Zatłukł siekierą i spalił w piecu

ROGOŹNICA, RZESZÓW. „Chłop żywemu nie przepuści” – te słowa z piosenki Kazimierza Grześkowiaka są wciąż brutalnie aktualne

Jan B. z Rogoźnicy znany jest z tego, że przygarnia różne zwierzęta. Często wraca do domu z zabłąkanym psem. Wszystko jest dobrze, dopóki Jan B. jest trzeźwy. Niestety, często nie jest, a wtedy przygarnięte zwierzęta i synowie pana Jana, przeżywają gehennę.

W sobotę wieczorem dwaj dwudziestoparoletni synowie 59-letniego Jana B. kolejny raz poprosili o pomoc policję. Pijany ojciec awanturował się. Groził im pobiciem, a nawet śmiercią. Patrol z Rzeszowa szybko przyjechał pod wskazany adres w Rogoźnicy.

- Podczas rozmowy młodzi mężczyźni powiedzieli, że ojciec przejawia agresję wobec zwierząt – mówi podkom. Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackiej policji. – Według ich relacji gospodarz miał spalić żywcem dwa psy – dwuletnią sukę i półtoramiesięcznego szczeniaka. Miał je wrzucić do pieca centralnego ogrzewania.

Policjanci sprawdzili kotłownię. Rzeczywiście w piecu były popalone szczątki zwierząt. Policjanci zabezpieczyli zawartość pieca. Mocno pijany gospodarz potwierdził, że wrzucił psy do pieca i spalił. Został zatrzymany i przewieziony do policyjnego aresztu w Rzeszowie. W niedzielę przed południem trzeźwiejszy już Jan B. został wstępnie rozpytany o zdarzenia z sobotniego wieczoru. Nie bardzo potrafił wytłumaczyć swoją brutalność wobec psów. Twierdził, że nie miał co z nimi zrobić. Przypomniał też sobie, że suka podobno go kiedyś ugryzła i teraz się na niej zemścił. Twierdził, że nie wrzucał do pieca żywych psów. Najpierw zabił sukę i szczenię. Uderzał je w głowy obuchem siekiery.

W obejściu Jana B. są kozy. Synowie gospodarza twierdzą, że i nad tymi zwierzętami znęca się ich ojciec. Zwierzęta często są głodne i zaniedbane. Gospodarz nikogo do nich nie dopuszcza, a gdy jest pijany, traktuje je bardzo brutalnie.

Policjanci sprawdzają wszystkie te wątki. Zbadanie zawartości pieca da odpowiedź, czy suka i jej szczenię zginęły od uderzeń siekierą, czy też zostały tylko ogłuszone i spłonęły żywcem. Od tego zależy rodzaj zarzutu dla Jana B. i kwalifikacja prawna jego czynów. Za zabicie zwierzęcia grozi bowiem rok więzienia. Natomiast za znęcanie się nad zwierzętami kodeks karny przewiduje dwa lata pozbawienia wolności.

Te kary nie są surowe, ale od niedawna wymiar sprawiedliwości bardzo konsekwentnie staje w obronie niewinnych zwierząt i karze dręczących je ludzi. Coraz częściej wobec zabójców zwierząt i znęcających się nad nimi osób orzekane są kary bezwarunkowego pozbawienia wolności.

- Każdy z nas powinien pamiętać, że zwierzę nie jest rzeczą, lecz istotą żyjącą, zdolną do odczuwania cierpienia, a człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę – dodaje Paweł Międlar. – Osoba, która wie o przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uśmierconym lub maltretowanym zwierzęciu, powinna zawiadomić o tym Policję lub organizacje zajmujące się ochroną praw zwierząt, z którymi Policja współpracuje w tym zakresie.

Komentarz

Halina Derwisz, prezes Rzeszowskiego Stowarzyszania Ochrony Zwierząt:

- Przypadki ujawniane przez policję, nasze stowarzyszenie i przez media, to tylko wierzchołek góry lodowej, maleńki promil dramatów znęcania się nad zwierzętami. Ustawa o ochronie zwierząt zobowiązuje ludzi do humanitarnego traktowania zwierząt. Określenie „humanitarne traktowanie” inaczej jednak rozumiem ja, inaczej właściciel pokojowego pieska w mieście, a inaczej rolnik z Rogoźnicy. Przy każdej, absolutnie każdej interwencji w obronie maltretowanych zwierząt słyszę: „Nie zajmujcie się zwierzętami, skoro tyle jest cierpiących dzieci. Pies to pies i tyle. Dziećmi się zajmijcie”. Jednak zwierzęta też muszą być traktowane humanitarnie i ich los nie może być ludziom obojętny. Pamiętajmy, ze człowiek, który znęca się nad zwierzętami, znęca się też nad swoimi bliskimi i ludźmi z otoczenia. Przecież jeżeli ktoś nie ma wrażliwego serca dla zwierząt, to nie ma go i dla ludzi, bo nie ma go w ogóle.

Stań w obronie zwierząt

O każdym przypadku znęcania się nad zwierzętami należy powiadamiać policję. Informacje można zgłaszać anonimowo:

- e-mailem na adres: prewencja@podkarpacka.policja.gov.pl

- telefonicznie na nr 510 997 149

- w sytuacja drastycznych, wymagających natychmiastowej interwencji, trzeba dzwonić na numer alarmowy: 997

Krzysztof Rokosz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.