Wyszarpane zwycięstwo. ZDJĘCIA

Fot. Wit Hadło

PLUSLIGA. Resoviacy pokonali lidera, choć ich gra wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Hitowy pojedynek XII kolejki PlusLigi choć może nie stał na najwyższym poziomie (oba zespoły popełniły w sumie aż 72 błędy) był niezwykle emocjonujący. – To był bardzo ciężki mecz i nie ma co żałować straty punktu. Nasza gra jeszcze mocno faluje i nie jest stabilna, ale cieszy to, że w decydującym momencie zagraliśmy zespołowo – mówi Olieg Achrem, kapitan Asseco Resovii.

ZOBACZ ZDJĘCIA

Mistrzowie Polski w konfrontacji z ZAKSĄ grali bardzo nierówno. Dobre momenty przeplatali przestojami w grze, jak choćby w II secie. – To wszystko bierze się z niedokładnego przyjęcia i w tym elemencie mamy dużo do poprawy – mówi Andrzej Kowal, trener Asseco Resovii. – Zagrywka i przyjęcie to jest siatkarska podstawa. W tych elementach byliśmy zdecydowanie gorsi, a mimo to wygraliśmy. Dlatego jestem pełen uznania dla chłopaków – dodaje Kowal, którego zespół popełnił aż 24 błędy w zagrywce.

Środkowi bez wyrazu
W ekipie gospodarzy w meczowej dwunastce pojawił się Piotr Nowakowski, który od dłuższego czasu wyłączony był z gry ze względu na kontuzję pleców. Wchodził na krótkie zmiany, a mecz zakończył już w pierwszej szóstce. – Zobaczymy jak się będzie teraz czuł. Jak nic go nie będzie bolało, to ma szansę grać – mówi trener Kowal. Nowakowski od III seta dość niespodziewanie zastąpił Wojciecha Grzyba, który spisywał się i tak lepiej niż drugi ze środkowych, Grzegorz Kosok. “Kosa”, podobnie jak w poprzednim meczu w Bełchatowie, bardzo słabo wypadł w ataku. Zresztą środkowi, choćby ze względu na kiepskie przyjęcie, nie byli kluczowymi postaciami tego pojedynku. Nie błyszczeli również  w bloku, w którym pierwszoplanowe role odgrywali skrzydłowi (po 4 bloki na swoim koncie zapisali Paul Lotman i Zbigniew Bartman).

Najistotniejsze zwycięstwo
- Dużą rolę w tym meczu odegrała zagrywka – opisuje Achrem. – Jak ZAKSA nas przycisnęła w tym elemencie, to zaczynały się problemy. Na pewno nie był to jakiś ładny pojedynek na wysokim poziomie, ale najistotniejsze dla nas jest zwycięstwo – dodaje kapitan Asseco Resovii, która miała szansę zakończyć mecz w IV secie. Od samego niemal początku rzeszowianie byli w pogoni za rywalem i wydawało się, że w końcówce może się udać, ale wtedy więcej zimnej krwi było po stronie ZAKSY.

Losy meczu rozstrzygnęły się w tie-breaku, który to goście rozpoczęli od prowadzenia 4:1. Resoviacy szybko jednak zniwelowali dystans, a skrzydeł nie podcięła im nawet żółta kartka dla Zbigniewa Bartmana za impulsywne dyskusje z arbitrem. – Może to tak wyglądało, że ta cała sytuacja dodała nam jeszcze bardziej animuszu, ale musimy panować nad emocjami. Tak stracony punkt mógł nas później bardzo drogo kosztować, choć tak się na szczęście nie stało. Na pewno musimy się tego wystrzegać – mówi kapitan Asseco Resovii, która w tie-breaku objęła prowadzenie 9:8 i nie oddała go już do samego końca. – Naszym największym problemem są końcówki setów. Mamy szansę na ich wygranie, ale nie potrafimy przeważyć szali na naszą korzyść. Musimy też lepiej radzić sobie z presją w tie-breakach – mówi Daniel Castellani, szkoleniowiec zespołu z Kędzierzyna-Koźla.

Punkt nie jest zły
Siatkarze ZAKSY ze spuszczonymi głowami schodzili do szatni, bowiem, jak sami przyznawali, wywalczony punkt tak do końca ich nie zadowalał. – Trudno mówić o zadowoleniu po porażce, ale biorąc pod uwagę, że nie wystąpiliśmy w Rzeszowie w swoim optymalnym zestawieniu, to jedno oczko nie jest złe. Wiadomo, że graliśmy na trudnym terenie i dobrze, że w ogóle zdobyliśmy tu jakiś punkt. Naszą największą bolączką była nierówna gra. Były takie fragmenty, w których graliśmy bardzo dobrze, jak choćby w drugim i czwartym secie. Z kolei w tych przegranych partiach nasza gra za bardzo falowała i obfitowała w błędy. Jeśli gra się nierówno i popełnia tyle błędów własnych, to trudno wygrać cały mecz – mówi najlepszy w szeregach ZAKSY, Antonin Rouzier, a kapitan Michał Ruciak dodaje. – Szkoda pierwszego i trzeciego seta, w których gra była na przewagi. Gdyby udało nam się wygrać jedną z tych partii, wynik mógłby być zupełnie inny. Na pewno odczuwamy niedosyt, bo zawsze walczymy o zwycięstwo i po to przyjechaliśmy do Rzeszowa.

- Biorąc pod uwagę nasze problemy kadrowe pokazaliśmy, że mamy charakter i nie poddajemy się nawet w trudnych sytuacjach – mówi Rouzier. – Cieszy również fakt, że nasi rekonwalescenci powoli wracają do gry. Za trzy tygodnie powinniśmy już być w optymalnym składzie. Cały czas musimy jednak walczyć o to, żeby zdobywać możliwie jak najwięcej punktów. W Rzeszowie, mimo niezłej postawy, straciliśmy przecież dwa oczka. Oczywiście, liczyliśmy się z tym, że nie będziemy w stanie wygrywać wszystkich meczów, jak miało to miejsce na początku ligi. Rywale nie śpią, dlatego my musimy pracować dużo na treningach, żeby grać jeszcze lepiej – kończy francuski atakujący zespołu z Kędzierzyna-Koźla.

ASSECO RESOVIA – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3-2 (27:25, 18:25, 26:24, 22:25, 15:11)
RESOVIA: Tichacek 2, Kovacević 8, Grzyb 1, Bartman 21, Achrem 15, Kosok 4 oraz Ignaczak (libero), Lotman 15, Nowakowski 4, Schops 4, Buszek 1, Dobrowolski.
ZAKSA: Pilarz 2, Ruciak 8, Możdżonek 6, Rouzier 26, Kapelus 2, Gladyr 10 oraz Gacek (libero), Fonteles 16, Wiśniewski 1, Witczak, Zapłacki.

Sędziowali: Tomasz Janik i Marcin Herbik (obaj z Warszawy). Widzów: 4,5 tys.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.