Wyczyściliśmy głowy

Fot. Bogdan Myśliwiec
Fot. Bogdan Myśliwiec

Marcin Nowakowski, rozgrywający Stabill Jeziora Tarnobrzeg, ustanowił rekord asyst w tym sezonie; jako pierwszy uzyskał dwucyfrowy dorobek.

Koszykarze Stabillu Jeziora przełamali wreszcie złą passę i po sześciu z rzędu porażkach odnieśli zwycięstwo. Niedzielna wygrana nad AZS Koszalin była pierwszą w tym sezonie ekipy „Jeziorowców”, wśród których pierwszoplanową postacią do początku sezonu jest 24-letni Marcin Nowakowski.

– Zdecydowanie coś ruszyło i wreszcie udało się nam zagrać bardzo dobry mecz – mówi Marcin Nowakowski. – W końcu to my trafialiśmy więcej rzutów niż przeciwnik i trochę nam też dopisało szczęście, a do tego pokazaliśmy agresywną koszykówkę. Zagraliśmy cztery równe kwarty, a jak mieliśmy jakiś mały przestój, to trener od razu reagował czasem, albo my sami zbieraliśmy szyki, żeby nie dopuścić szybkich seryjnych strat punktów. Nie dopuściliśmy do tego i praktycznie od I kwarty utrzymywaliśmy przewagę i dowieźliśmy ją do końca.

– Czy po tej wysoko wygranej I kwarcie nie mieliście obaw, że tak jak w poprzednich meczach coś się zatnie w waszej grze?
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy do tego dopuścić. W szatni podczas przerwy powiedzieliśmy sobie, że prowadząc 20 „oczkami” nie możemy tego przespać, tylko zagrać jeszcze bardziej agresywniej. W poprzednich meczach pokazaliśmy, że potrafimy zagrać dobrze przez 10 minut, a następne dziesięć katastrofalne. Trener nas na to bardzo uczulał i nie pękliśmy.

– Trener Arkadiusz Papka aż tak bardzo odmienił zespół, który w niczym nie przypominał drużyny z poprzednich meczów?
– Przede wszystkim wyczyścił nam głowy, a czasami w sporcie psychika jest ważniejsza niż umiejętności czy trening. Można zasuwać cały tydzień na zajęciach, trafiać 10 na 10, a przychodzi mecz, do tego presja i nic nie wychodzi. Zaczęliśmy od „zmiany głów”, a pracy przed nami jeszcze jest sporo.

– Porażka za porażką powodowała, że atmosfera w zespole pewnie była fatalna. Ciężko w takiej sytuacji chyba o motywację?
– Nie było łatwo. Cały tydzień na dwóch treningach dziennie pracujemy bardzo ciężko. Na nich wszystko wygląda dobrze, przychodzi mecz i nagle nic się nie klei. Coś w tych naszych głowach było nie tak, bo wystarczyła chwila i traciliśmy kilka punktów. Nie podejmowaliśmy walki i przegrywaliśmy mecze. Teraz ją podjęliśmy, narzuciliśmy swój styl i to rywal musiał się do nas dostosować. Mam nadzieję, że ten mecz jest dobrym prognostykiem do kolejnych spotkań.

– Mecz z AZS Koszalin był z cyklu jak nie teraz, to kiedy. Ciężko było przed nim zasnąć?
– Faktycznie miałem z tym problem, bo ciągle myślałem o tym meczu. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę jak by to wyglądało, gdybyśmy przegrali szósty mecz z rzędu, a praktycznie siódmy, bo wliczając w to Puchar Polski. Po takim czymś ciężko jest przyjść na trening. Tak po prostu wyrzucić to z głowy i od nowa się motywować i czekać kolejny tydzień na mecz, żeby się zrehabilitować.

– Pojedynek z AZS-em Koszalin był dla ciebie kolejnym bardzo dobrym występem. Wyrastasz na prawdziwego lidera tego zespołu…
– Nie wiem, czy czuję się liderem. Chcę pomóc ze swoje strony zespołowi, grać jak najlepiej, a co za tym idzie, żeby było jak najwięcej zwycięstw. Nad tym pracuję z tygodnia na tydzień i tylko to mnie interesuje.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments