Zabił go ogień i urzędnicza bezduszność

Jacek Krajewski nieco ponad 2 lata temu stracił matkę Justyny, Agatę. Od tamtego czasu żył tylko dla niepełnosprawnej córki. Ze wszystkich sił pragnął, by godnie mieszkała. Liczył, że interwencje dziennikarzy i starania Komitetu Społecznego doprowadzą do przyznana jego córce przyzwoitego lokum. Nie doczekał się tego. Fot. Monika Kamińska

Jacek Krajewski zginął tragicznie. Jego niepełnosprawna córka Justyna, dla której bezskutecznie walczył o godne warunki do życia, została sama

W pracy dziennikarza zajmującego się tematyką społeczną najwspanialszy jest moment, kiedy udaje się komuś pomóc. Gdy trudna sprawa zostanie rozwiązana, a w oczach człowieka, którego dotyczyła błyszczy radość. Mieliśmy już wielokrotnie okazję przeżywać takie chwile. Liczyliśmy, że tak samo będzie z cierpiącą na porażenie mózgowe Justyną Krajewską (20 l.) i jej ojcem, Jackiem (46 l. +), którzy mieszkali w nieludzkich warunkach w kamienicy przy ul. Rejtana 6 w Przemyślu. Niestety, Jacka Krajewskiego już nie ma wśród żywych. W nocy z wtorku na środę (z 29 na 30 maja) zginął tragicznie podczas pożaru mieszkania. Niepełnosprawna Justyna, która straciła matkę nieco ponad 2 lata temu, została całkowitą sierotą.

Od tamtego, jakże świeżego jeszcze tragicznego wydarzenia, wszyscy zadajemy sobie pytanie: czy do tej tragedii musiało dojść? Ale w głębi ludzkich serc kołacze także inne: jak to jest, że taki ogrom nieszczęścia dotyka jednej rodziny, jednej dziewczyny, którą los doświadczył ciężko tuż po urodzeniu? Justyna Krajewska cierpi na porażenie mózgowe. Ma problemy z poruszaniem się, jest spastyczna, z trudem mówi. Za to pięknie śpiewa, bo talent muzyczny odziedziczyła po bardzo muzykalnym ojcu. W kwietniu 2010 roku zmarła mama Justyny, Agata. Ojciec był zmuszony zabrać córkę z mieszkania, które poza Justyną i jej matką zajmowała także matka zmarłej Agaty. Zabrał ją tam, gdzie był zameldowany, czyli do komunalnego mieszkania przy ulicy Rejtana 6 w Przemyślu.

Nosił córkę po schodach
O tym, jakie warunki panowały w tej, powiedzmy to wprost, norze pisaliśmy już wielokrotnie. Brak ogrzewania, toaleta na korytarzu, żadnej łazienki i jeden mały kranik z bieżącą wodą, która ostatniej zimy zamarzła na wiele dni. Jacek Krajewski topił śnieg, by mieć wodę do “obsługi” korytarzowego WC. Wodę do picia i przygotowania jedzenia przynosiła mu matka, Maria Krajewska. W dodatku ów “lokal mieszkalny” mieścił się na wysokim drugim piętrze, wiodły doń liczne i strome schody, co dla Justyny było barierą nie do pokonania. Ojciec często po prostu znosił i wnosił dziewczynę, bo nie była w stanie na własnych nogach wyjść z mieszkania, ani doń się dostać.

Miasto nie reagowało na interwencje
Od kiedy dowiedzieliśmy się od babci Justyny, Marii Krajewskiej, o sytuacji samotnego ojca z niepełnosprawną córką, apelowaliśmy do władz miasta o przydzielenie rodzinie innego mieszkania, w którym Justyna ze swoim schorzeniem mogłaby godnie żyć. Niestety, bezskutecznie. Nie pomogła też interwencja samej gospodyni “Sprawy dla reportera”, Elżbiety Jaworowicz, która przyjechała do rodziny Krajewskich i wraz ze swą ekipą nagrała wzruszający reportaż o jej sytuacji. Pomimo zaproszenia na nagranie do studia “Sprawy dla reportera” nikt z Urzędu Miejskiego nie pofatygował się na nie.

Komitet zebrał kilkaset podpisów
Tymczasem po emisji programu “skrzyknęła się” grupa ludzi dobrej woli. Przemyślanie: Jolanta Rabka, Renata Winsławska, Czesław Ams i dr Grzegorz Zając  założyli Komitet Społeczny“Godne życie dla Justyny Krajewskiej” i zaczęli zbierać podpisy pod petycją do włodarzy miasta, by to znalazło mieszkanie dla Justyny i jej ojca, w którym mogliby godnie żyć. Zebrali ich kilkaset i właśnie pracowali nad projektem rezolucji obywatelskiej w tej sprawie, gdy doszło do tragicznej śmierci Jacka Krajewskiego.

Propozycja miasta była, ale
Mieszkanie przy Rejtana 6 od początku tego roku przeszło wyrokiem sądu w prywatne ręce spadkobiercy dawnego właściciela kamienicy. Zarządca budynku podwyższył znacznie czynsz za lokal zajmowany przez Jacka Krajewskiego i jego córkę. Krajewski nie dał rady płacić tyle, ile żądał zarządca, wiec ten wypowiedział miastu umowę najmu. Wówczas miasto zaproponowało J. Krajewskiemu inny lokal, przy Kopernika, na parterze.

– Parter to jedyny plus tego mieszkania – mówił po obejrzeniu proponowanego lokum dr Grzegorz Zając z Komitetu. – Budynek jest niepodpiwniczony, będzie tu bardzo “ciągnęło” zimą od podłogi, a Justyna w domu porusza się często na kolanach i pupie – zauważył. – W dodatku są tu stare piecie, a pomieszczenie przeznaczone na łazienkę jest za małe dla kogoś ze stopniem niepełnosprawności Justyny – dodawał. Ojciec dziewczyny podzielał zdanie Komitetu na temat mieszkania na Kopernika i odrzucił tę propozycję miasta. – Trafiłbym z deszczu pod rynnę – tłumaczył naszemu dziennikarzowi nieżyjący już Jacek Krajewski.

Justyny nie było tragicznej nocy
Kiedy ostatnio z nim rozmawialiśmy z dumą mówił nam, że Justynka pod koniec maja jedzie do Bochni na  V Festiwal Piosenki “Integracja malowana dźwiękiem”. – Ona tak uwielbia śpiewać – opowiadał J. Krajewski. – Na pewno ją tam docenią – dodał.

Tragicznej nocy z wtorku na środę (z 29 na 30 maja) Jacek Krajewski był w domu sam z psem i kotem. – Jeszcze około godz.21 byłam u syna – wspomina jego matka, Maria Krajewska. – Zaniosłam mu lekarstwa – wzdycha z łkaniem.

Według relacji sąsiadów Krajewskich najpierw pojawił się dym wydobywający się z mieszkania zajmowanego przez samotnego ojca i jego córkę. Zdołaliśmy się dowiedzieć, że straż pożarną zawiadomiła o tym fakcie o godz. 2.46 postronna osoba. – Trzy jednostki wysłane z związku ze zgłoszeniem o zadymieniu dotarły na Rejtana o godz. 2.52 – mówi rzecznik prasowy przemyskiej KM PSP, mł. bryg. Daniel Dryniak.

Jacek Krajewski chciał żyć
Na miejscu okazało się, że z balkonu na drugim piętrze wydobywa się dym i widać języki ognia. Ogień dotykał już stojącego na balkonie mężczyzny. – Zaczęto przygotowywać drabinę, żeby dostać się do człowieka na balkonie, a druga jednostka polewała go wodą – relacjonuje D. Dryniak. – Mężczyzna nie zareagował na krzyki strażaków, by położył się na balkonie. W pewnym momencie przeszedł na drugą stronę balkonowej barierki i zawisł na ręce, trzymając się jej. Pod nim była wybetonowana ulica. – Strażacy krzyczeli do wiszącego mężczyzny, by nie puszczał barierki – opowiada Dryniak. – Wtem nastąpił potężny huk wewnątrz mieszkania  – dodaje.

Krajewscy nie mieli doprowadzonego gazu, śp. Jacek Krajewski gotował na kuchence gazowej zasilanej gazem z butli. To ona wybuchła pod wpływem ognia. Dokładnie o  godz. 2.53. Wiszącego nad ulicą i walczącego o życie ojca Justyny siła wybuchu przerzuciła aż na drugą stronę jezdni. Upadł przy krawężniku i zginął na miejscu. Przyczyny pożaru nie są jeszcze ustalone. Sprawę bada prokuratura, powołano biegłego sądowego z zakresu pożarnictwa. W mieszkaniu spłonęło dosłownie wszystko, co było. Strażakom udało się uratować psa. Z kamienicy ewakuowano 10 osób.

Niepełnosprawna sierota ma to, co na sobie
- Justyna ma w tej chwili tylko to, co zabrała z sobą do Bochni – powiedziała nam w środę (30 maja) babcia dziewczyny, Maria Krajewska. – Dosłownie dwie koszulki i spodnie – dodała. Kobieta nie dopuszcza myśli, by miała gdzieś oddać swoją wnuczkę. Lokum, w którym mieszka osierocona matka nie jest lepsze niż to, które spłonęło. – Mam jeden pokój, wc na korytarzu i nie mam łazienki – mówi kobieta. Miasto obiecało, że pomoże. Na razie “uruchomione” zostaną zasiłki. – Podejmiemy jakieś decyzje po rozmowach babcią Justyny – powiedział nam wiceprezydent Przemyśla, Grzegorz Hayder.

Wszystkich, którzy mogą i chcą pomóc osieroconej Justynie Krajewskiej prosimy o przekazywanie dla niej odzieży do MOPS-u, na ulicę Leszczyńskiego 3 w Przemyślu. Justyna ma 150 cm wzrostu, nosi 35 nr butów. Dziewczyna po pożarze nie ma zupełnie nic. Ani ubrań, ani swej ukochanej wieży, ani pościeli. Można wesprzeć ją wpłacając pieniądze na  konto w Polskim Towarzystwie Walki z Kalectwem, 37-700 Przemyśl ul. Barska 15, nr konta: 62 1020 4274 0000 1402 0050 7798 koniecznie z dopiskiem “Dla Justynki Krajewskiej”

Monika Kamińska

do “Zabił go ogień i urzędnicza bezduszność”

  1. gość

    Widziałam program sprawa dla reportera i zaczęłam googlować informacje o tych ludziach… To strasznie przykre, że ten Pan nie zyje, że spłonął żywcem… Aż mi się płakać chce, widać było jaki to dobry człowiek!!! Mój tata też nie żyje, tym bardziej się z tym utożsamiam… To strasznie smutne :(

  2. komitet

    Ktoś ma krew na rękach. Wszyscy wiedzą kto. Te zaniedbania doprowadziły do śmierci wspaniałego człowieka, który rzucił pracę po śmierci żony by zająć się niepełnosprawną córką. Robił to z wielkim poświęceniem. Podziwiam jego wytrwałość, gdyż niejeden wykończyłby się już dawno.

  3. VV

    szcegolnie groteskowo brzmi zdanie wypowiedziane przez mr Haydera. ” .. jakies decyzje”.

  4. rzeszowiak

    Prezydent Homa wielokrotnie o tym wiedział że ta dziewczyna z ojcem są w mieszkaniu w którym nie można normalnie funkcjonować , ale mimo to bagatelizował sytuację nawet jak sprawą zajęła sie pani jaworowicz z programu sprawa dla reportera, to niech teraz odpowiada za śmierć tego człowieka najlepiej własną głową.

  5. Kmicic

    Po to aby dziecko mieszkalo w ludzkich warunkach to trzeba na to zapracowac a nie zebrac !
    No chyba ze ktos uwaza ze zebranina jest praca to juz inna sprawa !
    Nie pochwalam postawy ludzi ktorzy mysla ze im sie NALEZY.
    Nalezy isc do pracy i zapracowac na to co sie dziecku nalezy.
    Wszelka darowizna to jest tylko tymczasowosc i nigdy nie bedzie inaczej.

    • Ludomir

      Pnie Kmicic.
      Piszesz Pan w takim tonie jak zachowywał się ów sienkiewiczowski, zanim zrozumiał swoje błędy!!!
      Życzę Panu dożywotniego 100% zdrowia fizycznego szczególnie, 100 % pełnosprawnych (aż do samej naturalnej śmierci) członków Pańskiej rodziny wszystkiego…. Jak należy sądzić, „chodzi” pan do pracy (inni po prostu pracują) i za to „chodzenie” Panu płacą. Oby tak Panu było co najmniej do osiągnięcia „nowego” wieku emerytalnego.
      W kontekście brzmienia Pańskiej wypowiedzi, nick „Kmicic” oceniam jako bardzo trafny.
      Proszę się NIGDY nie podpisywać „Babinicz”.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.