Zakatowali Konrada, bo tańcząc potrącił dziewczynę

1. W tym lokalu doszło do tragedii. Młody mężczyzna umarł na bruku przed dyskoteką. Fot. Ewa Faber

20-latek został zaatakowany przez grupkę mężczyzn, którzy bili go, aż ten osunął się na ziemię. Nikt z uczestników dyskoteki, ani ochrona odpowiedzialna za bezpieczeństwo w lokalu, nie zareagował.

Konrad K. poszedł ze znajomymi do klubu potańczyć. Nie szukając kłopotów, nie zaczepiając nikogo, chciał się pobawić ze znajomymi. Tymczasem w dyskotece spotkał swoich katów, którzy pobili go do nieprzytomności. Młody człowiek, mający przez sobą całe życie, umarł na chodniku przez lokalem na rękach przyjaciół.

Jak w każdą sobotę Konrad i tego dnia (3 listopada) spotkał się ze znajomymi. Najpierw poszli na tzw. “domówkę”. Później ktoś wpadł na pomysł, żeby przenieść się do lokalu. Mieli jechać do Krzeczowic, wybrali jednak Sieniawę. Konrad wolał klub, do którego czasem zaglądał. Nikt nie przypuszczał, że ten wieczór zakończy się tragedią. Rodzina Konrada jest w szoku. Chłopak wyszedł raptem na kilka godzin. Miał zadzwonić do siostry po opuszczeniu dyskoteki. Umówili się, że przyjedzie po niego ze swoim chłopakiem. Dziewczyna jednak nie doczekała się telefonu. Konrad nie wrócił już do domu. Zamiast niego, nad ranem rodzice 20-latka na progu zobaczyli policję. Ich świat legł w gruzach, gdy usłyszeli od funkcjonariuszy, że ich syn nie żyje.

Na dyskotece doszło do rozróby. Powód był błahy
20-latek ze znajomymi dotarł na dyskotekę dosyć późno. Szybko dali ponieść się płynącej z głośników muzyce. Konrad bawił się w swoim towarzystwie. Obok tańczyła inna grupka młodych ludzi. Według naocznego świadka tej tragedii, poszło o dziewczynę. To ona miała rozpętać piekło na parkiecie. – Konrad nic złego nie zrobił, nie zasłużył sobie ta to, co mu zrobili – mówi znajomy zmarłego chcący zachować anonimowość. Chłopak zapłacił życiem, za to, co dla bywalca dyskotek jest normą. Pobili go, bo przeszkodził komuś w tańcu. Konrad dobrze bawił się, skacząc w rytm muzyki, gdy nagle, całkiem niechcący popchnął pląsającą tuż obok przedstawicielkę płci pięknej. Ta zamiast przejść nad tym do porządku dziennego i dalej bawić się w najlepsze, zaczęła się awanturować. – Widziałem jak zamachnęła się na Konrada, chwilę później jacyś faceci zaczęli go bić – relacjonuje świadek. Jeden z napastników okazał się chłopakiem dziewczyny.

Są różne wersje
Jedni mówią, ze na 20-latka napadła zgraja mężczyzn. Inni mówią, że napastników było mniej. – Nagle ujrzałem, że pięć metrów ode mnie we dwóch bili Konrada. Trzeci próbował ich rozdzielić, ale na próżno – mówi świadek. Rozwścieczeni mężczyźni zadawali ciosy, aż chłopak stracił przytomność osuwając się na ziemię. Widząc to, jego kolega podbiegł do Konrada łapiąc go w ostatniej chwili. – W tym samym momencie ten, co go podtrzymywać dostał w twarz – wspomina inny znajomy Konrada. Gdy napastnicy zorientowali się, że ich ofiara jest nieprzytomna, wmieszali się w tłum, zostawiając rannego na parkiecie. 20-latek został wyniesiony przez kolegów na zewnątrz. Znajomi zaczęli go reanimować. Chwilę później pomógł im jakiś mężczyzna. Pod dyskoteką trwała walką o życie młodego człowieka. Przybyła na miejsce ekipa karetki pogotowia kontynuowała reanimację. Wszystkie wysiłki nie przyniosły żadnego rezultatu. Lekarz stwierdził zgon Konrada.

To był dobry chłopak
Ze śmiercią młodego mieszkańca Ubieszyna nie mogą pogodzić się jego rodzice. Dopiero co wszedł w dorosłość, miał całe życie przez sobą, właśnie zaczął je sobie układać. – To był dobry, spokojny, zdrowy chłopak. Zawsze miły, uczynny. Miał pracę, kupił sobie auto. Chciał się budować – wspomina z żalem ojciec chłopaka, Ryszard. Jego bliscy zaprzeczają doniesieniom o problemach 20-latka z sercem. – Na nic nie chorował. Zmarł, bo go zatłukli – mówi łamiącym się głosem żona pana Ryszarda. W szoku są tez przyjaciele Konrada, którzy byli przy jego śmierci. Do końca życia zapamiętają tamtą noc. Nie zapomną też o tragicznie zmarłym koledze.

A gdzie byli ochroniarze?
Do tragedii doszło w klubie Bakardi w Sieniawie. O lokalu chodzą różne słuchy – Słyszałem, że już tam ktoś wcześniej umarł, ochroniarze też nie są aniołkami. Ponoć nie cofną się prze użyciem siły – mówi nasz rozmówca, który woli pozostać anonimowy. Świadek tragedii, która rozegrała się w minioną sobotę twierdzi, że ochroniarzy nie widział w pobliżu, a kiedy się znaleźli, nie zrobili nic. – Stali i patrzyli jak reanimujemy Konrada – mówi kolega zmarłego. Jego słowom zaprzecza jednak właściciel lokalu, nie zgadzając się z oskarżeniami. – To nieprawda, że ochrony nie było, albo, że nie zareagowała. To był wypadek. Bójka trwała moment. Moi ludzie po prostu nie zdążyli dotrzeć do bijących się – wyjaśnia Adam Pytel zapewniając, że od dłuższego czasu w jego klubie panuje spokój. – Zdarzało się, że były bójki, zabraliśmy kilku osobom noże, łańcuchy kastety i kije bejsbolowe, ale z reguły jest spokojnie. Robimy wszystko, by w Bakardi było bezpiecznie. Nie mam sobie, ani swoim ludziom nic do zarzucenia. Osobiście wezwałem karetkę pogotowia i policję – dodaje. Właściciel zapowiada podwojenie ochrony. Ma być też więcej kamer. Zamiast 13, będzie 30 w tym 6 na sali tanecznej. Nie wiadomo, czy sobotę klub zostanie otwarty.

Cztery osoby zatrzymane, dwie z zarzutami
Śledczy wyjaśniający sprawę śmierci Konrada przesłuchali świadków i zabezpieczyli nagrania z monitoringu. Tuż po tragedii zatrzymano cztery osoby. Dwóch mężczyzn usłyszało zarzuty. – 19-letni Patryk S. został oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej, za co grozi mu kara do roku więzienia, a 22-letni Bartłomiej M. usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci, za co kodeks karny przewiduje karę do 5 lat pozbawienia wolności – wyjaśnia Mariusz Tworek, szef Prokuratury Rejonowej z Przeworska. 19-latek otrzymał dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju, natomiast wobec 22-latka zastosowano poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Prokuratura nie wyklucza, że w trakcie śledztwa może dojść do zmiany kwalifikacji prawnej czynu.

Zabili mi dziecko i chodzą wolno
Najbliżsi Konrada mają żal do prokuratury, że ta wypuściła na wolność osoby odpowiedzialne za jego śmierć. – Nie wiemy, co to są za ludzie. Boimy się o siebie i dzieci. Kto nam zapewni, że ci dwaj nie będą chcieli zemścić się za zeznania lub mataczyć w sprawie? – pyta ojciec zabitego chłopaka. Nie zgadza się też na to, żeby chodzili wolno. – Zabili mi syna i są na wolności. To zwyczajnie niesprawiedliwe – dodaje. Najbliżsi Konrada są zbulwersowani wysokością kary, jaka grozi sprawcom. Są zgodni, co do tego, że jest ona zdecydowanie za niska.

Ewa Faber

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.