Zginął żołnierz z pasją

Trumna z ciałem żołnierza na lotnisku w Ghazni. Fot. PKW Afganistan (3)

Trumna z ciałem żołnierza na lotnisku w Ghazni. Fot. PKW Afganistan (3)

Jego wizerunek wśród żołnierzy był wręcz nieskazitelny. – Rzadko zdarza się taki profesjonalista i pasjonat wojska – mówią zgodnie.

Przyjaciele mówią o plutonowym, pośmiertnie awansowanym przez Ministra Obrony Narodowej na stopień starszego chorążego – Janie Kiepurze (+35 l.), że był wspaniałym człowiekiem i prawdziwym pasjonatem wojska. – On był naprawdę super facetem i porządnym człowiekiem. Bardzo szkoda, gdy tacy ludzie odchodzą – mówi o nim jeden z żołnierzy. W poniedziałek, osiem godzin po tym, jak zginął st. chor. Kiepura, w powietrze nad bazą Ghazni wzbiły się śmigłowce z trumną na pokładzie, a na niebie rozbłysły flary wystrzelone z Mi-24 jako salut poległem

u bohaterowi. Żegnali go wszyscy żołnierze – zarówno polscy, jak i amerykańscy. Zostawił żonę i osierocił dwóch synów.

To był patrol jakich wiele, nic szczególnego. Dochodziła 6.30 rano czasu polskiego, gdy polscy żołnierze z plutonu zmotoryzowanego ze składu Zespołu Bojowego CHARLIE jechali wykonać zadanie w pobliżu bazy Ghazni. Jednym z nich był st. chor. Jan Kiepura, na co dzień żołnierz z 1. batalionu strzelców podhalańskich ze składu 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie. W Afganistanie przebywał już około dwóch miesięcy i dowodził drużyną zmotoryzowaną. W tym dniu miał ochraniać ze swoimi ludźmi zespół amerykańskich saperów. Jechali słynną i główną arterią komunikacyjną prowincji Ghazni Highway łączącą Kabul z Kandaharem. Miejsce to jest niezwykle niebezpieczne, bo talibowie próbują co chwile zakłócić na niej ruch, m.in. zakładając improwizowane ładunki wybuchowe IED, umieszczają ładunki wybuchowe w tunelach, pod mostami i przepustami.

Nie mógł zauważyć miny-pułapki
Po zatrzymaniu bojowego wozu i wyjściu na zewnątrz, sześciu żołnierzy wraz z innymi kolegami stworzyło tzw. kordon zewnętrzny wokół miejsca, gdzie z kolei mieli chwile później szukać min i niebezpiecznych przedmiotów amerykańscy saperzy. – Drużyna nie szła w zwartej grupie, tylko – jak to bywa w tego typu sytuacjach – była rozproszona, a obok st. chor. Kiepury podążał jedynie afgański tłumacz – mówi mjr Marek Pietrzak z Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych.

Starszy chorąży Jan Kiepura

 

Nagle st. chor. stanął na minę – naciskową pułapkę, która momentalnie eksplodowała. Żołnierz nie miał szans jej zauważyć. Potężna siła wybuchu raniła jego oraz tłumacza. Inni żołnierze natychmiast przenieśli podhalańczyka do wozu ewakuacji medycznej i rozpoczęła się walka o jego życie. Wewnątrz pojazdu opatrywano mu rany oraz próbowano go reanimować. Do bazy i znajdującego się w niej szpitala mieli około 5 km. Niestety, Jan Kiepura nie dojechał żywy. Do szpitala z obrażeniami trafił z kolei afgański tłumacz. Tuż po wybuchu na miejsce wezwano również wsparcie w postaci amerykańskich śmigłowców.

- Trudno powiedzieć, ile ta mina-pułapka przebywała w ziemi, bo mogła tam zostać zakopana kilka dni temu, a mogła zostać umieszczona nawet wiele lat temu – wyjaśnia mjr Pietrzak. Jednocześnie zdradza nam, że trwają intensywne ustalenia w sprawie wybuchu i już są poszukiwane osoby odpowiedzialne za śmierć naszego żołnierza.

Żołnierz idealny
Jan Kiepura mieszkał i wychował się w Rzeszowie. Od dziecka lubił sport, a z relacji jego znajomych wynika, że był jednym z najlepiej kopiących w piłkę na osiedlu. Zawsze ciągnęło go do sportu, dlatego też jego naturalnym wyborem studiów było wychowanie fizyczne na Uniwersytecie Rzeszowskim. W pewnym momencie życia zapałał miłością do sportów walki. Zresztą w wojsku ukończył kurs dla instruktorów walki w pierwszym kontakcie – krav magę. Pierwszy kontakt z armią miał pod koniec 2004 roku, kiedy uczestniczył w rozszerzonym kursie szkoleniowym. Później miał przerwę. Ponownie dostał się do wojska w sierpniu 2007 roku. Jego znajomi mówią, że to był świadomy wybór, a nie ten z gatunku: „nie ma pracy i z czegoś trzeba żyć, to idę do woja”. On po prostu kochał wojsko. W 2012 roku ukończył dowódczy kurs w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu.

Co o nim mówią sami żołnierze? – Pamiętam Janka jak pewnego dnia, wcześnie rano zobaczyłem go na hali. Ćwiczył tam razem ze swoimi żołnierzami. Biegali, robili pompki, znowu biegali, znowu pompki i tak w kółko. Dawał im wycisk, ale przygotowani byli znakomicie – mówi jeden z jego wojskowych znajomych. Kpt. Konrad Radzik, z 21. BSP dodaje: – Gdy patrzę w jego opinię służbową, to wszędzie praktycznie widnieją same oceny 5, a więc był bardzo dobrym żołnierzem.

Kpt. Radzik przytacza również historię, którą usłyszał od żołnierza – przyjaciela Jana Kiepury. – Razem byli na zimowym kursie. Warunki naprawdę ciężkie, bo nie dość, że było zimno, to wiał wiatr, a wszystko to działo się w Bieszczadach – opowiada. Podhalańczycy spali w śpiworach pod gołym niebem. Jan obdarł podczas tych koszmarnych warunków stopy aż do krwi. Jego kompani z jednostki radzili mu, żeby zrezygnował z kursu lub oferowali pomoc w niesieniu sprzętu. Był jednak tak twardy, że odmówił i pomimo bólu chciał ukończyć kurs.

Śmierć na poprzedniej misji
Afganistan nie był dla niego czymś nowym, bo już wcześniej na przełomie 2009 i 2010 roku służył podczas VI zmiany w Afganistanie. Niestety, nie udało się wtedy uniknąć ofiar. To wówczas pięć dni przed Świętami Bożego Narodzenia 2009 r., talibowie ostrzelali polski patrol niedaleko bazy Four Corners. W ramach sił szybkiego reagowania (QRF) wysłano w to miejsce kolejne wozy. Pojechał tam także kapral Michał Kołek z 21. BSP. W wojsku służył od dwóch lat, był kawalerem, to była jego pierwsza misja. Nigdy już jednak nie wrócił do bazy.

DSCF0972

Od żołnierzy, którzy znali st. chor. Kiepurę właśnie z tej misji, dowiadujemy się, że był niezwykle odważny, bardzo rozsądny, zawzięty i uparty w pozytywnym tego słowa znaczeniu. – Czysty profesjonalizm w jego wykonaniu, a miał takie umiejętności kierowania drużyną, że w przyszłości zostałby zapewne oficerem – mówi jego znajomy z wojska. – Myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że wielu z nas dzięki jego postawie i zaangażowaniu wróciło z poprzedniej misji w jednym kawałku – dodaje.

Z rozmów z żołnierzami wynika również, że pomimo ciężkich warunków, jakie wówczas panowały w Afganistanie, nigdy nie odmówił wyjazdu na patrol. Nie miał żadnych zwolnień lekarskich, nie odmawiał nawet, gdy był przeziębiony.

Niebo rozświetlone flarami
Szczęście go nie opuszczało aż do poniedziałku. W ten sam dzień, w którym zginął, około godziny 14.30 na lądowisku bazy Ghazni stanęli na uroczystej zbiórce wszyscy polscy i amerykańscy żołnierze oraz pracownicy wojska Sił Zadaniowych „Biały Orzeł”. Oddali hołd swojemu koledze.

Jak to bywa podczas takich uroczystości, w podniosłej atmosferze skupienia i zadumy wprowadzona została przez kapelana XIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, księdza ppłk. Piotra Kowalczyka, trumna z ciałem st. chor. Jana Kiepury, nad którą odmówiono modlitwę za zmarłych. Żołnierza – bohatera żegnali: dowódca Polskich Sił Zadaniowych gen. bryg. Marek Sokołowski oraz jego zastępca, ppłk Artur Warwas, oficer 21. Brygady Strzelców Podhalańskich.

Po chwili niebo nad bazą rozbłysło flarami wystrzelonymi z pokładu eskortującego śmigłowca Mi-24, jako salut dla bohatera, jakim niewątpliwie był st. chor. Kiepura. A nad bazą uniósł się pył wzbudzony przez śmigłowce wzbijające się w powietrze razem z trumną oraz żołnierzami uczestniczącymi w ostatniej drodze podhalańczyka. Ciało polskiego żołnierza zostało przetransportowane do bazy Bagram, następnie do amerykańskiej bazy lotniczej w niemieckim Ramstein, aby w czwartek dotrzeć na warszawskie lotnisko Okęcie.

Grzegorz Anton

do “Zginął żołnierz z pasją”

  1. ks-stosunek

    za kase trzeba płacić, nie walczył za polskę!!!!!!!!! a za biznesy usa i czosnków

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.