Z zimną krwią siekierą zabił śpiącego kolegę

JEDLICZE. Ta makabryczna zbrodnia wstrząsnęła niewielką podkrośnieńską miejsowością.

Najpierw pili alkohol, a gdy już byli mocno „pod wpływem” wywiązała się między dwoma uczestnikami libacji karczemna awantura, w efekcie której doszło do rękoczynów.

Gdy 49-letni Władysław G. na chwilę się zdrzemnął, rozwścieczony Zygmunt W. (60 l.) chwycił za siekierę i co najmniej dwukrotnie uderzył nią pogrążonego w błogim śnie kompana od kieliszka. Skrupulatnie zatarł ślady zbrodni, a zwłoki ukrył nad rzeką. Policja zatrzymała zbrodniarza. Za morderstwo może spędzić resztę swojego życia za kratami.

Mieszkańcy Jedlicza są w szoku. Wciąż nie mogą uwierzyć w to co się stało w tej małej miejscowości położonej koło Krosna.

- Nie pamiętam, aby kiedykolwiek doszło tu do zbrodni, a co dopiero aż tak potwornej – mówi nam mieszkanka Jedlicza. – Ten bezwzględny bandzior powinien zgnić w więzieniu za to co zrobił. W końcu odebrał życie człowiekowi i to w dodatku w taki bestialski sposób – dodaje pani Janina (56 l.).

Makabryczne odkrycie nad rzeką

W sobotę (22 stycznia) około godziny 12 spacerujący brzegiem Jasiołki w Jedliczu mieszkaniec tej miejscowości zauważył zwłoki częściowo zawinięte w chodnik z workiem foliowym na głowie. O makabrycznym znalezisku natychmiast powiadomił policję i pogotowie.

Twarz denata była potwornie zmasakrowana. Na ciele zmarłego znajdowały się liczne głębokie rany cięte głowy i szyi, które powstały od uderzeń ostrym narzędziem. Mężczyzna wykrwawił się na śmierć…

- Pracę rozpoczęła grupa operacyjno-dochodzeniowa nadzorowana przez prokuratora i komendanta miejskiego policji w Krośnie. Policjantom wystarczyło zaledwie kilka godzin na rozwikłanie zagadki śmierci 49-letniego mężczyzny – informuje podinsp. Marek Cecuła, oficer prasowy krośnieńskiej policji.

Krwawy finał alkoholowej libacji

Wyszło na jaw, że mężczyzna został brutalnie zamordowany, o czym świadczyły poważne obrażenia głowy denata.

O tym, że ludzie po spożyciu alkoholu tracą rozum wiadomo nie od dziś. Stają się wyjątkowo agresywni, więc do tragedii jest o krok. Tak było i w tym przypadku…

Do zbrodni doszło w nocy ze środy na czwartek (19/20 stycznia) w domu sprawcy morderstwa. 49-letni Władysław G. nie posiadał stałego miejsca zamieszkania. Przez jakiś czas mieszkał w drewnianym domu swojego kolegi od kieliszka – Zygmunta W. (60 l.).

Nieraz pili razem alkohol. Także i tej feralnej nocy alkohol lał się strumieniami. Raczyli się przy tym rosołem i barszczem. Wypili kilka win, a w końcu pokłócili się. Doszło do rękoczynów, gość dwukrotnie uderzył właściciela domu ręką w twarz. Gospodarz o godz. 2 w nocy chwycił za siekierę i co najmniej dwukrotnie zadał cios w głowę i szyję leżącego na materacu i śpiącego kumpla. Trysnęła krew…

Zacierał ślady zbrodni

Zbrodniarz odczekał jakieś pół godziny, po czym przeciągnął zwłoki do komórki, gdzie przeleżały dwa dni i wysprzątał mieszkanie.

Zacierał ślady – spalił kurtkę, buty i dokumenty zamordowanego a także część własnych ubrań, które miał na sobie w chwili popełniania zbrodni. Zwłoki owinął w dywan i rowerem wywiózł je nad Jasiołkę i porzucił pod mostem, jakieś 400-500 metrów od swego domu. Jeszcze w sobotę został zatrzymany przez policję. Wylądował w areszcie. Grozi mu dożywocie.

- Sprawca morderstwa wczoraj był przesłuchiwany w prokuraturze. Początkowo twierdził, że jest niewinny, jednak pod naporem dowodów przyznał się do winy – mówi Cezary Pelczarski, prokurator rejonowy w Krośnie.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.