Zalew wypłynął na wieś

W potężnej wyrwie utknęły nawet drzewa, które miały wzmocnić wał. fot. Jerzy Mielniczuk

ZAKLIKÓW, STALOWA WOLA. W wale utrzymującym wodę w zbiorniku, wczorajszym rankiem powstała wyrwa. Tony wody runęły na gospodarstwa położone poniżej.

Wielka wyrwa w wale zabezpieczającym zalew uwolniła wodę ze zbiornika rekreacyjnego. W ostatniej chwili przed żywiołem uciekli strażacy próbujący od rana ratować wał. Strugi wody uderzyły w kilka domów stojących poniżej zalewu. Strażacy zdążyli je wcześniej zabezpieczyć i poważniejszych strat nie będzie. Na pewno jednak przez kilka kolejek nie będą u siebie grać piłkarze Sanny Zaklików, bo ich stadion znalazł się pod wodą.

Strażacy zostali wezwani do zabezpieczania wału w środę przed 7. rano. W nocy obok kanału, którym spływa woda z zalewu, w wale powstała szczelina. Ziemia z wału zaczęła jednak się osuwać i wyrwa niebezpiecznie się powiększała. Ponieważ istniało zagrożenie zalania gospodarstw poniżej zalewu i jazu na Sannie, do akcji skierowanych zostało kilka jednostek zawodowej straży pożarnej i miejscowi ochotnicy.

Wał dopiero został zrobiony
Jaz na Sannie i część wału okalającego zalew, został zrobiony nieco ponad rok temu. Jest więc konstrukcją nową i wydawałoby się bezpieczną. Inżynierowie jednak obliczyli wytrzymałość nasypu na napór wody, ale nie wzięli pod uwagę dzikich zwierząt, które zadomowiły się w wale. Zaklikowscy wędkarze, którzy mają swoje łowiska obok wału, mówili nam, że widywali w tym miejscu bobry i jenoty. Jako na sprawców katastrofy, na zwierzęta wskazują też strażacy.

Gdy ratownicy wkraczali do akcji, osuwisko miało wielkość kilku metrów sześc., ale wał jeszcze się trzymał. Zapadła decyzja zakrycia wyrwy workami z piaskiem. Kilkudziesięciu mężczyzn napełniało worki i układało je w wyrwie. Trwała walka z czasem, bo resztki wału w okolicach wyrwy, niebezpiecznie nasiąkały. Po niecałej godzinie nierównej walki, żywioł wygrał ze strażakami. Tony wody runęły do płytkiego koryta Sanny, by po błyskawicznym jego wypełnieniu, zalać gospodarstwa położone najbliżej zalewu.
- To była chwila – mówi właściciel domu, położonego najniżej. – Woda dosłownie wlała się na podwórko, a my tylko patrzyliśmy, żeby nie wlała się do domu. Na szczęście zatrzymała się przed drzwiami na ganek, a po jakimś czasie zaczęła się cofać.

Właściciele gospodarstw poniżej jazu, już nie raz doświadczali powodzi i na szczęście byli na to przygotowani. Tym razem przed ich domostwami został usypany naprędce prowizoryczny wał z piasku, który powstrzymał pierwszą falę. Jak dowiedzieliśmy się od strażaków, woda z zalewu podtopiła kilka gospodarstw. Jednostki ratownicze od razu ruszyły na pomoc. Polegała ona głównie na wypompowywaniu wody z piwnic i terenowych zagłębień.

Nieszczęście – odpukać! – mogło być o wiele większe
Szczęściem we wczorajszym nieszczęściu było to, że w zalewie było niewiele wody. W miejscu, gdzie powstała wyrwa, woda miała głębokość kilkudziesięciu centymetrów. Strach pomyśleć, co by było, gdyby zbiornik był napełniony. Wtedy woda mogłaby porwać kilka domów.
Sanna, której wody wypełniają zaklikowski zalew, już nie raz dawała się we znaki zaklikowianom. Zwykle było to spowodowane naporem kry na stary jaz, który nie wytrzymywał i wtedy dochodziło do powodzi w najniżej położonych rejonach Zaklikowa. Kosztem kilkudziesięciu milionów zł, jaz został zbudowany od nowa i miał być gwarancją spokojnego snu dla mieszkających poniżej. Betonowy jaz stoi nietknięty, ale kilka metrów obok betonowej konstrukcji, miękki nasyp podziurawiły zwierzęta i… stało się.

Jerzy Mielniczuk

do “Zalew wypłynął na wieś”

  1. rysiek

    najpierw trzeba wytłuc ekologów, poźniej zabrać się za jenoty i bobry … :(

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.