Wyrok w sprawie śmierci dyrektora Kołakowskiego

Sędzia Bogdan Kusz w uzasadnieniu stwierdził, że ze względu na okoliczności i skutki wypadku oskarżony musi ponieść surową karę. - Tylko kara bezwzględnego pozbawienia wolności jest adekwatna – stwierdził. Fot. Ewa Faber

PRZEWORSK, JAROSŁAW. Sąd uznał oskarżonego winnym spowodowania wypadku, co za tym idzie śmierci dyrektora szpitala psychiatrycznego w Żurawicy.

W minioną środę sędzia Sądu Rejonowego w Przeworsku uznał Pawła T. winnym umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Skazał go na karę 2 lat i 2 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Zarządził ponadto wobec sprawcy wypadku uiszczenia na koszt państwa kwoty 1 244, 49 zł. 21-latek ma do tego wypłacić córce i synowi Janusza Kołakowskiego łączną sumę 1 634 zł za adwokata. Młody jarosławianin otrzymał też zakaz powadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 3 lata. Wyrok jest nieprawomocny.

Sędzia Bogdan Kusz stwierdził, że na korzyć oskarżonego przeważa tylko jego wiek. W chwili popełnia czynu był młodociany. Natomiast na jego niekorzyść świadczył fakt, że był świadomy tego, że w miejscu wypadku obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/ h. Jak sam zeznał, znał na pamięć ten odcinek drogi. Pamiętał o podwójnej linii ciągłej, którą pomimo tego przekroczył wykonując manewr wyprzedzania. Obrona robiła co mogła, by wywalczyć jak najniższy wymiar kary. – Oskarżony częściowo przyznał się do popełnienia czynu, jednak kwestionował ustalenia sądowe, opinie biegłych i zeznania świadków – stwierdził sędzia Bogdan Kusz. 21-latek upierał się, że faktycznie przekroczył prędkość, ale nieznacznie. Miał jechać z prędkością ok. 60 k/h. Zdaniem biegłych licznik bmw zatrzymał się na 119 km/h. Sąd nie dał też wiary wersji Pawła T., wedle której kierowca forda, w którym jechał Janusz Kołakowski, nie sygnalizował zamiaru skrętu. Sam oskarżony na miejscu wypadku przyznał, że widział “migacz”. Później się z tego wycofał. Za późno, bo stwierdzenie to zdążył usłyszeć jeden z policjantów, który potwierdził to w sądzie. Biegły orzekł też, że w przeciwieństwie do tego, co twierdził 21-latek, samochód w chwili wypadku opuścił już oś jezdni i był na lewym pasie.  – Linia obrony rażąco mijała się z prawdą – stwierdził mecenas Adam Wawrzynek, pełnomocnik rodziny Janusza Kołakowskiego. Sąd nie uwierzył wyjaśnieniom, złożonym przez oskarżonego i uznał go winnym spowodowania wypadku, co za tym idzie śmierci dyrektora szpitala psychiatrycznego w Żurawicy. – Paweł T. doprowadził do zderzenia obu pojazdów, w skutek czego Janusz Kołakowski doznał poważnych obrażeń ciała, które spowodowały jego śmierć – wyjaśnił sędzia. Decyzją sędziego wyrok ma zostać opublikowany w prasie. Janusz Kołakowski zmarł w wyniku ciężkich poparzeń po10 dniach od wypadku, 3 czerwca 2011. Miał zaledwie 57 lat.

“To nie zwróci życia mojemu tacie”   

Wyrok w pełni nie usatysfakcjonował rodziny zmarłego Janusza Kołakowskiego. Nie zamierzają się jednak od niego odwoływać. – Proces był dla nas bardzo bolesny. Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli jeszcze raz przez to przechodzić – powiedział Artur Kołakowski, syn zmarłego.  Pełnomocnik rodziny zapowiedział, że jest gotowy nadal reprezentować w sądzie najbliższych Janusza Kołakowskiego. – Podejrzewam, że obrona złoży apelację. Jeśli tak się stanie, zrobię wszystko, by utrzymać ten wyrok – powiedział mecenas Adam Wawrzynek.

Ewa Faber

do “Wyrok w sprawie śmierci dyrektora Kołakowskiego”

  1. Alicja

    Mam zastrzeżenia co do niektórych faktów.Oskarżony ma wypłacić nie córce i synowi-tylko córce i żonie. A czy się odwołamy czy nie to jeszcze nie wiadomo.

  2. podatnik

    Sedzia kpi z publiki czy o droge pyta ?
    Policjant za wypadek w Bliznem i zabicie 2 dzieci dostal tylko 2 lata w zawiasach, to dlaczego ten dostal „bez zawiasow” ??
    Za malo dali lapowki ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.