Zabijał zamiast leczyć

Oskarżony wielokrotnie przyznał przed sądem, że jego zdaniem używanie broni palnej do uśmiercania jest zgodne z prawem, a co najważniejsze skuteczne. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Lekarz weterynarii znęcał się i uśmiercał zwierzęta, a potem zakopywał je na swojej działce.

Wczoraj przed tarnobrzeskim Sądem Rejonowym ruszył proces Władysława K. lekarza weterynarii, który oskarżony jest o uśmiercenie 32 zwierząt w sposób niedozwolony. Mężczyzna nie usypiał chorych zwierząt środkami farmakologicznymi, tylko… zabijał je strzałem w serce.

60-letni Władysław K. od lat pracował jako lekarz weterynarii na terenie gminy Baranów Sandomierski koło Tarnobrzega. Szokująca sprawa ujrzała światło dzienne w ubiegłym roku, gdy członkowie Tarnobrzeskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt wykryli, że na terenie Baranowa przeprowadzanych jest wyjątkowo dużo eutanazji zwierząt. W ciągu czterech lat weterynarz uśmiercił aż 32 bezdomne zwierzęta – do adopcji przeznaczył tylko na 23 psy.

Strzał w serce lepszy niż zastrzyk

Weterynarzowi z Baranowa bardzo łatwo przychodziło podjęcie decyzji o zabiciu psa, ale jak okazało się w trakcie toczącego się śledztwa, nie używał on do usypiania psów środków farmakologicznych, bo nie miał na nie pozwolenia od Wojewódzkiego Inspektoratu Farmakologicznego.

- Nie miałem pozwolenia, bo nie było mi potrzebne – mówił wczoraj przed sądem Władysław K. – Miałem w swojej pracy zawodowej złe doświadczenia z lekiem używanym do usypiania i moim zdaniem jest on nieskuteczny. Próbowałem kiedyś upić konia. Podałem mu trzykrotną dawkę morbitalu i koń wciąż żył. Podobnie było kiedyś z psem, któremu podałem trzykrotną dawkę tego samego leku i pies nie zasnął. Wtedy zdecydowałem, że zamiast leków będę stosował postrzał.

Strzelał i zakopywał na działce

Jak wynika z wyjaśnień lekarza, psy chore, ofiary wypadków samochodowych, a także bardzo agresywne, które jego zdaniem należało uśpić, 60-latek zabijał z pomocą zaprzyjaźnionego myśliwego.

- Gdy byłem wzywany do psa po wypadku, oglądałem go i omacywałem. Jak nie nadawał się do dalszego leczenia dzwoniłem po myśliwego. Nie miałem rentgena, więc większych badań nie przeprowadzałem. Były zbędne. Do postrzału dochodziło w ustronnym miejscu. Potem zwłoki przywoziłem na teren mojej działki i tam zakopywałem – mówił bez żadnego skrępowania weterynarz.

600 złotych za głowę

Władysław K. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale potwierdza, że zlecał myśliwego zastrzelenie zwierząt i nie widzi on w tym nic niehumanitarnego. Przyznał, że zabijał tylko ciężko chore, okaleczone w wypadach i agresywne psy. Za każdą taką operację otrzymywał z urzędu pieniądze. Nawet 600 zł.

Weterynarzowi grozi do 1 roku pozbawienia wolności.

Małgorzata Rokoszewska

do “Zabijał zamiast leczyć”

  1. Gość

    Ojejku!!! GROZI MU ZA TO AŻ ROK POZBAWIENIA WOLNOŚCI !!!! ZABIJA ZWIERZĘTA A ZA ROK NA LUDZI SIĘ PRZEŻUCI….SMIECHU WARTE JAKIE W POLSCE JEST PRAWNE BEZPRAWIE JA BYM TAKIEGO DZIADA NA TRZY LATA DO KAMIENIOŁOMÓW DAŁA ..

    • Gość 2

      Znam go osobiście- kanalia i szubrawiec bez cienia litosci podobnie potraktował swojego ojca i matke tuz przed smiercia !!!!!!!
      Przyłączam sie do propozycji – DO KAMIENIOŁOMÓW

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.