Za kratami uczą się być matkami

Uczestnictwo w programie nie jest obowiązkowe. Osadzone, które decydują się jednak na pracę nad sobą, dają dowód nie tylko wychowawcom, ale i swoim rodzinom, że chcą zmienić się na lepsze. Fot. Bogdan Myśliwiec

NISKO. W domach rodzinnych nie nauczono ich kochać, więc próbują się tego nauczyć za więziennym murem.

Ani na naukę, ani na miłość nigdy nie jest za późno. Z takiego założenia wychodzą wychowawcy z Aresztu Śledczego w Nisku, gdzie w zaciszu więziennych cel przebywa obecnie ponad 90 kobiet. Matki, żony i córki mają na swoim koncie nie tylko przestępstwa, za które zostały skazane, ale i braki w budowaniu relacji z dziećmi, rodzicami i współmałżonkami.

Czas spędzony za więziennymi kratami może być czasem zmarnowanym, jeśli skazane postanowią jedynie odliczać dni do wyjścia na wolność, ale może być także okresem, który wykorzystają, by zmienić swoje życie na lepsze.

W Areszcie Śledczym w Nisku w ramach programu “Rodzina jest dobra na wszystko” od grudnia trwają zajęcia tzw. Szkoły dla Rodziców.

- Szkoła dla Rodziców to program spotkań dla każdego, kto szuka sposobu na nawiązanie głębszych i cieplejszych relacji z dziećmi lub wychowankami – przyznaje mjr Simona Wójtowicz, rzecznik niżańskiego aresztu. – Głównym celem programu jest wspieranie rodziców i wychowawców w radzeniu sobie w codziennych kontaktach z dziećmi i młodzieżą. Nauka umiejętności lepszego porozumiewania się, refleksja nad własną postawą wychowawczą, wymiana doświadczeń, to małe kroki ku głębszej relacji, dającej zadowolenie, poczucie wzajemnej bliskości. To także nauka dialogu i kształtowanie więzi opartych na wzajemnym szacunku.

Główne motto Szkoły dla Rodziców i Wychowawców brzmi: “Wychowywać to kochać i wymagać”.

- Spora część osadzonych to osoby, które w domu rodzinnym nie poznały wartości takich uczuć jak miłość, przyjaźń, zaufanie, wrażliwość na drugiego człowieka – przyznaje mjr Simona Wójtowicz. – Podejmujemy próbę rozmowy o tych wartościach, otwarcia się na nie i zachęcenia do tego, by spróbować odbudować na nich relacje ze swoimi najbliższymi.

Pani rzecznik przyznaje, że wiele osadzonych to osoby młode w wieku od pełnoletności do 40 – 50 lat. Mają dzieci, mężów, partnerów. Od niektórych po wyrokach rodziny się odsunęły i nie utrzymują z nimi kontaktu. Część osadzonych jeszcze przed wysłuchaniem wyroku nie miała dobrych kontaktów z rodziną, a przez rozłąkę, przepaść tylko się pogłębiła.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.