Zabił podczas kłótni o… czapkę

- Nie poszedłem wtedy do Staszka z zamiarem zabicia go. Wpadłem w szał, byłem agresywny i zdenerwowany. Nie panowałem nad sobą, gdy to zrobiłem - mówił wczoraj w sądzie oskarżony o potworną zbrodnię Jarosław S. Fot. Autor

KROSNO, PRZYBÓWKA. Ruszył proces dotyczący głośnego morderstwa w podkrośnieńskiej Przybówce.

Wczoraj przed krośnieńskim sądem stanął Jarosław S., oskarżony o zamordowanie swojego znajomego Stanisława P. Ta zbrodnia wstrząsnęła Przybówką, niewielką wioską w powiecie krośnieńskim. Zabójca najpierw pobił swoją ofiarę, a następnie – według prokuratora – dusił ją kablem antenowym i koszulką. Ustalono, że sprawca w chwili popełniania morderstwa miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim czynem. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Do morderstwa doszło 28 stycznia tego roku w Przybówce w domu Stanisława P. A wszystko zaczęło się od niewinnego z pozoru spotkania zakrapianego alkoholem.

Z zimną krwią zamordował kompana od kieliszka
– Staszek zadzwonił do mnie, kazał mi przyjść do niego po czapkę i przynieść wino – zeznał oskarżony Jarosław S. Ten zanim udał się do swego znajomego, wypił pięć piw pod sklepem. Zabrał ze sobą dwie butelki wina i ruszył do mieszkania P., gdzie obaj kumple rozmawiali ze sobą i pili alkohol. Stanisław po pewnym czasie położył się na wersalce. Potem mężczyźni zaczęli się kłócić. Powód awantury był błahy: poszło o czapkę, którą Jarosław S. zostawił tydzień wcześniej u Stanisława. – Staszek, oddaj k…. czapkę – krzyknął do uczestnika libacji Jarosław S. – Nie wiem, gdzie ona jest – odpowiedział gospodarz.

Wówczas S. strasznie się zdenerwował, wpadł w szał. Zepchnął współtowarzysza z łóżka na podłogę i zadawał mu ciosy pięściami, także w twarz. Następnie chwycił za kabel antenowy leżący koło telefonu na krześle i zacisnął go wokół szyi kumpla. Dusił go kablem jakieś 10 minut, po czym wziął koszulkę leżącą na wersalce -  wytarł nią krew z twarzy P.  i dusił nie dającego już oznak życia mężczyzny. Zapalił papierosa, wziął butelkę wina i  poszedł do swego domu, poinformował swą matkę, o tym co zrobił. Zadzwonił też na policję.

- Czy oskarżony przyznaje się do zamordowania Stanisława P.? – pytała pani prokurator. S. potwierdził, dodając przy tym: – Ja nie panowałem nad sobą, gdy to zrobiłem. Trudno mi z tym żyć. Nie wytrzymuję psychicznie w więzieniu, popełnię samobójstwo. Stwierdził także, że nie jest w stanie przypomnieć sobie wszystkich szczegółów. Prosi o łagodne potraktowanie przez sąd.

Jarosław S. znieważył oskarżyciela posiłkowego
Teresa B., siostra Stanisława P., która jest oskarżycielem posiłkowym, w dniu w którym doszło do zbrodni ok. godz. 10.40 rozmawiała z bratem. – Staszek był bardzo spokojnym, serdecznym człowiekiem, z nikim nie miał konfliktów, dlatego nie chcę wierzyć, że to on pierwszy uderzył oskarżonego – zeznała wczoraj kobieta. – Mój brat nie stronił od alkoholu, ale w ten dzień po głosie nie było znać, że był pijany. Nic nie mówił, czy ktoś jest u niego, czy też ma przyjść. Był osobą niepełnosprawną, pobierał rentę. Nigdzie nie wychodził, nie wałęsał się po wsi, to raczej do niego przychodzili koledzy. Gdy któryś z tych “niebieskich ptaszków” mu pomagał to brat zawsze się odwdzięczał, postawił alkohol, który z nimi wypijał. Nigdy nikogo nie pobił, nawet po alkoholu był grzeczny. Przed śmiercią mówił, że odwiedza go Jarek – oznajmiła. – Chcę prosić sąd o przykładne ukaranie sprawcy tak brutalnego morderstwa i wymierzenie kary dożywocia bez możliwości wcześniejszego wyjścia na wolność. Wiem, że mieszkańcy Przybówki boją się oskarżonego – dodała.

– To kłamstwo, ludzie z Przybówki mnie lubili – odpowiedział na te słowa oskarżony, nazywając siostrę zabitego “wiedźmą”.

Dodajmy, że oskarżony leczył się psychiatrycznie, gdy chodził do podstawówki. Mieszkał z 77-letnią matką i 86-letnią ciotką. Pracował dorywczo na budowach, był na utrzymaniu matki.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.