Wygrał sprawę nie do wygrania

- Jedni stukali się w czoło, inni przechodzili na drugą stronę ulicy, a ja szedłem dalej - mówi o swoich potyczkach przed Temidą Wiesław Wojtas. Fot. Jerzy Mielniczuk

– Jedni stukali się w czoło, inni przechodzili na drugą stronę ulicy, a ja szedłem dalej – mówi o swoich potyczkach przed Temidą Wiesław Wojtas. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. To wyjątkowo rzadki przypadek unieważnienia aktu notarialnego. Legenda podziemia jednym podpisem pozbawiła się majątku, a potem straciła kilka lat w sądach.

Z nieba do piekła i z powrotem. Tak się przeplatał biznes Wiesława Wojtasa i późniejsze procesowanie. W biznesie poniósł klęskę. Uparł się na wymiar sprawiedliwości i wygrał. Teraz wraca do biznesu z bagażem jakże cennych doświadczeń. Na pewno będzie ostrożniejszy. – Co nie znaczy, że mam być nieufny wobec ludzi – zaznacza.

Wojtas na początku stanu wojennego był internowany, a pod koniec nocy Jaruzelskiego przewodził wielkiemu strajkowi w Hucie Stalowa Wola. Gdy w 1989 r. jego koledzy szli na stołki albo w politykę, on się usunął w cień. W garażu zaczął stawiać pierwsze kroki w biznesie.

Złudny stołek prezesa
Ślusarstwo miało wzięcie. Małymi kroczkami zdobywał rynek i w końcu wyszedł z garażu. Nie łapał wielkich zamówień, ale i tych małych nie brakowało. Założył firmę, zaczął zatrudniać ludzi i niewiele brakowało, a stałby się znaczącym graczem na rynku. W 2008 r. miał już dwa zakłady, w których zatrudniał bisko 80 osób. Wtedy przyszedł kryzys. Nie tylko na Wojtasa, a na całą branżę. Zamówienia spadły do zera, a kredyty trzeba było spłacać. Wtedy przyszedł znajomy z branży i zaproponował spółkę. Miał swoją firmę i znajomości. Te drugie były cenniejsze, bo za nimi stały zamówienia. Panowie się dogadali i spisali akt notarialny. W nowej spółce Wojtas dostał 49 proc. udziałów, ale do tego stołek prezesa. W bardzo krótkim czasie przekonał się, ile był wart ten jeden punkt procentowy brakujący do 50 proc.

W ciągu kilku zaledwie miesięcy nowa spółka padła. Wojtas stracił stołek i dostał zakaz wstępu do firmy. Przez płot oglądał, jak jego majątek jest sprzedawany. Nie było na co czekać. Najpierw policja, potem prokuratura, a na koniec zostawił sobie sądy. Przed Temidą szło mu różnie. Gdy go wyrzucali drzwiami, wchodził oknem. Chodził też od kancelarii do kancelarii, bo mało kto, a prawnicy znają się na rzeczy i układach, dawał mu jakiekolwiek szanse. A jednak dopiął swego. Dochodził sądowego unieważnienia aktu notarialnego, przez który stracił majątek. Batalia trwała pięć prawie lat. Gdy przegrywał, odwoływał się do wyższej instancji. Gdy przegrał w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie złożył kasację do Sądu Najwyższego. Tam nastąpił przełom. SN nakazał SA jeszcze raz rozpatrzyć sprawę, gdyż zauważył, że Wojtas podpisując akt notarialny był ofiarą podstępu. Sprawa wróciła o Rzeszowa i niedawno nasz SA wydał wyrok, który w pełni satysfakcjonuje Wojtasa.

Układy niedomknięte
- Na razie dochodzę do siebie – mówi Wiesław Wojtas. Gdy pozbiera myśli będzie dochodził majątku, który stracił. Sprawa będzie niezwykle trudna, bowiem zostało z tego niewiele. Kolejni syndycy sprawnie się go pozbywali i za niedużą wartość. Pozostała jednak bogata dokumentacja i teraz przeciwnicy procesowi Wojtasa mają nietęgie miny. On na razie dowiódł, że układy w kraju wcale nie są zamknięte.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.