Zasztyletował żonę na oczach dziewięcioletniej córki

Pod klatką schodową bloku, w którym mieszkała Iwona T, pala się znicze. Fot. Autor

Makabra w jednym z mieszkań bloku przy ul. Kędziora. Dobiesław T. zabił Iwonę, zadając jej kilkanaście ciosów kuchennym nożem.

Cały Mielec żyje krwawym dramatem, który dokładnie tydzień temu rozegrał się w jednym z mieszkań bloku przy ul Kędziora. No bo trudno zrozumieć sytuację, w której ktoś na oczach 9-letniej córki zabija swoją żonę, zadając jej kilkanaście ciosów kuchennym nożem. Po dokonaniu tego makabrycznego mordu Dobiesław T. sam zgłosił się na komendę policji, oświadczając tam: – Zabiłem żonę…

Drzwi do mieszkania na pierwszym piętrze w bloku przy ul. Kędziora zaklejone są dziś taśmą. Kiedy w piątkowe (19 bm.) popołudnie policjanci weszli do środka lokalu, ich oczom ukazał się makabryczny obraz. Na podłodze w wielkiej kałuży krwi leżały zwłoki 33-letniej kobiety. To Iwona T., którą zabił jej własny mąż, Dobiesław T. (39 l.), zadając jej kilkanaście ciosów nożem.

Pod klatką schodową palą się znicze
O morderstwie mężczyzna osobiście powiadomił mielecką policję. Na komendzie, Dobiesław T. zjawił się ok. godz. 14. – Powiedział dyżurnemu, że zabił żonę – relacjonuje podkom. Wiesław Kluk z Komendy Powiatowej Policji w Mielcu. – Wskazał też adres, pod którym miało dojść do tragedii. Wysłano tam patrol policji. Niestety okazało się, że relacja 39-latrka jest prawdziwa. W mieszkaniu leżało martwe ciało kobiety z widocznymi ranami.

- Policjanci zabezpieczyli zwłoki i narzędzie zbrodni. Kobieta miała kilkanaście ran kłutych. Mężczyzna został zatrzymany i trwają ustalenia, co było przyczyną tego zabójstwa – dodaje Kluk.

Choć policjant wzbrania się przed podaniem adresu mieszkania, w którym doszło do krwawej jatki, bez trudu dowiadujemy się, że chodzi o jeden z bloków przy ul. Kędziora. Można go poznać m.in. po tym, że pod klatką schodową stoją palące się znicze.

Kłótnia, zdrada małżeńska, może coś innego?
Jak się potem okazało, w momencie popełnienia morderstwa mężczyzna był trzeźwy. Dobiesław T. najpierw trafił do policyjnego aresztu. Potem Sąd Rejonowy w Mielcu przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 39-latka. Za kratami spędzi on najbliższe trzy miesiące. Kiedy stamtąd wyjdzie, grozi mu dożywocie. Co było przyczyną tragedii? Kłótnia, zdrada małżeńska, a może coś innego?

– Nie chcę tu gdybać. Jest zdecydowanie za wcześnie, żeby cokolwiek na ten temat mówić – zastrzega podkom. Kluk. – Dość często spotykamy się z przemocą domową, ale z takie dramaty zdarzają niezwykle rzadko. Pamiętam tylko jeden taki przypadek w Mielcu. Tylko, że tam to żona zasztyletowała męża. Ale to było już bardzo dawno, ze 20 lat temu.

Mieszkańcy: – Oni nie mieszkali razem
Od sąsiadów dowiadujemy się m.in., że małżonkowie nie mieszkali razem. Czy byli w separacji? – pytamy. – Na tym etapie postępowania trudno mi to precyzować – mówi Kluk. – Na pewno w bloku przy ul. Kędziora mieszkała 33-latka wraz z córkami (oprócz dziewięciolatki była jeszcze 12-latka). W ub. piątek odwiedził ją mąż – zaznacza. Pytany o nowe fakty policjant nabiera wody w usta. – Niestety nie jestem w stanie udzielić tych informacji. Powód jest oczywisty. Ze względu na charakter sprawy i jej wagę śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Mielcu – zaznacza.

Czyli z perspektywy policji temat jest zamknięty? – To nie tak – protestuje Kluk. – Prawdopodobnie, na zlecenie prokuratury, będziemy prowadzili czynności w tej sprawie. Nie mogę jednak zapewnić, że tak się stanie na sto procent. To zależy od decyzji śledczego.

Prokuratura: – Wiele wyjaśni sekcja zwłok Iwony
Małgorzata Dobosz-Słąba, szefowa mieleckiej prokuratury potwierdza, że Dobiesław T. jest już w areszcie śledczym. – Obecnie trwają przesłuchania sąsiadów państwa T., najbliższej rodziny pokrzywdzonej i innych osób, które mogą mieć wiadomości w tej sprawie – informuje pani prokurator. – To są ludzie, którzy mogą coś pamiętać z dnia, w którym doszło do tragedii, mogą mieć też wiedzę z tematów z wcześniejszych.

- Oczywistym jest, że musimy zrobić wszystko, aby ustalić motyw tego zabójstwa. W ub. wtorek w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie przeprowadzona została sekcja zwłok Iwony T – mówi Małgorzata Dobosz-Słąba. Ile Dobiesław T. zadał ciosów nożem swej żonie? Policja przypuszcza, że mogło być ich kilkanaście. – Pewnie tak wyglądało z wstępnych oględzin ciała pokrzywdzonej, natomiast precyzyjnie wszystko odczytamy z opinii biegłego patomorfologa, którą dostaniemy z ZMS – zastrzega nasza rozmówczyni.

Szefowa PCPR: – To było coś strasznego
Czy córki (9 i 12 l.) małżeństwa T. były świadkami tragedii? – Niestety, jedno młodsze dziecko na pewno było wtedy w domu. Wiadomo, że te dzieci są teraz pod opieką najbliższej rodziny, w konsultacji z psychologiem. One bardzo cierpią i przeżywają swoją traumę, która na pewno pozostanie im do końca życia – smutno puentuje Małgorzata Dobosz-Słąba.

Wkrótce po ujawnieniu morderstwa policja zaprowadziła dziewczynki do siedziby Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jaki był ich stan? – To było coś strasznego – mówi Barbara Wdowiarz, dyrektor PCPR w Mielcu. – Nie potrafię na to spojrzeć chłodnym okiem. Nie jestem w stanie o tym mówić. Nie chcę o tym mówić. Do dzisiaj nie doszłam do siebie…

Paweł Galek

do “Zasztyletował żonę na oczach dziewięcioletniej córki”

  1. kiniol

    Czlowieku bedzie dobrze dla ciebie i innych jak wezmiesz sznurek i pojdziesz do lasu.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.