję, po każdej rundzie wymieniam 2-3 piłkarzy. Słabsi albo tacy, którzy nie pasują do koncepcji ustępują miejsca lepszym. Budowa poważnego zespołu to także powiększenie sztabu szkoleniowego o wartościowych ludzi, dlatego zatrudnimy drugiego trenera oraz specjalistę od przygotowania fizycznego. Dziś trudno mi powiedzieć, czy moim asystentem zostanie Tomasz Tułacz.

- Syn nadal gra w piłkę?
- Musiał zrezygnować przez problemy z kolanami. Ale poszedł w trenerkę: studiuje na AWF i pracuje z dzieciakami w krakowskiej Akademii Piłkarskiej Tomka Frankowskiego i Mirka Szymkowiaka.

- Jest pan miłośnikiem włoskiej kuchni. Znalazł pan w Rzeszowie restaurację podobną do swojej ulubionej „Pomodorino”?
- Mam nadzieję, że w styczniu zacznę się za takim lokalem rozglądać. Na razie wędruję utartym szlakiem: mieszkanie na osiedlu Krakowska – hipermarket Real – klub (śmiech).

RESOVIA 7 miejsce, 25 punktów, 7 zwycięstw – 4 remisy – 6 porażek; bramki: 20-11

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.