Wyniki matur w tym roku nie zachwycą?

W tym roku zamiast w maju maturzyści rozpoczęli egzaminy na początku czerwca. Fot. pixabay

Już za nieco ponad tydzień tegoroczni maturzyści poznają wyniki egzaminów. Egzaminatorzy, którzy sprawdzali prace już dziś mówią, że są zaskoczeni tym, jak poszło zdającym. Niekoniecznie pozytywnie. Zdalne nauczanie okazało się porażką, młodzież zbyt długo czekała na matury, a może była po prostu źle przygotowana? Co poszło nie tak?

– Sprawdzam arkusze od kilku lat i faktycznie te są najsłabsze, jakie do tej pory miałam w rękach – stwierdza egzaminatorka z języka angielskiego. – Dużo błędów, nieznajomość podstawowych zwrotów i słów, kłopoty z gramatyką, brak umiejętności pisania – to główne problemy. Zdarzało się, że zdający nie byli w stanie rozwiązać niemal żadnego zadania – opisuje nasza rozmówczyni. Jak mówi „0” w miejscu liczby punktów wpisywała częściej niż przed laty.

Prawdopodobnie to nie będą odosobnione przypadki. – Koledzy pracowali w różnych komisjach i też twierdzą, że poziom jest niższy. Nie wiem, czy tylko przypadek, ale jeśli w całej Polsce będą takie wyniki, średnia będzie kiepska. Zwłaszcza, że to nie tylko kwestia języków obcych, ale również, np. matematyki – zauważa nauczycielka.

Efekty zdalnego nauczania? W jakimś stopniu na pewno. Zwłaszcza, że nie wszyscy uczniowie mieli dostęp do lekcji online, a nauczyciele nie zawsze regularnie i z zaangażowaniem przykładali się do zajęć. Po drugie, właściwie nikt nie był przygotowany na to, że nauka będzie się odbywać na odległość.

Szkoły zamknięto 12 marca, zakończenie roku odbyło się 24 kwietnia, więc teoretycznie młodzież zyskała miesiąc na naukę. Maturę przesunięto z maja na 8 czerwca, co daje dodatkowy miesiąc. – Stres na pewno był większy, ale też więcej było czasu na powtórki – zauważa anglistka. – Prymusi, którzy w dużym stopniu uczą się indywidualnie z pewnością z tego skorzystali. Większość uczniów jednak raczej nie, a ci, którzy mieli braki – mimo możliwości konsultacji – nie zawsze byli w stanie je uzupełnić – dodaje.

Pytanie, czy wszystko można zrzucać na koronawirusa? – Prawda jest taka, że jeśli ktoś uczy się systematycznie, to te 2 miesiące nie powinny niczego zmienić. Cały problem polega na tym, że systemowi nauczania w naszym kraju daleko do ideału. Okazuje się, że gdy uczniowie piszą egzamin zaraz po zakończeniu szkoły i powtórkach, mając wszystko „na świeżo”, jest im dużo łatwiej. Tylko że miesiąc później niewiele pamiętają, a chyba nie o to chodzi – przyznaje anglistka.

Zauważa też inną kwestię. – W tym roku, ze względu na wyjątkową sytuację, częściej zdarzało się nam „naciągać” oceny. W efekcie do egzaminu dopuszczono większość uczniów, mimo że w normalnych warunkach by do tego nie doszło – wyjaśnia. Słabsi napisali gorzej, a ich wynik wpłynie na obniżenie całościowej średniej.

Wioletta Kruk

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
mniodekhiena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
hiena
Gość
hiena

wszelakie tumaństwo szerzące się w spoleczeństwie ,to wynik pobierania nauk z internetu,a nie jak dawniej z książek ,podręczników i z tego co Pan/Pani powiedziała.Czasami trafiał się delikwent oporny na wiedzę,wtedy znany rzeszowski pan od matematyki wszczepiał wiedzę poprzez walnięcie reką w łeb.Metoda była skuteczna ,a i rodzice nie składali reklamacji na metody edukacji.

mniodek
Gość
mniodek

Zaczynanie zdania małą literą, stawianie spacji przed przecinkiem, a nie po, brak spacji po kropce i nie stawianie tejże na końcu zdania, co w Twoich komentarzach jest nagminne! Brak szacunku dla j. polskiego i niechlujstwo. Jednym zdaniem: „Uczył Marcin Marcina, a sam był głupi jak świnia”.