Żegnaj Podkarpacie, żegnaj Polsko! Rzeszów znika z mapy regionu

PODKARPACIE. Co roku kolejny tysiąc osób na stałe wyjeżdża z Podkarpacia za granicę. Natomiast 180 tys. mieszkańców Podkarpacia przebywa tam czasowo, jednak raczej nie zamierzają wracać. 

180 tys. mieszkańców naszego województwa w wieku poniżej 39 lat jest w tej chwili za granicą. To tak jakby wyludnić cały Rzeszów. Nie łudźmy się, te 180 tys. nie wróci, bo do czego ma wracać?

Dane statystyczne są zatrważające. Wynika z nich, że 180 tys. ludzi z Podkarpacia nie znalazło tu dla siebie miejsca i szuka szczęścia za granicą.  Każdego roku w podkarpackich urzędach wymeldowuje się blisko 1 tys. osób, które deklarują, ze na stałe wyjeżdżają za granicę. Nad San, Wisłok i Wisłokę nigdy nie wrócą. Główne kierunki migracji to Europa i Ameryka Północna.

Okazuje się, że osoby, które decydują się na stałe opuścić Polskę w 42 procentach wybierają Amerykę Północą. Znaczna większość (35 procent) wybiera USA, reszta Kanadę. Natomiast 58 procent emigrantów wybiera państwa europejskie. Na stałe decyduje się zamieszkać w Wielkiej Brytanii (20 procent), Niemczech i Austrii (12 procent), Włoszech (7 procent). Pozostałe 19 procent wybiera inne państwa, głównie Irlandię, Francję i Hiszpanię.

Aby uzmysłowić sobie rozmiary emigracji trzeba powiedzieć, że te 180 tys. osób z Podkarpacia, które przebywa za granicą, to tyle samo co ludność Rzeszowa. W skali województwa to blisko 8 procent ludności, która oficjalnie liczy obecnie 2,128 mln osób. Jeśli odejmiemy od tego emigrację, to okaże się, że w województwie na stałe mieszka mniej niż 2 mln ludzi.

To jednak nie wszystko, bo trzeba sobie uzmysłowić jedną rzecz. Spośród 180 tys. emigrantów trzy czwarte to osoby poniżej 39. roku życia. To dramat i katastrofa, że takie osoby muszą za granicą pracować, zakładać rodziny, rodzić dzieci i budować dobrobyt tam, a nie tu. Nie jest to wybór tych ludzi. Na Podkarpaciu po prostu nie ma dla nich pracy i szans na godziwe życie. – Tutaj czeka mnie albo bezrobocie, albo praca na czarno w uwłaczających warunkach. Jak się “poszczęści”, to można popracować za najniższą krajową – mówi Filip Frankiewicz, 28-latek z Rzeszowa. – Wolę pracować na budowie w Niemczech, z Polską łączy mnie już tylko rodzina.

– W Wielkiej Brytanii zaczynałem na zmywaku, ale skończyłem tam studia i teraz jestem kierownikiem restauracji – mówi 32-letni Sławek z Łańcuta. – Po co mam tu wracać?

– W Irlandii pracuję 8 godzin dziennie, w ludzkich warunkach, jako magazynier – mówi Janusz, 30-latek z małej wioski pod Łańcutem. – Stać mnie na mieszkanie, auto, nie mówiąc o jedzeniu i rozrywkach. Do tego raz w miesiącu jadę na jakiś mały wypad poza Irlandię.

Jest jednak i druga strona medalu. Tam żyje się lepiej. Jednak kiedy już emigranci decydują się wrócić, nie mają do czego. – Przepracowałam we Włoszech ponad 30 lat, odłożyłam sporo, kupiłam w Polsce mieszkanie. Jednak po powrocie do kraju oszczędności zaczęły topnieć, a nie mogłam znaleźć zajęcia, zbyt trudno tu rozkręcić biznes – wspomina Maria, 52-latka z Dębicy. – Co mi pozostało, wróciłam do Włoch.

Nietrudno się dziwić, że podkarpacka emigracja nie zmniejsza się, ale rośnie. W 2002 roku za granicą przebywało 77 tys. mieszkańców naszego regionu. Teraz liczba ta przekroczyła 180 tys. osób. Natomiast 65 procent młodych osób, które jeszcze tu zostały, mówi otwarcie – Nie widzimy tu dla siebie miejsca ani przyszłości.

Artur Getler