Zakodowane opaski ochronią nasze dane, czy uchronią nas przed pomyłką?

- Nasi pacjenci są wyposażeni w opaski z nazwiskiem. Wraz z wejściem w życie ustawy rozważamy opcję, by zamiast nazwiska wpisywać nań numer karty chorobowej co pozwoli uniknąć identyfikacji chorego – mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Od stycznia pacjenci w szpitalach mają nosić elektroniczne bransoletki z zakodowanymi danymi.

Na elektronicznych opaskach w formie kodu kreskowego zawarte zostaną wszystkie dane pacjenta, łącznie z informacją, na co jest chory, jakie leki bierze i kto jest jego lekarzem prowadzącym. Mają m.in. przyczynić się do ograniczenia ryzyka pomyłek przy wykonywaniu zabiegów lub podawaniu leków. Czy w dobie kryzysu te kosztowne zmiany są potrzebne? Czy nie lepiej kupić za te pieniądze leki czy środki czystości?

Ustawowy obowiązek związany z ochroną danych osobowych, a wprowadzony przez Ministerstwo Zdrowia w ustawie o działalności leczniczej ma wejść w życie 1 stycznia 2013 roku. Czy placówki zdążą?

Pomysł jest dobry
- Biorąc pod uwagę, że rocznie hospitalizujemy ok. 15 tys. chorych, będzie nas to kosztować ok. 20 tys. zł. Szacunkowa cena odpowiedniej drukarki to około 2-3 tys. zł netto, jednego czytnika – 1,3 tys. zł netto, opaski – od 50 gr do złotówki netto, oprogramowania – około 6 tys. zł – mówi Marian Furmanek, dyrektor Powiatowego Szpitala w Leżajsku. – Jednak ochrona danych osobowych to bardzo wrażliwa materia, więc nie ma co dyskutować.

Kody kreskowe to dobre rozwiązanie, pozwalające na uniknięcie pomyłek, szczególnie gdy chodzi o dzieci czy osoby nieprzytomne lub nie w pełni kontaktowe. Dyrektor przekonuje, że przy mocno zaawansowanej cyfryzacji placówek zakodowane dane nie będą żadnym problemem dla personelu.

Ale wątpliwości są
Niektórzy jednak mówią, że zakładanie kodowanych opasek miałoby sens tylko wtedy, gdy lekarz czy pielęgniarka mogliby odczytać z nich dane przy łóżku pacjenta. Musieliby więc mieć możliwość wejścia do systemu informatycznego, do czego potrzebne są tablety, a tych szpitale nie posiadają. Mało tego, nie stać ich na taki wydatek. Uważają również, że wprowadzając “opaskowy” system identyfikacji trzeba pamiętać, że nowinki techniczne nie zwalniają z myślenia, czujności i troski o pacjenta. Zawsze przecież do systemu może dostać się wirus.

Są i tacy, którzy mówią, że przy ich zadłużeniu kilkadziesiąt tysięcy zł to dużo. Można by je przeznaczyć na zakup choćby sprzętu jednorazowego, że tańsze, a równie skuteczne byłoby oznakowanie pacjentów opaską z odręcznie napisanym imieniem i nazwiskiem (jak noworodki). – Całkowitej anonimowości i tak nie da się zachować – przyznaje dyrektor Furmanek. Pacjenci leżą po kilku w sali, podczas wizyty każdy z nich słyszy, co mówią lekarze o każdym z nich. Sami zresztą wymieniają się miedzy sobą schorzeniami, omawiając je bardzo szczegółowo.

ZOBACZ: „Choremu zależy na wyleczeniu, a nie na tajemnicy”

Anna Moraniec

do “Zakodowane opaski ochronią nasze dane, czy uchronią nas przed pomyłką?”

  1. VV

    przypomina mi to chow krow i obowiazkowe „kolczyki” na ich uszach. poza tym, w tym kraju byc moze taka opaska sie przyjac ale i tak beda oprocz tego wypisywac tony papierow. smiechu warte!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.