Za złotówkę miał wykopać krzyż

Lada dzień miną trzy lata od dnia postawienia krzyża na os. Młodynie. Były to lata głośnej walki między magistratem i strona kościelną. Fot. Autor

STALOWA WOLA. Batalia o krzyż na Kokoszej Górce stała się już słynna poza granicami i jeden z naszych emigrantów chciał ją zakończyć.

Jest dwóch chętnych, do rozbiórki krzyża na os. Młodynie i odwiezienie symbolu wiary na teren najbliższej plebanii. Jeden za zlecenie chce 4 tys. zł, a drugi dwa i pół raza więcej. Do piątku był jeszcze jeden, ale po konsultacji z proboszczem wycofał swoją ofertę. Szkoda, bo chciał najmniej. Dokładnie jedną symboliczną złotówkę!

Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zakończył w czwartek przyjmowanie ofert od chętnych do przeniesienia krzyża z działki przy ul. Okulickiego, na plac oddalonej o niecały kilometr plebanii kościoła Opatrzności Bożej. Krzyż na Kokoszej Górce stanął trzy lata temu, a sąd uznał go za budowlę nielegalną. PINB musi teraz przywrócić na działce poprzedni ład, czyli zdemontować i wywieźć krzyż. Ponieważ strona kościelna nie chce się podjąć tego zadania, inspektor musi wskazać wykonawcę zastępczego, a kosztami obciążyć proboszcza.

Wycofał się po rozmowie z księdzem

Najkorzystniejszą, przynajmniej dla proboszcza, była oferta pewnego stalowowolanina, który od jakiegoś czasu mieszka we Włoszech. Czesław Obara ma już dość medialnej przepychanki pod krzyżem i zaproponował PINB, że krzyż przeniesie za złotówkę. Ofertę składał w trosce o kieszeń rodaków i w obawie przed zbezczeszczeniem symbolu Chrześcijaństwa. – Jeżeli już trzeba to zrobić, to z godnością i poszanowaniem krzyża – wyjaśniał swój zamiar. Zadeklarował, że jeżeli powiat wybierze jego ofertę, przyjedzie do Polski na własny koszt i we wskazanym terminie wykona zlecenie. Nie będzie jednak miał takiej okazji, bo w dzień po otwarciu ofert, rozmawiał z proboszczem i po rozmowie z księdzem wycofał swoją ofertę.

Zostały dwie. Jedna od osoby prywatnej, druga od firmy. Jedna i druga propozycja cenowa jest dla PINB do przyjęcia, bo to i tak nie powiat zapłaci. Inspektor nadzoru ma teraz wybrać tę, która gwarantuje wykonanie zadania bez komplikacji. Te mogą się zdarzyć, bowiem od kilku tygodni pod krzyżem coraz częściej modlą się wierni. Nie jest wykluczone, że całą operację będzie musiała osłaniać policja. Dlatego PINB musi dokładnie zbadać każdą z dwóch pozostałych ofert, by nie być potem posądzanym o dopuszczenie do sytuacji, która urażałaby uczucia wiernych.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.