Zabójczo niebezpieczna moda. Młodzież odurza się aerozolami i gałką muszkatołową

W Polsce nie ma oddziałów toksykologii dziecięcej. Młodzi ludzie trafiają na oddziały toksykologiczne dla dorosłych. Nikt nie prowadzi ich statystyki, nie wiadomo więc, jaka może być skala zjawiska. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Substancji odurzających, po które sięgają dzieci i młodzież, jest więcej, niż sądzą rodzice. Nastolatki znajdują je w domowych apteczkach, łazienkach i kuchniach.

Po dopalaczach przyszedł czas na inne eksperymenty. Na oddziały toksykologiczne coraz częściej trafiają młodzi ludzie, którzy odurzają się aerozolami, a nawet gałką muszkatołową czy proszkiem do pieczenia. – W tym roku mieliśmy jednego nastolatka po dezodorancie. Ale słyszymy co dzieje się w kraju i liczymy z tym, że takich testerów będzie więcej – mówi dr n. med. Elżbieta Mach-Lichota, specjalista toksykologii klinicznej, anestezjologii i intensywnej terapii, pulmonolog z Ośrodka Ostrych Zatruć w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.

Na początku zeszłego tygodnia rzeczniczka jeleniogórskiej policji poinformowała, że w szpitalu zmarł 11-letni chłopiec, który wraz z 13-letnią koleżanką wdychał opary dezodorantu. Dzieci przebywały w jednym z pustostanów. Chłopiec stracił przytomność, gdy tylko wyszedł na zewnątrz. Nie pomogła trzygodzinna reanimacja. To niejedyna ofiara niebezpiecznej mody. W kwietniu ratownicy medyczni ze Szczecina nie zdołali uratować 15-latki, która odurzała się odświeżaczem powietrza.

Według prof. Anny Krakowiak, konsultanta krajowego w dziedzinie toksykologii klinicznej, aerozole mogą zwierać bardzo różne substancje, np. freony, które działają kardiotoksycznie. Nośnikami substancji zapachowych mogą być takie gazy jak propan i butan. Należy przypuszczać, że jeżeli zainhaluje się tego dużo, te gazy wypierają tlen ze strefy oddychania. Pojawiają się objawy ciężkiego niedotlenienia ze strony różnych narządów: płuc, serca, mózgu. 

Lista substancji odurzających jest długa

Substancji odurzających, po które sięgają dzieci i młodzież, jest o wiele więcej, niż sądzą rodzice. Są wyciągane z garaży, apteczek, łazienkowych niezbędników i kuchennych szafek. Należą do nich kleje, rozpuszczalniki, lakiery, zmywacze do paznokci, gaz z zapalniczek, markery do pisania i korektory, środki do dezynfekcji czy nawet proszki do pieczenia i proszki do prania. Dzieci odurzają się też popularnymi lekami przeciwbólowymi na przeziębienie. Sięgają po leki nasenne i uspokajające, zioła oraz grzyby (w tym hodowlane). Wybierają przeważnie substancje łatwo dostępne, które można bez problemu kupić w supermarkecie, aptece, sklepie zielarskim. Takie, które wydają się bezpieczne. Młodzieży wydaje się, że to środki bezpieczne, bo takie relacje mają od rówieśników. Poza tym wielu środków, które mogą mieć działanie odurzające, nie oznaczamy toksykologicznie. Niewłaściwie używane mogą wywołać takie objawy jak niepokój, pobudzenie, halucynacje. Pojawiają się nudności, wymioty, oszołomienie, kaszel, spadki ciśnienia, utrata przytomności. Wszystko zależy od przyjętej dawki.

Jaka jest skala tego zjawiska? – U nas na razie niewielka. Warto jednak wiedzieć, że lżejsze przypadki zatruć trafiają do mniejszych, nawet powiatowych szpitali i nic o nich nie wiemy. Jak leczymy zatrucia? Objawowo. Jeżeli pacjent jest pobudzony stosujemy sedację, ma wysokie ciśnienie to je obniżamy, ma zaburzenia oddychania – wspomagamy oddychanie, niewydolność serca czy nerek – włączamy leczenie mające zminimalizować uszkodzenia. Najczęściej  się udaje, czasem nie – mówi.

I dodaje, że nadal problemem są pacjenci po amfetaminie czy kanaabinoidach.  Oni są uzależnieni,  po przywróceniu ich do stanu nie zagrażającego życiu wracają, czasem po kilku tygodniach, czasem po kilku godzinach.

Czym dziś jeszcze odurza się młodzież? Gałką muszkatołową, szałwią, bieluniem, grzybkami halucynogennymi z psylocybiną czy, w skrajnych przypadkach, podgrzewaną skórką od banana. Kiedyś używane były GBL-e, substancje znajdujące się w płynach do czyszczenia felg. Teraz są już zakazane. Dużym problemem wciąż pozostają leki, a zwłaszcza dostępne bez recepty leki przeciwkaszlowe, które zawierają pseudoefedrynę lub kodeinę, która sprzyja uzależnieniom od innych opiatów. W tej chwili są niby obostrzenia, bo można kupić najwyżej jedno opakowanie leków z kodeiną w danej aptece, ale co to za problem, by pójść do innej?

Anna Moraniec

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
SylwiaJan ZamoyskiOoóstaryhijena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jan Zamoyski
Gość
Jan Zamoyski

Wszystkie substancje, którymi może odurzać się młodzież powinny być zabezpieczone przed nimi przez rodziców i sprzedających. Nie ważne czy jest to dezodorant, pinezki czy liście laurowe. Za takie niedopatrzenie z miejsca prokurator i za kratki. Przecież te dzieciaczki są nieświadome tego co robią. Nienauczone życia, chowane pod kloszem nie wyrobiły w sobie instynktu samozachowawczego. Musimy robić wszystko co tylko się da, żeby zwolnić je z myślenia i jakiegokolwiek wysiłku. A broń Boże nie narażajmy ich na jakikolwiek stres bo jeszcze sobie jedno z drugim coś zrobi, to znowu prokurator. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…”

Sylwia
Gość
Sylwia

Widzę że Pan albo nie ma dzieci …albo nie zna problemu-bo nie da sie uchornić dziecka przed pobraniem czegoś-ja pilnuje syna bardzo-bo nie pracuję,ma wiele zaburzen-bardzo pozno zdiagnozowanych-w tym dwa rodzaje padaczki-po traumach-z lekami-depresjami-lekarze nie umieli albo nie chcieli leczyc dobrze-to sie zaczęlo rok temu-”ACODIN”-tani/….dostepny..galkla muszkatalowa-kazdy ja ma…nie bede tu pisać!-ale ktos kto tego nie przechodzi nie ma nic do gadania!-a wiele jest matek jak ja co same maja wszystko na głowie-robia za matke-ojca-ratownika-opiekuna-terapeute-kucharkę-za przyjaciela i za wszystko naraz-i co jeszcze zwalic na rodzica!!?-a gdzie pomoc Państwa-Pracowników Socjalnych-tu mówie o chorych dzieciach-w innych krajach-miałabym pomoc na kazdym kroku-a tu nawet… Czytaj więcej »

Ooó
Gość
Ooó

Niech zdychają ,mniej patologii

stary
Gość
stary

Młodzież która uwierzyła w globalne ocieplenie i łazi po ulicach zamiast się uczyć w szkole może śmiało wąchać nawet gałkę muszkatołową.

Im już nic nie pomoże. Mają zlasowany mózg od bredni TfałszN

hijena
Gość
hijena

jedyną skuteczna receptą na leczenie narkomanii,to wydajna praca w kopalniach ,albo kamieniolomach.
Arbajt wird dich gliicklich machen

radek
Gość
radek

Jednym z rozwiązań mogło by by wprowadzenie odpłatności za leczenie narkomanów na oddziałach detoksylogicznych. Bowiem czym innym jest leczenie uzależnień w przychodniach a czym innym pobyt na oddziale szpitalnym po świadomym , doraźnym zażyciu trującego środka.

Sylwia
Gość
Sylwia

Problem jest taki-że młodzi uzalezniaja się bardzo szybko-zażywajac sam-ACODIN na kszel!-CO ZA PAŃSTWO skoro jest glośno o problemie-a acodi,Tiocodin i inne ze zsrodkami odurzajacymi sa nadal BEZ RECEPTY!-potem moga dojsc inne eksperymenty-problem sie nasila-i nic nie da jesli trafia do szpitala na ala ”odwyk”na dwa tygodnie-bo na dal jest potrzeba-jedne ma potrzebe zazycia czegos bo przeszedl traumy,przechodzi je albo cierpi psychicznie od lat-nie kazdy bierze dla zabawy czy frajdy!-i wiem cos o tym,bo ratuje syna od ponad roku-Szpitale biora na krotko-nie daja nic zastepczego do domu-rodzic zostaje z rozchwianym nastolatkiem-ktory nadal nie jest uleczony-i co…..musi sam sobie pomagac?BO PROBLEMU SIE… Czytaj więcej »