Wykonawca przepadł bez wieści

Już w przyszłym roku w tym budynku mieli się kształcić studenci stalowowolskiej filii KUL. Żacy muszą uzbroić się w cierpliwość. Fot. Autor

STALOWA WOLA. Tak to jest, gdy posłowie uchwalają prawo promujące niesolidnych wykonawców.

Magistrat wynajął znaną kancelarię prawniczą, która ma odnaleźć byłego budowniczego nowego gmachu KUL i zmusić go do pokrycia strat. Portugalska firma ABB, wiosną tego roku, w ciągu kilku dni zabrała sprzęt oraz ludzi z budowy i przestała odpowiadać na telefony i listy ze stalowowolskiego Urzędu Miasta. Teraz pod groźbą kar, do rozmów spróbują ją zmusić prawnicy z Krakowa. Nieoficjalnie wiemy, że nie tylko z magistratem ABB będzie musiała się rozliczać.

Przy ul. Kwiatkowskiego powstaje nowoczesne centrum akademickie. Finiszuje budowa nowej siedziby filii Politechniki Rzeszowskiej. Po drugiej stronie ulicy miało już być po „wykończeniówce” i inwestor pewnie szykowałby się do przetargów na wyposażenie. Miało być, ale gmach od tygodni straszy rozbabraną fasadą, które czeka na dokończenie ocieplenia. We wnętrzu jest podobnie.

Portugalczycy „zabrali zabawki” i zniknęli
- Wykonawca pewnie wyliczył, że na kontrakcie będzie stratny i wolał przerwać prace, narażając się na kary, niż brnąć w finansowych tarapatach – mówi Ryszard Sęczyk z Urzędu Miasta w Stalowej Woli. – To są jednak tylko nasze domysły, bo firma budująca budynek KUL w ogóle z nami się nie kontaktuje.

Magistrat znalazł się w kłopocie, zresztą nie po raz pierwszy z takiego powodu, bo na inwestycję wartą kilkanaście milionów, dostaje spore dofinansowanie z Unii. Przerwanie budowy może oznaczać odebranie dotacji. Na szczęście Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która nadzoruje wydawanie unijnych pieniędzy na bazę akademicką w Stalowej Woli, okazała wyrozumiałość i przedłużyła okres rozliczeń. Nie jest to jednak wieczność i Urząd Miasta musi budowę dokończyć.

Na razie trwa inwentaryzacja tego, co zostało już zrobione. Później zostaną ogłoszone przetargi na dokończenie budowy i wyposażenie budynku. Ci, którzy staną do przetargów, na pewno zażyczą sobie więcej, niż poprzednik. Miasto może więc na tym sporo stracić, bo kwota dotacji nie wzrośnie, a ceny usług i materiałów nie spadają. Dlatego prezydent zdecydował się na wynajęcie grupy prawników spod Wawelu specjalizującej się w sprawach gospodarczych. Muszą oni odzyskać zawarte w umowie przetargowej kary umowne za zerwanie kontraktu, zanim portugalscy budowlańcy znikną z Polski. Szukają ich zresztą nie tylko prawnicy wynajęci przez magistrat. O swoje upominają się też niektórzy podwykonawcy.

Zmienić prawo i to jak najszybciej
- To efekt złego prawa, którym jego twórcy najmniej się przejmują – mówi o zaistniałej sytuacji Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli. Chodzi o prawo przetargowe, które promuje najtańszych wykonawców. Celowo zaniżają oni ceny, żeby wygrywać przetargi, a potem kombinują, jak uciec z budowy. Tak już Stalowa Wola sparzyła się na pierwszym wykonawcy stadionu lekkoatletycznego, który na kilka dni przed planowanym oddaniem obiektu ogłosił upadłość, wykonawszy wcześniej piątą część robót na stadionie. Do budowy stadionu miasto musiało dołożyć, choć miało unijne wsparcie. Nie wiadomo, jak się zakończy budowa jednego z „Orlików” w mieście, którego wykonawca – tym razem polski – też uciekł z placu budowy. Ten przynajmniej zostawił część maszyn, które od razu przejęli podwykonawcy, jako częściową rekompensatę należności. Narzekania na regulamin wyłaniania wykonawców przetargów z unijnym udziałem słychać zewsząd, ale posłowie nie kwapią się do jego zmieniania. A samorządy za ich beztroskę płacą.

Jerzy Mielniczuk

do “Wykonawca przepadł bez wieści”

  1. ROMAN

    no proszę a może należało zatrudnić firmę z Nowej Zelandi albo z Samoa- mogła być z Filipin- dopiero by poszukiwania trwały – latami co i było by gdzie jechać na poszukiwania – to jest to – tak dalej a może UFO ich porwało i teraz szukaj tatka latka- cha / cha /cha.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.