Zafascynowani posiarkowym polem

Najstarszy uczestnik zlotu i największy obieżyświat ze wszystkich przybyłych motorów. Harley-Davidson z 1942 r. był na wojskowej służbie na kilku kontynentach. Fot. Bogdan Myśliwiec

JEZIÓRKO, STALOWA WOLA. Motocykliści zauroczeni zielenią na byłej posiarkowej pustyni, a goście zlotu maszynami na dwóch kółkach.

Kilkaset motocykli z kilku województw przyjechało na I Poker Run do Jeziórka. Rajd mechanicznych jednośladów zorganizowało stalowowolskie Stowarzyszenie Miłośników Motocykli. Imprezy z ogniem w tle nie udało się rozgonić nawet burzom, które szalały po okolicy i oszczędziły niegdysiejsze pola siarkowe.

Zloty, takie  jak ostatni Poker Run cieszą się coraz większą popularnością nie tylko wśród motocyklistów. To jak rajdy samochodów retro, które ściągają ich właścicieli i dużo większą rzeszę fanatyków samochodów z duszą. W Jeziórku motocykli z duszą było wiele i wiele też cmoków i achów było przy nich słychać.

Gwiazdor Harley-Davidson w wersji militarnej
Motocykli przybywa i musi przybywać zlotów. Przed wojną nie było weekendu poza zimą, w czasie którego nie byłoby rajdu jednośladów, a motocykli było zdecydowanie mniej. Współczesne rajdy nawiązują kulturą do tamtych, tylko obowiązują na nich inne stroje i muzyka. Teraz próby sprawnościowe odbywają się przy muzyce heavymetalowej, a w skórzanych pilotkach na głowach, które poza jedwabnym szalem były prawie obowiązkowe na rajdach z lat trzydziestych, w Jeziórku wystąpiło tylko kilku właścicieli zabytków. Ale jakich!

Harley-Davidson WLA, w wersji z 1942 r. był gwiazdą zlotu. Motocykl z kaburą na karabin i skrzynkami amunicyjnymi, przebył szlak bojowy armii amerykańskiej, by na emeryturze przyjechać do Jeziórka. Dumnie stał wśród nowoczesnych, głównie japońskich ścigaczy i coraz bardziej u nas obecnych amerykańskich chopperów.

Przez trzy dni zlotu były próby sprawnościowe, koncerty i teatry ognia. Nagrodą w rajdzie po drogach Podkarpacia był skuter. Zwycięzcę wyłaniała pokerowa (stąd nazwa rajdu) punktacja na poszczególnych odcinkach. W niedzielę motocykle rozjechały się do swoich miast – niektóre miały do pokonania 500 i więcej km – po wcześniejszym przyjęciu zaproszenia na przyszłoroczny zlot w tym samym miejscu. Co ciekawe, przyjezdni z dalszych stron, byli zauroczeni Jeziórkiem; jego zielenią i stawami z rybami. A jeszcze kilka lat temu była tu prawie księżycowa pustynia, po wypłukaniu spod jej powierzchni siarki.

jam

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.