Wygrał z fiskusem, ale stracił 3 lata

Lesław Kwitkowski swoją nierówną walkę z Urzędem Skarbowym wygrał, ale ucierpiała na tym jego firma i pracownicy, których mogłoby być dzisiaj dużo więcej. Fot. Archiwum

Przedstawiamy historię Lesława Kwitkowskiego – “Niepokonanego” przedsiębiorcy ze Stalowej Woli.

- Ja już dostałem kopa, ale chciałbym żeby nasze dzieci nie miały podobnych problemów przez jakiegoś jednego oszołoma, który twierdzi, że ma jakieś super układy – kolegę w prokuraturze czy znajomego komendanta – mówi Lesław Kwitkowski, bohater 11 odcinka programu TV Polsat “Państwo w państwie” i współzałożyciel ruchu “Niepokonanych”. Przez 3 lata toczył nierówną walkę z Urzędem Skarbowym, tylko dlatego, że został niesłusznie, jak się okazało, oskarżony przez byłego wspólnika.

Działalność gospodarczą w Stalowej Woli Pan Kwitkowski rozpoczął już w wieku 25 lat. Jego firma zajmowała się przemysłem metalowym – produkcją obróbki metalu, różnego rodzaju części, odlewnictwem. Biznes rozwijał się bardzo dobrze, zamówień nie brakowało, wprowadzano coraz nowsze technologie, wykupywano mniejsze bliskie upadłości zakłady, zatrudniano nowych pracowników. Wszystko zatrzymało się w 2006 roku. – Jeden z naszych pracowników znalazł człowieka, któremu z sprzedaliśmy kilka samochodów (są wymieniane co pewien czas, a nowe brane są w leasing). Paweł Gamoń wziął samochody, ale przez problemy finansowe nie mógł za nie zapłacić. Przedstawił więc inną, ale ciekawą dla nas propozycję zapłaty. Zakupiliśmy od niego 60 ton materiałów – opowiada Kwitkowski.

Dość szybko wzbudziło to podejrzenia Urzędu Skarbowego. – Zaczęła się jazda. Prawie 70 osób z firmy zostało przesłuchanych. Wszyscy zeznawali jednakowo, tylko Gamoń twierdził, że nie było żadnej sprzedaży – kontynuuje. Kwitkowskiemu zarzucono, że faktury były fikcyjne. Firma miała płacić Gamoniowi pieniądze, a on miał je firmie następnie oddawać. – Najpierw powiedział, że oddawał mi w całości, później, że sobie potrącał podatek VAT i resztę mi oddawał. Później jeszcze, że 30 proc. Za każdym razem facet zeznawał inaczej – mówi Kwitkowski. Ale dla Urzędu Kontroli Skarbowej było to zeznanie kluczowe. W ten sposób prezesowi firmy przedstawiono zarzut, że… sobie sam z własnej firmy ukradł pieniądze.

Na przeszkody w oczyszczeniu z fałszywych zarzutów Kwitkowski napotykał niemal na każdym korku. – Urząd Kontroli Skarbowej dostarczył do prokuratury tylko wybiórczą część dokumentacji księgowej firmy. Dzięki Bogu zrobiliśmy wcześniej kserokopie wszystkich dokumentów przed ich wydaniem do UKS i później dołączyliśmy je w postaci kopii w postępowaniu sądowym – opowiada. Dzięki temu biegły sądowy bezwzględnie stwierdził, że nie było możliwości wyprodukowania,  choćby z ilości i z gatunków materiałów jakie zakupiła firma, takiej produkcji. Dlatego musiała je kupić, a kupiła nigdzie indziej tylko właśnie u Gamonia. – Sąd uniewinnił mnie, ale pan Gamoń też został uniewinniony, bo prokuratura postawiła zarzuty wszystkim razem – nie kryje oburzenia Kwitkowski.

Cała sprawa odbiła się na kondycji firmy. – Cofnąłem się 3 lata w rozwoju, bo, w momencie gdy te kontrole weszły, przez 3 lata nie dostałem żadnego zaświadczenia o niezaleganiu z płatnościami. Nie mogłem pozyskać żadnego kredytu, leasingu. Żyliśmy dzięki dobrym ludziom, którzy pracują u mnie i są do dzisiaj ze mną – mówi przedsiębiorca. Dzisiaj zaświadczenia już dostaje. Uruchomił inwestycje, których ukończenie było planowane 2 lata temu. Ocenia, że gdyby nie cała afera, zatrudniałby dzisiaj nie 670, ale około tysiąca osób. Warto też dodać, że za jej “wykrycie” dwóch urzędników UKS otrzymało 34 i 62 tys. zł premii. – Sama prokuratura to sprawdziła i wygadała się niechcąco. To jest paranoja i absurd, jaki może się tylko w Polsce zdarzyć – śmieje się Kwitkowski.

***

Biznesmen ze Stalowej Woli wygrał nierówną walkę z Urzędem Skarbowym, a teraz stara się pomagać innym “Niepokonanym”, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. To m.in. z jego inicjatywy 31 maja w Warszawie odbył się ich kongres. Był w szoku ilością ludzi, którzy z dokumentami podchodzili do niego z prośbą o pomoc. Mówi, że będą walczyć i że za 2-3 lata “Niepokonani” spotkają się na stadionie w Warszawie. – Chodzi o przyszłość, żeby więcej tego mleka się nie wylewało – tłumaczy swoje zaangażowanie. 

Arkadiusz Rogowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.