Z kamerą wśród ludzi

Aleksander Dyl - operator z nosem detektywa i instynktem łowcy. Od lat dociera do ludzi, których twarze i historie poruszają i zapadają w pamięć i trudno się od nich uwolnić. Fot. Bogdan Myśliwiec
Aleksander Dyl – operator z nosem detektywa i instynktem łowcy. Od lat dociera do ludzi, których twarze i historie poruszają i zapadają w pamięć i trudno się od nich uwolnić. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Aleksander Dyl jako operator filmowy zjeździł z Elżbietą Dzikowską pół świata.

Jako nastolatek z wypiekami na twarzy chłonął amerykańskie westerny w prowincjonalnym kinie w Grębowie koło Tarnobrzega. Gdy opuścił rodzinne miasto, zjeździł z Elżbietą Dzikowską pół świata, stał za kamerą na planie „Autoportretu z kochanką” i nakręcił wiele niezwykłych filmów o niezwyczajnych ludziach.

Aleksander Dyl. Dla przyjaciół Oleś. Operator filmowy, autor zdjęć, scenarzysta i reżyser. W branży uznawany za faceta, na którym można polegać. Polegać, czyli dać do ręki kamerę i być spokojnym, że podczas zgrywania taśmy, będzie na niej to, co mieć być miało. Spotkanie z tarnobrzeżaninem, piewcą małych ojczyzn, zorganizowała 18 stycznia Miejska Biblioteka Publiczna w Tarnobrzegu.

– W byciu operatorem najważniejsze jest to, czy można na tobie polegać. Niezależnie od budżetu produkcji, każdy dzień zdjęciowy kosztuje. Jeśli chcesz, aby cię polecano, nie możesz pozwolić sobie na wpadkę. Wieść o tym zaraz się rozniesie i telefon przestanie dzwonić. Jeśli wejdzie się już do tego zawodu i w miarę porządnie się go wykonuje, to można robić naprawdę świetne rzeczy – mówi Dyl.

Zastępca Tonego Halika
Takiego pewnego operatora szukała właśnie Elżbieta Dzikowska, gdy zmarł Tony Halik, jej życiowy i zawodowy partner. Olek Dyl miał już wtedy renomę w branży i dostał pracę u boku podróżniczki. Zjeździli ze sobą niemal całą Amerykę Południową i Afrykę.

– To był bardzo fajny czas, bo zobaczyłem wiele ciekawych miejsc. Z perspektywy czasu uważam jednak, że świat niezależnie od szerokości geograficznej, jest do siebie bardzo podobny, a ludzie mają takie same problemy.

Tony Halik zmarł w 1998 roku w trakcie realizacji filmu. Był jednym z najbardziej znanych polskich operatorów filmowych. Olek Dyl uczestniczył także w realizacji filmu „Tony Halik opisuje świat”. Był to hołd złożony koledze po fachu i próba zapisu jego twórczych dokonań.

Ludzie jak „pesele”
Operator z Tarnobrzega przyznaje, że nie jest zbyt płodnym twórcą, który rok w rok wypuszczałby na rynek nowy materiał. – Szukam tematów, które mnie wciągną, ludzi, którzy mnie zainspirują. Czasy mamy takie, że ludzie stają się „peselami”, ja próbuję odnaleźć w nich to, czym się wyróżniają. Jedną z takich odnalezionych historii Olek Dyl zrealizował w 2001 roku. Film pt. „Ten, który pachnie” opowiada o Jerzym Kępińskim spod Połańca. Mężczyzna ten po latach spędzonych na misjach, wrócił do Polski i reaktywował zakon trynitarzy. Kępiński za namową Watykanu i przy pomocy prowincji kanadyjskiej swojego zakonu w półtora roku wzniósł okazały klasztor. Zrobił to na ziemi odziedziczonej po rodzicach koło Połańca.

Małe ojczyzny
Takich historii Olek Dyl znalazł więcej. Zrealizował także cykl filmów dla Telewizji Polonia pt. „Małe ojczyzny”. Bardzo lubiłem tę pracę. Lubię klimat małych miejscowości, życia, które się w nich toczy i ludzi, którzy są odzwierciedleniem miejsc, w których żyją. Jeden z takich filmów powstał w Tarnobrzegu. Materiał zatytułowany „Ludzie z martwych pól” opowiadał o 86-letniej Marii Kozłowej, ludowej poetce, która wraz z kilkuset sąsiadami została wysiedlona, bo w miejscu, które było ich małą ojczyzną, postanowiono wykopać wielki dół i wydobywać z niego siarkę. Zapis jej życia to nie tylko jej osobista opowieść, ale i niełatwa część historii miasta.

mrok

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o