Zabawa na Podlasiu

Stal rozniosła Podlasie w pył, a Tomasz Płonka znów walczy o koronę króla strzelców. Fot. Wit Hadło

PODLASIE BIAŁA PODLASKA – STAL RZESZÓW. Rzeszowianie wracają do gry.

Biało-niebiescy zanotowali w sobotę najokazalsze zwycięstwo w sezonie. – Tak odpowiada drużyna charakterna – cieszył się trener Janusz Niedźwiedź, nawiązując do wpadki Stali w Oświęcimiu. Prawdziwy test dopiero jednak rzeszowian czeka.

PODLASIE Biała Podlaska 0
STAL Rzeszów 7
(0-2)
0-1 Płonka (13.), 0-2 Molzer (21.), 0-3 Chromiński (54.), 0-4 Płonka (69.), 0-5 Nowacki (80.), 0-6 Płonka (82.), 0-7 Kobusiński (88.)
PODLASIE: Zagórski – Renkowski (84. Całka), Mitura, Łakomy, Chyła, Andrzejuk Syryjczyk (56 Kosieradzki), Kaznocha (64. Dmowski), Chmielewski, Nieścieruk, Kruczyk (79 Dmitruk)
STAL: Otczenaszenko – Trznadel (72. Nawrot), Kostkowski (72. Basista), Szeliga, Mozler, Sierant (72. Kobusiński), Ligienza (76. Nowacki), Reiman, Chromiński, Goncerz (72. Ceglarz), Płonka.
Sędziował Tomasz Żołądek (Kielce). Żółte kartki: Nieścieruk, Kruczek. Widzów 250.

Kibice Podlasia na kolejne trafienia piłkarzy z Hetmańskiej reagowali… śmiechem, który wynikał z boiskowej bezsilności gospodarzy. Ci tracili bowiem bramki niemal jak w nieustannie powtarzanym filmie, bo Stal okazała się w sobotę wyjątkowo bezlitosna i systematyczna. Na pewno coś powiedzieć może o tym zwłaszcza bramkarz z Białej Podlaskiej, Maciej Zagórski. 23-latek dokonywał niemal samych złych wyborów, więc w nocy z soboty na niedzielę pewnie nie zmrużył oka.

Inna sprawa, że w wyjściowym składzie namieszał trochę opiekun rzeszowian, dając szansę od pierwszej minuty m.in. Tomaszowi Płonce, który jesienią strzelał przecież jak na zawołanie. „Płona” okazji nie zmarnował i wbił hat-tricka, nieźle współpracując z Grzegorzem Goncerzem, który przejął wiosną ofensywną odpowiedzialność. Trenera Niedźwiedzia cieszyć powinien jednak zwłaszcza powrót Dominika Chromińskiego, który znów robi sporo zamieszania w okolicach szesnastki rywali. – Przyjechaliśmy tu pokazać swoją siłę i udowodnić, że warto tej drużynie kibicować – tłumaczył szkoleniowiec biało-niebieskich. – Powtarzam jednak, że czy wygrywamy 1-0 czy 7-0, dostajemy za to 3 punkty i to jest najważniejsze. Po przegranej w Oświęcimiu w dwóch meczach strzeliliśmy aż 12 bramek, a do tego zbudowaliśmy kolejnych zawodników. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero teraz, bo zostało 10 spotkań – dodawał opiekun Stali, która już w świąteczną sobotę podejmie u siebie Wisłę Puławy. Zespół Jacka Magnuszewskiego o awans bić już się nie zamierza, jednak wciąż potrafi grać w piłkę, o czym przekonał się niedawno choćby Hutnik. Rzeszowianie nie mogą za to już kalkulować, bo każda strata punktów może oznaczać, że na pojedynek z Podhalem 8 czerwca, będzie trzeba przygotować gościom lodówki na schłodzenie szampana.

tc

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o