Zginęli tuż przed wielkanocnym śniadaniem

Ogrom zniszczenia widać dopiero w środku. Fot. Jerzy Mielniczuk

KOŃCZYCE, NISKO. Gdy ludzie częstowali się świątecznym jajkiem, we wsi pod Niskiem, w pożarze domu konało dwóch mężczyzn. Jest bardzo prawdopodobne, że sami sobie sprawili taki los.

Tragedia rozegrała się porankiem w Wielką Niedzielę. W pożarze drewnianego domu na uboczu Kończyc, zginęło dwóch mężczyzn. Jeden z nich jeszcze dawał znaki życia, gdy przyjechali strażacy, ale zmarł po wyciągnięciu go na zewnątrz. Prawdopodobnie któryś z nich nieumyślnie zaprószył ogień. Mogło to być zaśnięcie z palącym się papierosem w dłoni.

Gdy mieszkańcy Kończyc wracali z rezurekcji i przygotowywali wielkanocne śniadanie, jeden z nich zauważył kłęby dymu snujące się nad rzadkim zagajnikiem przy głównej drodze. Wezwał straż pożarną i zaalarmował sąsiadów. Palił się dom, w którym mieszkało dwóch mężczyzn. Gdy ludzie przybiegli pod dom, cały budynek był już w chmurach dymu, a z okien buchał ogień.

Na stole został okopcony chleb, kiełbasa i jaja
Z Kończyc do Niska, gdzie jest komenda zawodowej straży pożarnej, jest zaledwie kilka km. Ok. godz. 9 rano, czyli w kilkanaście minut po zgłoszeniu, pierwsze wozy strażackie podjechały pod pomalowany na brązowo dom przy bocznej, gruntowej drodze. Na miejsce przyjechało w sumie 5 jednostek. Strażacy musieli najpierw zdusić ogień, a dopiero potem, w specjalnych kombinezonach weszli do domu. Było pewne, że są w nim ludzie, bo dwóch lokatorów domu znała cała wieś. Pod domem stały zresztą ich rowery. Ratownicy wyciągnęli zwłoki jednego z mieszkańców domu i jeszcze żywego drugiego. Był nieprzytomny, z dużymi śladami poparzeń i zmarł, zanim ratownicy na dobre przystąpili do reanimacji. Akcja gaśnicza została zakończona o godz. 11.30.
Zmarli mieli 51 i 56 lat. Byli mieszkańcami Kończyc. Zamieszkali pod jednym dachem, bo połączył ich jednaki los bezrobotnych. Utrzymywali się z dorywczych prac, zbierali złom. Mieszkańcy wsi mówią, że nie stronili od kieliszka, ale nie byli ludźmi z marginesu. Dom był utrzymywany na przyzwoitym poziomie i tak też wyposażony. W okopconym wnętrzu widać, że przygotowywali się do wielkanocnego śniadania. Na stole leżał chleb i kiełbasa. Ofiary pożaru zasnęły przed telewizorem. Ognia raczej nie widzieli, bo wcześniej udusili się trującymi związkami powstałymi z tlących się wersalek.

Przypuszczeń jest wiele, ale na pewno był to nieszczęśliwy wypadek
- Prawdopodobnie jeden z nich zasnął z papierosem, lub zostawił niedopałek w pobliżu wersalki – podejrzewa podkom. Anna Kowalik-Środek, oficer prasowy policji w Nisku. Zarzewie ognia mogło też powstać od nieszczelności w przewodach kominowych lub skier z pieca węglowego. Zastanawiająca jest wypalona dziura w ścianie, a zarazem to, że obie wrsalki były tylko nadpalone. Ostateczną przyczynę ustalą biegli, ale ich protokoły nie przyrócą już życia ofiarom tragicznego pożaru.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.