Wypadek, czy próba zabójstwa?

Policjanci przesłuchali już kilkadziesiąt osób. Sąsiedzi znają „tego miłego chłopca”. O rodzinie też nie mówią źle. Żaden z naszych rozmówców nie wierzy jednak w wypadek. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Prokuratorzy rozwikłują tajemnicę kilku chwil przed znalezieniem chłopca na trawniku pod blokiem. Uniknął śmierci, bo spadł na miękkie podłoże.

Wczesnym czwartkowym popołudniem, z balkonu na IV piętrze bloku przy ul. Okulickiego, wypadł 8-letni chłopiec. Dziecko nie straciło przytomności. W szpitalu w Tarnobrzegu przeszło operację i jego stan jest już stabilny. Policja zatrzymała ojca chłopca. W chwili wypadku był pijany. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa. Były zatrzymania innych osób.

To było słoneczne popołudnie. Ok. godz. 13.30 kobiety przechodzące chodnikiem obok bloku, usłyszały głuche uderzenie o ziemię. Na trawniku pod blokiem leżało bezwładne ciało. Chłopiec delikatnie poruszał rękoma, ale gdy jedna z kobiet chciała chwycić go za ramię, delikatnie, jakby się cofnął przed bólem.

Ojciec pozostał w areszcie
- Był z chłopakiem kontakt – mówi inny świadek. – Ktoś doradził, żeby go nie ruszać, bo może mieć uszkodzony kręgosłup. Zaraz zresztą przyjechała karetka i zabrała go do szpitala. Do przyjazdu ratowników próbowaliśmy z nim porozmawiać. Szeptał coś o wypchnięciu z balkonu. Jakby jakiś pan miał go wypchnąć.

Karetka z rannym pojechała do Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu. Jest lepiej wyposażony od stalowowolskiego. Chłopiec miał stłuczenia klatki piersiowej, obrzęk mózgu i uszkodzoną śledzionę. Po krótkim badaniu trafił na stół operacyjny. Dzień później lekarze określili jego stan jako stabilny. Życiu raczej nie grozi już niebezpieczeństwo.

Nie wiadomo, jaka kara grozi ojcu chłopca. Gdy karetka zabrała rannego, policjanci zapukali do drzwi mieszkania na IV piętrze. Były zamknięte. Sąsiedzi jednak mówili, że ktoś jest w środku. Podejrzewając tragedię, policjanci poprosili strażaków o wyważenie drzwi. Gdy strażacy zapukali do drzwi, otworzył je 42-letni mężczyzna. To był ojciec ofiary upadku. Był pijany. Miał ponad 2,1 prom. alkoholu. Został zatrzymany. Ponad dobę po zatrzymaniu wytrzeźwiał i został przesłuchany. W międzyczasie policja zatrzymała dwóch innych mężczyzn, prawdopodobnie współbiesiadników. Po przesłuchaniu zostali zwolnieni. Ojciec został w areszcie. – Na chwilę obecną prowadzimy śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa – mówiła w piątek po południu Barbara Bandyga, szefowa Prokuratury Rejonowej w Stalowej Woli.

W niedzielę sąd zastosował wobec mężczyzny trzymiesięczny areszt. Jego syna wciąż nie udało się przesłuchać. Śledczy zarzucili ojcu dziecka usiłowanie popełnienia zabójstwa oraz spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Usiłowanie może być karane tak samo jak zabójstwo
Tajemnica krytycznych chwil w mieszkaniu bloku obok Banku Spółdzielczego zostanie na pewno rozwikłana. Ofiara wypadku jest przytomna i na pewno prokurator z nią już rozmawiał. Wystarczy teraz skonfrontować te wyjaśnienia z zeznaniami ojca, który był w mieszkaniu. Zważając nawet na stan upojenia, jego zachowanie było co najmniej dziwne. Dziecko wypada, pod blokiem robi się zbiegowisko, po chwili na sygnałach podjeżdżają karetki i radiowozy, a tata śpi. Teoretycznie jest to możliwe, ale śledczy nie będą rozpatrywać teorii. Tajemnicze też są słowa o „panu, który miał wypchnąć”. To wskazywałoby, że oprócz ojca i syna w mieszkaniu był ktoś jeszcze. Nie było tam na pewno nastoletniej siostry chłopca i matki, która wtedy pracowała. Sąsiedzi o rodzinie mówią „normalna”. Policja nigdy wcześniej nie miała z nią do czynienia. Ośmiolatek kilka tygodni temu przyjął Pierwszą Komunię.

Kara za usiłowanie zabójstwa jest taka sama, jak za zabójstwo. Osobie, której zostanie ono udowodnione, grozi co najmniej 8 lat więzienia.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.