Z Sanem nie ma żartów

St. sierż. Sebastian Kwiecień już kolejne lato spędza na wodzie. Dla niego i kolegi z patrolu, jest to jednak zwykła praca.

STALOWA WOLA. Nie wchodź do rzeki, bo ryzykujesz utonięciem albo mandatem. Kajakarze też powinni zapomnieć o „piwie dla ochłody”.

Dolny San, na kilkudziesięciokilometrowym odcinku jest patrolowany przez policję. Obecność wodniaków w mundurach powinna odwodzić od zamiaru kąpieli desperatów, którzy szukają ochłodzenia w rzece. W pow. stalowowolskim nie są to przypadki odosobnione, bo nie ma tu żadnego naturalnego kąpieliska.

O tym, jak zdradliwy jest San, każdy mieszkaniec Podkarpacia wie. Nie wszyscy jednak wyciągają wnioski ze statystyk utonięć i moczą nogi w wodzie płynącej z Bieszczadów. A nie wolno tego robić i od przypominania o tym, są właśnie policjanci w motorówce.

Oprócz koła ratunkowego są wyposażeni w bloczek z mandatami. A mandat ożna taki dostać tak za kąpiel w rzece, bo na patrolowanym odcinku nie ma ani jednego miejsca, gdzie kąpiel jest dozwolona, jak i za wiosłowanie pod wpływem alkoholu. To ostatnie tyczy się kajakarzy, którzy lekceważą przepis o zakazie pływania pod wpływem alkoholu.

Powszechnie uważa się, że trzeźwi powinni być tylko sternicy większych jednostek pływających, a trzeźwościowy zapis rozciąga się na wszystkich pływających. Starsi sierżanci Andrzej Rzeźnik i Sebastian Kwiecień częściej jednak rozdają ulotki ostrzegające przed wodnymi niebezpieczeństwami. W latach poprzednich patrolowali jeszcze zalew w Zaklikowie. W tym roku zaklikowski akwen jest pusty, po rozerwaniu wału i policjanci mogą się skupić na patrolowaniu rzeki.

jam

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.