Zaryzykować i mieć cel

Gdy Barbara Łopuszyńska – Frend 14 lat temu założyła swoja firmę, w jej siedzibie stało pod piecem jedynie 2 bele materiału, a pierwsze zamówienie było szyte do 3 w nocy. Dziś ma dwa sklepy o łącznej powierzchni 700 m. kw., a nich wszystko, czym można uczynić dom piękniejszym.  – Gdybym nie zaryzykowała – nie udałoby mi się – mówi właścicielka rzeszowskiego Studia Dekoracji Okien i Wnętrz „Bafra”.

- Zamiłowanie do materiałów towarzyszyło mi od dzieciństwa. Zaczęło się od szycia ubranek dla lalek, później był trudny czas gdy szyło się dla siebie, następnie czasy studenckie, kiedy obszywało się kolegów, koleżanki – wspomina pani Barbara. – Dopiero po studiach stało się to zawodem – mówi absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Pasja popchnęła do działania

„Bafra” powstała kilka lat po studiach, ponieważ na pierwszym miejscu była rodzina. – Gdy odchowałam dzieci i młodszy syn miał już 2 latka, ogarnęła mnie chęć sprawdzenia się w branży, która od zawsze mnie interesowała, czyli w tkaninach. Chciałam pójść na swoje – mówi pani Barbara. – Praktycznie wiązało się to z projektowaniem, dobieraniem, z zawodem wyuczonym, ale tutaj doszła jeszcze pasja, która popchnęła mnie do działania. Za słusznością tej decyzji przemawiał fakt, że rynek był wtedy dość pusty. Z perspektywy czasu żałuje nawet, że nie zrobiła tego wcześniej, bo te kilka lat „do tyłu” dawało większe możliwości.

- Początki w biznesie były bardzo trudne – przyznaje właścicielka rzeszowskiej firmy.  – „Bafra” wzięła swój początek od… kilku belek materiałów i niewielkich pieniędzy. Pamiętam pierwszy lokal był na piętrze. Było to 27 m kw., pod piecem stały dwie belki materiału, była jedna maszyna i jedna krawcowa, która pracuje do dziś – wspomina. – I tak powoli się zaczynało. Potrzeba było mnóstwo zaangażowania, pracy, praktycznie na okrągło. Pierwsze zamówienie było szyte do 3 rano – śmieje się

Nie tylko początki były trudne. Jak twierdzi pani Barbara praktycznie każdy dzień przynosił i zawsze może przynieść trudną sytuację. Niosła je każda zmiana, przeprowadzka do innych lokali, zatrudnianie nowych pracowników. Wpływ konkurencji i okresy kryzysu  na rynku również nie są bez znaczenia, tym bardziej że branża estetyczna zaspokaja drugorzędne potrzeby ludzkie.

Specyficzna i trudna branża

Zdaniem pani Barbary, żeby iść za planami, marzeniami i potrzebami trzeba podjąć nawet wielkie ryzyko. Jak widać – warto. Firma z czasem coraz bardziej się rozwijała, poszerzała swoją ofertę. – Było wiele zmian i lokalizacji sklepów i pracowni krawieckich, aż w końcu dwa lata temu zaryzykowałam i spełniłam swoje marzenie. Przenieśliśmy się na duży metraż 470 m. kw. – wspomina. – W dużym sklepie mieliśmy więcej możliwości,  poszerzyła się nasza oferta. Aranżujemy tutaj przestrzenie tematyczne, mamy też artykuły dekoracyjne – mówi pani Frend. W efekcie, obecna oferta firmy jest ogromna. „Bafra” zajmuje się zarówno dekorowaniem wnętrz tkaninami – począwszy od okien (firany, zasłony, dekoracje okienne), poprzez aranżacje w jadalni (obrusy, serwety, pokrowce na krzesła), sypialni (narzuty, pościel, poduszki, poduszeczki). Można w niej nabyć także dodatki wnętrzarskie, czyli ręczniki, pościel, kołdry, prześcieradła, koce oraz artykuły dekoracyjne np. obrazy, lustra. Dekorują nie tylko wnętrza mieszkalne, ale i hotele, sale restauracyjne, kawiarnie, pokoje hotelowe, obiekty biurowe i bankowe.

A co jest najważniejsze dla właścicielki rzeszowskiej firmy. – Zawsze byłam za tym, żeby być „naj”, dlatego staram się mieć dobry poziom, najnowsze wzornictwo, tkaniny dobrej jakości, zarówno ekskluzywne, jak i te, z niższej półki. Nie chcę bylejakości – podkreśla. – Wielu naszych klientów ma na oknach nasze zasłony i firanki jeszcze od pierwszych zamówień i w nienagannym stanie. Cieszy mnie to – uśmiecha się.

Aby sprostać każdemu klientowi potrzebne jest jednak doświadczenie i duże wyczucie, dlatego pracownik w takiej firmie nie może być przypadkowy. – Jest to trudna i specyficzna branża, a praktycznie żadna szkoła w Polsce nie przygotowuje dekoratorów okien. Dlatego  mam trudności ze znalezieniem pracowników. Muszą być to osoby, które mają nie tylko przygotowanie plastyczne, ale też lubią pracować z tkaniną i potrafią znaleźć kontakt z klientem – podkreśla rzeszowska bizneswoman. – Zresztą cała firma wymaga wielkiego zaangażowania grupy osób. Dobranie tkaniny do wnętrza, fasonu, poprzez wszelkie wyliczenia, zamówienia, reklamacje, organizowanie dostaw towaru, ustalenia z krawcowymi, zrobienie idealnej wysokości, montaż – to wszystko wymaga ogromnej pracy – wylicza.

Panowie też kupują firany

- Trzeba być zaangażowanym w to, co się robi i od początku do końca poświęcić temu uwagę, żeby czegoś nie przeoczyć, żeby się nie pomylić i do końca spełnić oczekiwania klienta. To on jest najważniejszy – podkreśla pani Barbara. – Tym bardziej, że specyfiką w tej branży jest to, że doradztwo odbywa się w domu klienta, jest się bardzo blisko niego. Wchodzimy do kuchni, jadalni, sypialni, pokojów dzieci, czy łazienek. Byłam gościem już w setkach domów na całym Podkarpaciu  – dodaje.

Takim wizytom towarzyszy wiele zabawnych sytuacji. Dotyczą one przede wszystkim adresów, które często są podawane po kolorach, drzewach, zakrętach i wychodzą z tego zabawne nieporozumienia. – Kiedyś podano nam adres „zielony dach”, a że była zima, w tym dniu spadł śnieg-wszystkie były białe i nie wiadomo było jak trafić. Innym przykładem jest pokierowanie: 5 drzew w tę stronę i za Kościołem w prawo – okazało się jednak, że miało być w lewo – śmieje się pani Barbara. – Zabawne, choć rzadkie są także sytuacje, kiedy to pan wybiera dekoracje i to właśnie jemu zależy, nie żonie, żeby w oknach wisiały firanki, żeby było ładnie. Fajne jest to, że są panowie, którzy ciągną do domu, którym nie zależy tylko na samochodzie i tym co przed domem – twierdzi właścicielka „Bafry”.

Moje dzieci też kochają sztukę

Takim mężczyzną jest właśnie mąż pani Barbary – Adam, który jest dla niej wielkim wsparciem. Nie tylko pod względem psychicznym, ale i na gruncie zawodowym. Podobnie jak pani Frend, jest architektem wnętrz. – To moja estetyczna podpora w firmie. Zawsze potrafi mi doradzić – przyznaje właścicielka „Bafry”, którą do zamieszkania w Rzeszowie przywiódł właśnie mąż. – Być może było to jakieś przeznaczenie, ponieważ pochodzę z północy Polski, z Człuchowa. Poznaliśmy się na studiach, razem pracowaliśmy, wzięliśmy ślub – opowiada. Tak zaczęła się przygoda pani Barbary z obecną stolicą Podkarpacia.

Dzieci państwa Frend odziedziczyły po rodzicach zdolności artystyczne. – Córka Florentyna ma dobre wyczucie aranżowania przestrzeni, bystrość i predyspozycje do obcowania z ludźmi, jednak na razie myśli o studiach prawniczych. Z kolei syn Filip jest uzdolniony manualnie: dużo rysuje, gra na pianinie. Robi to chętnie, sam z  siebie – opowiada pani Barbara. Jak przyznaje, dzieci trochę boleją, że mają mało mamy w domu, ale rozumieją to. – Są jednak obiady niedzielne i pieczone ciasta oraz uroczystości rodzinne czy święta. Zawsze były też wspólne wyjazdy, wakacje. Teraz jest ich mniej, bo dzieci są większe.

Państwo Frend już od małego zaszczepili swoim dzieciom miłość do sztuki. Od najmłodszych lat zabierali je do muzeów, zapoznawali z innymi kulturami. Teraz sami robią to chętnie i wizyta w muzeum jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki.
- Naszym ulubionym miejscem jest zdecydowanie Francja. To taki inny, spokojniejszy świat niż u nas, inna kultura, możliwość obcowania ze sztuką. Zawsze robią na nas wrażenie zamki nad Loarą, muzea: Luwr, Wersal  i Prowansja – opowiada.

Podróże to nie jedyna odskocznia od rzeczywistości dla właścicielki „Bafry”. – Moją pasją jest ogrodnictwo. Gdybym miała drugą możliwość to poszłabym właśnie w tym kierunku. Bardzo to lubię. Odpoczywam także w zaciszu domowym z książką i z rodziną. Relaksuję się nawet gotując i piekąc – śmieje się.

A co jest dla niej największym sukcesem? – Szczęśliwa rodzina, spełnienie marzenia ciągłego rozwoju firmy. Osiągnięciem są dla mnie sukcesy codzienne, to, że zaplanujemy coś i zrealizujemy. Sukcesem jest, że pracownicy są zadowoleni i przede wszystkim, że klienci wracają – odpowiada.

Aneta Jamroży

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.