Zatrzymany kieszonkowiec przyznał się do winy!

Na zdjęciu jeden z kieszonkowców w policyjnym areszcie. Fot. KMP Rzeszów

RZESZÓW. Policjanci są zdumieni, ale i zadowoleni.

Zaledwie kilka dni temu Super Nowości jako jedyne pisały o wzmożonej aktywności kieszonkowców na ulicach Rzeszowa. Pisaliśmy też o zatrzymaniu mieszkańca Lublina, który został przyłapany na gorącym uczynku, na stacji PKS. Tym razem wpadło dwóch współpracujących ze sobą mężczyzn, którzy robili tzw. „kieszonki” w Rzeszowie. Jeden z nich przyznał się do popełnienia kilkudziesięciu kradzieży w ciągu kilku ostatnich tygodni. To prawdziwa rzadkość, bo kieszonkowcy nawet złapani za rękę twierdza, że to nie ich ręka.

- Kieszonkowcy nigdy nie przyznają się do innych kradzieży niż ta, na której bezpośrednio ich złapano – mówił Super Nowościom kilka dni temu podkomisarz Adam Szeląg, oficer prasowy rzeszowskiej policji. Co się stało, że złodziej tym razem się przyznał do kilkudziesięciu kradzieży? – Może łut szczęścia – uśmiecha się podkomisarz Szeląg.

Działali w autobusach

Dwaj zatrzymani złodzieje robili tzw. “sztuczny tłok” w autobusach i na przystankach, a w ciągu ostatnich kilku tygodni dokonali kilkudziesięciu kradzieży kieszonkowych. Ich kariera dobiegła końca, w piątek, około godz. 12. Wtedy to policjanci dostali zgłoszenie od pasażerki autobusu o mężczyznach, którzy mogli dokonywać kradzieży kieszonkowych. Złodzieje mięli poruszać się linią “0”.

Na przystanku MPK przy ulicy Piłsudskiego pojawili się natychmiast funkcjonariusze operacyjni z komisariatu w Śródmieściu. Po kilku minutach obserwacji policjanci byli pewni, że mają do czynienia z kieszonkowcami, których chwilę później zatrzymali. Dodatkowo jedna z pasażerek rozpoznała ich jako osoby, które właśnie ją okradły.

Jeden przyznał się do winy

Zatrzymanych doprowadzono do komendy i osadzono w areszcie. Okazali się nimi 38-letni i 37-letni mieszkańcy Dębicy. – Podczas przesłuchania 37-latek przyznał się do popełnienia kilkudziesięciu kradzieży w ciągu kilku ostatnich tygodni. Usłyszał ostatecznie 51 zarzutów kradzieży kieszonkowych, w tym 50 popełnionych w okresie od 30 listopada ubiegłego roku do 9 marca 2012 roku. Jeden zarzut dotyczył kradzieży popełnionej jeszcze na przełomie roku 2007/2008. Drugi sprawca nie przyznał się do winy, jednak i on usłyszał zarzuty kradzieży. Teraz grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności – mówi podkomisarz Szeląg.

***

Walka z kieszonkowcami trochę przypomina walkę z wiatrakami. Niemniej jednak w najbardziej zagrożonych działaniem złodziei miejscach w Rzeszowie pojawiają się zwykle policjanci z wydziału kryminalnego w tzw. „cywilu”. Kieszonkowcy, to elita złodziei, a w ciągu kilku dni policjanci „wyłowili” aż trzech złodziei i to jest prawdziwy sukces. Złodzieje nie znikną, ale być może w najbliższym czasie odpuszczą, bo Rzeszów staje się dla nich coraz mniej „bezpieczny”.

Grzegorz Anton

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.