Zamiast do lekarza rodzinnego, trafiamy do szpitala

- Do SOR powinny trafiać tylko ciężkie przypadki. Drobne urazy czy nagłe zachorowania powinny spadać na barki podmiotów świadczących nocną i świąteczną opiekę, czyli Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego i Zakład Opieki Zdrowotnej nr 2 w Rzeszowie, gdzie lekarze pełnią całodobowe dyżury – mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Fot. Anna Moraniec

PODKARPACIE. NIK: pacjenci wzywają pogotowie lub zgłaszają się na szpitalne oddziały ratunkowe z błahych przyczyn.

Kolejki w przychodniach sprawiają, że pacjenci traktują oddziały ratunkowe jako sposób na dotarcie do lekarza lub wykonanie badań. W skrajnych przypadkach nawet 80 proc. zgłaszających się nie wymaga pilnej pomocy – ustaliła Najwyższa Izba Kontroli.

Według kontrolerów, szpitalne oddziały ratunkowe skutecznie zapewniają kontynuację akcji ratunkowej i oferują odpowiednią diagnostykę. Podobnie została oceniona praca ratowników i lekarzy pracujących w pogotowiu i szpitalnych oddziałach ratunkowych. Ich zdaniem to jedno z najlepiej funkcjonujących ogniw systemu ochrony zdrowia w Polsce. NIK podkreślił jednak, że SOR wypełnia zadania wykraczające poza interwencje w przypadkach nagłych.

Na SOR z bólem ucha czy głowy
Według NIK konieczność opieki nad pacjentami, którzy tego nie wymagają, opóźnia pracę SOR-ów i zagraża tym, którzy faktycznie potrzebują natychmiastowej pomocy.

- Na dwustu, czasem trzystu pacjentów trafiających do nas, co najmniej połowa powinna być załatwiona w podstawowej opiece zdrowotnej, bo tutaj też jest załatwiana ambulatoryjnie (po zdiagnozowaniu idzie do domu), a nie taka jest nasza rola – mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. – Chcąc uniknąć dramatycznych sytuacji do jakich dochodziło, gdy pacjenci lżej chorzy domagali się pomocy przed osobami przywiezionymi przez karetkę i wymagającymi natychmiastowej pomocy (“bo my byliśmy wcześniej”) podzieliliśmy oddział ratunkowy na dwa strumienie. Na poziom wyższy trafiają ciężkie stany, na niższy ci, którzy szukają u nas pomocy przychodząc tu o własnych siłach.

SOR opłacany jest ryczałtem, bez względu na to ilu pacjentów przyjmie i jak kosztowne wykona badania. W konsekwencji szpitalne oddziały ratunkowe są mocno deficytowe, a szpitale muszą pokrywać ich straty z zysków pozostałych oddziałów.

- W tym przypadku powinny być wprowadzone rozwiązania, które zapobiegłyby takim praktykom. W Szwecji np. wprowadzono współpłacenie za pomoc uzyskaną na SOR – mówi dyrektor Solarz.

Anna Moraniec

do “Zamiast do lekarza rodzinnego, trafiamy do szpitala”

  1. ja;]

    Wzywanie karetki, też b. często w środku nocy, bo się komuś leki skończyły 3 dni temu (a do rodzinnego przecież się trzeba rejestrować, więc prościej zadzwonić po karetkę i dostać receptę od lekarza pogotowia lub na SORze) jest niemal tak samo powszechne jak zgłaszanie się na SOR z niezagrażającymi życiu dolegliwościami. Ale ludzie nie zdają (lub nie chcą) sobie sprawy z tego co to SOR, co to Pogotowie, a co to przychodnia…

  2. Bramkarz

    No a co ludzie mają robić – płacą składki i normalną drogą nie mogą się dostać do lekarza Nie chodzą tam przecież dla zabicia czasu tylko z potrzeby

    • strzelec

      No, to przeczytaj „Bramkarzu” artykuł jeszcze raz i może wtedy zrozumiesz: „Drobne urazy czy nagłe zachorowania powinny spadać na barki podmiotów świadczących nocną i świąteczną opiekę, czyli Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego i Zakład Opieki Zdrowotnej nr 2 w Rzeszowie, gdzie lekarze pełnią całodobowe dyżury”

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.