Wygnani z raju wciąż marzą o powrocie

Jeziorze co roku spotykają się pod krzyżem, który stoi w miejscu ich małej ojczyzny Mieszkańcy Jeziórka co roku liczą ilu ich zostało. Ostatnie szacunki mówią o liczbie mniejszej niż 400. Fot. Bogdan Myśliwiec

JEZIÓRKO. Gdy ich wyrzucano, całowali na pożegnanie drzwi swoich domów. Teraz, wróciliby w rodzinne strony na kolanach.

W ciągu 14 lat, w latach 80. ub. wieku spod tarnobrzeskiej wsi Jeziórko, wysiedlono 1200 osób. Wielu wolało umrzeć, niż przenieść się do nowo budowanych bloków w centrum miasta. Na tych, którzy przeżyli, tragedia wypędzenia, odcisnęła nieodwracalne piętno. W minioną niedzielę spotkali się pod symbolicznym krzyżem.

Jeziorzanie to mieszkańcy wsi, która po 300-letniej historii, znikła z powierzchni Polski przez tarnobrzeską siarkę. Dramat setek ludzi rozegrał się w latach 1974 – 1988. Niewielu o nim słyszało, bo wysiedlenia odbywały się w cieniu sukcesu budowanej z ogromnym rozmachem kopalni.

220 dramatów
- Pamiętam tamte wydarzenia tak, jakby miały miejsce wczoraj – przyznaje pani Zofia. – Pamiętam, kiedy dowiedziałam się, że będę musiała opuścić dom. Zostawić ukochane kąty, zapomnieć krajobraz widziany przez okno, rozstać się z sąsiadami. To była rozpacz. Pamiętam, że na pożegnanie, całowałam drzwi mojego domu. Wierzyłam, że wrócę. Ciągle wierzę. Dziś mam już ponad 80 lat, mój mąż też, ale oboje zrobilibyśmy to na kolanach.

Dramatyczne sceny okupione morzem łez, rozgrywały się w Jeziórku przez 14 lat. Decyzje o wysiedleniu otrzymało w sumie 220 rodzin.

- Nie wszystkich wysiedlono w sprzyjającym okresie – pisze Władysław Duma, autor książek o Jeziórku i jego mieszkańcach. – Szalejąca inflacja oraz przemiany ustrojowe i gospodarcze powodowały, że uzyskane z tytułu wysiedlenia pieniądze, ledwie wystarczały na opłacenie wkładu mieszkaniowego w spółdzielni. Patrząc z perspektywy czasu, na uruchomieniu w tym miejscu kopalni, skorzystali wszyscy, prócz Jeziorzan.

Za ciasne bloki
Starsi mieszkańcy Jeziórka nie ukrywają, że wysiedlenie było dla nich życiową tragedią.

– Im do dziś jest w blokach za ciasno – przyznaje wprost Władysław Duma. – Jeszcze przez długie lata, wielu z nich chodziło pieszo z Tarnobrzega do Jeziórka na dawne ojcowizny. Przesiadywali w zagrodach dopóty, dopóki ich spychami nie zrównano z ziemią.

Jeziorzanie robili, co mogli, by zadomowić się w nowych miejscach. Przywozili nawet drzewka z Jeziórka i sadzili je na przyblokowych skwerkach.

Usunięcie Jeziórka z mapy Polski nie przekreśliło historii tej niezwykłej wsi i żyjących w niej ludzi. Jest ona ciągle żywa, bo ludzie, którzy ją tworzyli, przekazują o niej pamięć kolejnym pokoleniom.

Małgorzata Rokoszewska

do “Wygnani z raju wciąż marzą o powrocie”

  1. Sylwia

    Pamiętam Jeziórko. Tam mnie ochrzczono, tam spędziłam najmłodsze swoje lata. Z perspektywy małego dziecka było tam sielsko i anielsko. Typowa stara wieś. Piękne wspomnienia. Szkoda, ze już nie ma żadnego domu, ani ogrodzenia, ani tego wielkiego dębu, który długo po wysiedleniu jeszcze stał.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.