Zawsze chciałem być piłkarzem

Fot. Wit Hadło

BOKS. “Tiger” żałuje, że nie miał okazji walczyć z Royem Jonesem Juniorem i wierzy w awans polskiej reprezentacji do ćwierćfinału Euro 2012

Były mistrz świata, świata zawodowców federacji WBO, WBA, IBF w kategorii półciężkiej oraz WBO w kategorii  junior ciężkiej zasiadał w “Loży ekspertów” podczas ubiegłotygodniowego meczu Polska – Ukraina w rzeszowskiej hali na Podpromiu. – Podziwiam wszystkich młodych chłopców, którzy boksują, jednak muszę stwierdzić, że obecnie poziom boksu jest bardzo niski – mówi DARIUSZ MICHALCZEWSKI.

- Boks amatorski w Polsce przechodzi obecnie spory kryzys…
- Cały sport upada, nie tylko boks amatorski. Nie ma pieniędzy na tę dyscyplinę. Są za to pieniądze na piłkę nożną, która jest bardzo słaba. Nie chcę krytykować piłki, ale z nią w Polsce jest naprawdę słabiutko.

- Jak pan wspomina początki swojej kariery?
- Nie chcę powiedzieć, że wtedy było lepiej; było na pewno inaczej. Nie było innych zainteresowań, nie było komputerów, laptopów, Internetu. Ludzie myślą, że szybko zarobią wielką kasę. A to wcale tak nie wygląda. Potrzeba żmudnej pracy i zaangażowania, aby coś osiągnąć.

- Jest pan zadowolony z tego, co udało się osiągnąć jako bokser?
- Jestem szczęśliwy. Jeśli jeszcze raz miałbym zacząć karierę, to nic bym nie zmienił, nic więcej nie robił. Byłem mistrzem świata w dwóch kategoriach, 24 razy obroniłem tytuł w mojej wadze, czego nie dokonał nikt.

- Nie żałuje pan wyjazdu do Niemiec, którego skutkiem było wykluczenie z polskiej federacji bokserskiej?
- To był bardzo ryzykowny wyjazd, który jednak okazał się bardzo dobrym krokiem. Państwo niemieckie stworzyło mi dobre warunki. A jeśli chodzi o całą sytuację w Polsce, to takie były wówczas czasy i zasady. Ja nie rozliczam ludzi, którzy w czasie komuny byli u władzy, lub tych, którzy bili pałami. Nie mam też pretensji do Polskiego Związku Bokserskiego. Ja powiedziałem im dziękuję za to, że stworzyli mi takie dobre warunki na początku mojej kariery, o których teraz młodzi bokserzy mogą tylko pomarzyć.

- Komu zawdzięcza pan najwięcej w swojej karierze?
- Wielu osobom. Począwszy od mojej mamy, taty, siostry, brata, pierwszego trenera i kolejnych, pierwszej, drugiej i trzeciej żony. Ta kariera była piękna. Całe szczęście, że nie grałem w piłkę, bo jak gra się w piłkę, to wygrywa cała drużyna. Ja wygrywałem sam i nie musiałem rozdzielać sukcesu na wszystkich innych.

- Niedługo Dawid “Cygan” Kostecki ma zmierzyć się w Royem Jonesen Juniorem. Pan był bliski stoczenia walki z tym zawodnikiem…
- Ja miałem boksować z Royem 10 lat temu o 10 mln dolarów, a dzisiaj Roy ma boksować z Kosteckim za 100 tys. zł. Myślę, że 10 lat temu ta walka byłaby o wiele trudniejsza, bowiem Roy był wówczas naprawdę w dobrej formie. Dla mnie też był to wielki człowiek i przykład. Razem wygrywaliśmy, boksowaliśmy na tym samym poziomie, chociaż prezentowaliśmy inne style. Wszystkich interesowało, kto by wygrał tę walkę, dlatego też gaża za nią miała być tak wysoka. Zawsze chciałem stawać w ringu do walki z najlepszymi. Nigdy nie byłem promotorem, ani menedżerem. To oni wyznaczali z kim mam boksować, a ja dyktowałem warunki za ile to będzie. Nie wiem, w jakiej formie jest Roy. Trzymam kciuki za Dawida. Jeśli wygra tę walk, to będzie miał szanse zawalczyć jeszcze o coś więcej.

- Jednak boks to nie jedyna dyscyplina sportu, którą się pan interesuje…
- Zawsze chciałem być piłkarzem i strzelić decydującą bramkę na mistrzostwach świata w finale dla Polski. Na szczęście, albo nieszczęście, Polska nie grała w finale mistrzostw świata lub Europy, ale może zagra w tym roku.

- Jakie są pana prognozy związane z występem polskiej drużyny na Euro 2012?
- Wierzę, że wyjdziemy z grupy. Trzymam za polską reprezentację kciuki i wierzę, że zajdziemy bardzo daleko.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.