Za piłką ganialiśmy od rana do wieczora

– Dziś młodzież ma talent, ale często brakuje jej charakteru – mówi trener Włodzimierz Gąsior, który nie ukrywa, że i Stal boryka się z kłopotami finansowymi. – Mielec, z uwagi na obecność strefy ekonomicznej, to miasto o szalonych, jednych z największych w Polsce możliwościach. Nasze władze powinny się bardziej zaangażować w poszukiwanie sponsorów – apeluje. Fot. Wit Hadło

Trener Stali Mielec WŁODZIMIERZ GĄSIOR o tym, dlaczego kiedyś futbol wyglądał inaczej, fenomenie klubu i mieleckiego zakładu, nagrodach za mistrzostwo Polski i życiu na emeryturze z dala od telewizora.

65-letni Włodzimierz Gąsior to były znakomity zawodnik Stali Mielec, wychowawca wielu pokoleń piłkarzy, dziś pracujący z trzecioligową drużyną Stali. To także specjalista od awansów – w swojej trenerskiej karierze aż pięć klubów wprowadzał na wyższy poziom (Stal Stalowa Wola i Siarkę Tarnobrzeg do ekstraklasy).

- Czterdzieści lat temu sięgnął pan ze Stalą Mielec po pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. Da się porównać tamten futbol z dzisiejszym?
- Nie da się. Taktyka gry była podobna, ale dziś piłka jest dużo szybsza, więcej uwagi poświęca się defensywie, jest pressing. Za to nasze pokolenie było lepiej wyszkolone technicznie. Dlaczego? Bo nasze dzieciństwo było zupełnie inne. Za piłką ganiało się od rana do wieczora między blokami, na błoniach, łąkach i pastwiskach. Jak człowiek przychodził do klubu, to miał już jakieś umiejętności. Potem następowało szlifowanie talentów. W USA na każdym rogu ulicy wisi kosz, więc Amerykanie są potęgą w tym sporcie. Mniej więcej tak to działa.

- Utarło się, że wtedy młodym chciało się bardziej niż teraz.
- W moich czasach piłka była dla młodych ludzi wszystkim. W ogóle sport stwarzał szansę na lepsze życie. Mógł stać się oknem na świat. Nie było komputerów, kina, galerii handlowych, tych wszystkich pokus czyhających dziś na nastolatka. Ja od początku miałem jasno sprecyzowany cel: dzięki piłce chciałem zwiedzać świat, poznawać nowe kultury, kupić mieszkanie, auto i telewizor. Inne było również społeczeństwo, wychowanie w szkole, w domu. W latach 70. XX wieku, złotym okresie polskiego sportu, na mecze – nie tylko piłkarskie – waliły tłumy. Sport nie był traktowany jak piąte koło u wozu. Dziś młodzież ma talent, ale nie ma charakteru.

- Wyrwał się z pan z szarej Polski i?
- Przeżyłem szok. Byliśmy w Niemczech Zachodnich, Skandynawii i nie mogliśmy uwierzyć, że ludzie mogą żyć na takim poziomie. Że na ulicach jest kolorowo, a w sklepach niczego nie brakuje. Niebywały kontrast!

- Co pan przywoził do kraju z tego lepszego świata?
- Buty adidasa, ochraniacze – w Polsce nieosiągalne. Lubiłem kupować ciuchy, koszule, potem przywoziłem coś dla dzieci.

- A za zdobycie mistrzostwa co otrzymaliście? Siatkarze Resovii opowiadali o uścisku dłoni prezesa i talonie na lodówkę.
- Po awansie do pierwszej ligi dostaliśmy rosyjskie telewizory, wtedy jeszcze czarno-białe. Za mistrzostwo, jeśli dobrze pamiętam, talon na fiata 125 p z silnikiem poloneza. Nie lada cacko (śmiech). Wcześniej jeździłem maluchem. Sponsorem Stali były potężne Zakłady Lotnicze, powodziło się nam lepiej, niż przeciętnemu Kowalskiemu. Nie na tyle jednak, by na lata zabezpieczyć swój byt. Dziś jak piłkarz ekstraklasy ma poukładane w głowie, może odłożyć kawał grosza.

- W latach 70. sukcesy zarezerwowane były dla Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze czy Wisły Kraków, a tu jak diabeł z pudełka wyskakuje prowincjusz z Mielca i bije wszystkich jak leci. Musieliście mieć nie lada satysfakcję. Utarliście nosa tym, którzy niejednokrotnie z was drwili.
- Polska była w szoku. Począwszy od Rzeszowa, który bardzo nam zazdrościł. Oni też mieli zespół sponsorowany przez WSK, ale tułali się w ogonie tabeli. U nas natomiast wszystko zagrało idealnie. Zebrała się grupa świetnych, ambitnych zawodników, dyrektor zakładu Tadeusz Ryczaj mocno stawiał na sport. Wyjątkowo korzystny zbieg okoliczności. Gdy zdobyliśmy mistrzostwo Polski, do Mielca zawitała zachodnioniemiecka telewizja. Kręciła reportaż o fenomenie Stali i zakładu, który w 30-tysięcznym miasteczku zatrudniał 22 tysiące ludzi! Na nasze mecze przychodziło po 15 tysięcy kibiców, jak graliśmy z Realem Madryt było ich jeszcze więcej. A wie pan, że na mecze podróżowaliśmy samolotami? Po kraju lataliśmy antkiem, na europejskie puchary jakiem.

- Trudno dziś sobie wyobrazić, by Stal nawiązała do lat świetności. Pan jednak utrzymuje, że Mielec stać, by mieć zespół na zapleczu ekstraklasy.
- Nauczyłem się, że w życiu lepiej jeść małą łyżeczką. Trzeba budować systematycznie, krok po kroku. Mówię o drużynie, ale i całym zapleczu: infrastrukturze, strukturach klubu, systemie szkolenia, sponsorach. Tym, co można określić mianem organizacji klubu. O kibiców bym się nie martwił. Na dobrą piłkę ludzie przyjdą, tak jak w Rzeszowie na siatkówkę. Mielec, z uwagi na obecność strefy ekonomicznej, to miasto o szalonych, jednych z największych w Polsce możliwościach. Nasze władze powinny się bardziej zaangażować w poszukiwanie sponsorów. Bo dziś Stal ma kłopoty finansowe.

- Kryzys daje się we znaki. Unia Nowa Sarzyna właśnie wycofała się z trzeciej ligi, wiele innych klubów ledwie zipie…
- Boli mnie, że młodzież zamiast iść na stadion, idzie do piwiarni. Tylko, że dziś młodemu człowiekowi trzeba stworzyć warunki do uprawiania sportu, trzeba go zachęcić. Tymczasem na Podkarpaciu takiego klubu nie ma. Jeszcze kilka lat temu piłka młodzieżowa wyglądała inaczej. Teraz zostały Stal Mielec i Stal Rzeszów. Niestety, wiele gmin zaniedbało sport i jeśli ludzie odpowiedzialni za podejmowanie strategicznych decyzji nie zmienią podejścia do tematu, będziemy się pogłębiać w marazmie. A przecież moglibyśmy wziąć przykład choćby z Czechów. Byłem na stażu w Ostrawie i zapewniam, że tam wszystko inaczej funkcjonuje.

- Oficjalnie jest pan na emeryturze, ale raczej się nie nudzi. Wyobraża pan siebie w kapciach, w fotelu przed telewizorem?
- Oj, nie! (śmiech). Żona wypomina, że ciągle gdzieś biegam, ale futbol jest dla mnie jak tlen. Nie mogę bez niego żyć! Mamy teraz w Stali ciekawy zespół, atmosfera jest fajna. Przyznam się panu, że myślę o tym, by wziąć jeszcze jedną grupę. Najmłodszych, których można uczyć piłki od podstaw.

- A jakie ma pan marzenie?
- Chciałbym dożyć czasów, gdy Stal znów zagra w ekstraklasie.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

do “Za piłką ganialiśmy od rana do wieczora”

  1. Stan

    „Teraz zostały Stal Mielec i Stal Rzeszów” co on gada zatrzymał się w latach 70-tych? Pewnie na niższych ligach hokejowych też się zna.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.