Zginęli w aucie na dnie Wisłoka

Fot. Paweł Dubiel (4)

Fot. Paweł Dubiel (4)

Tłumy pożegnały pięcioro przyjaciół: trzy dziewczyny i ich dwóch kolegów, których młode życia przerwała tragedia.

Jasne trumny, na nich kremowe wiązanki, szloch zebranych i żałobny głos dzwonów przerywający przejmującą ciszę. Trzy dni, trzy pogrzeby, morze białych kwiatów zalewające kościelny dziedziniec w Tryńczy i przejmująca pustka w sercach tych, którzy tak bardzo ich kochali… – Aniu, Dominiko, Klaudio, Sławku i Bogusławie – spoczywajcie w pokoju.

- Widziałem się z dziewczynami jeszcze po pasterce. Porozmawialiśmy chwilę, złożyliśmy sobie życzenia. Na drugi dzień dowiedziałem się, że zaginęły, a potem nadeszła ta tragiczna wiadomość… – mówi ze łzami w oczach 19-letni Dominik, daleki kuzyn tragicznie zmarłych sióstr: Ani (16 l.) i Dominiki (18 l.), którego spotkaliśmy we wtorek na pogrzebie dziewcząt. Tego dnia, tak samo jak w środę, kiedy żegnano Sławomira (24 l.) i Bogusława (27 l.) oraz w czwartek, kiedy odbył się pogrzeb Klaudii (19 l.), cała Tryńcza płakała.

Ania – najmłodsza z pięciorga tragicznie zmarłych, chodziła do Zespołu Szkół Licealnych w Leżajsku. – Wspaniała koleżanka, radosna, pomocna, cudowny człowiek. Tak bardzo będzie nam jej brakować – mówiła jedna z koleżanek. Jej siostra, Dominika, dopiero wchodziła w dorosłość. – Spokojna, z sercem na dłoni. Zawsze uśmiechnięta – wspominają ją koleżanki z Zespołu Szkół Technicznych w Leżajsku. – Do końca byłyśmy pewne, że wrócą do domu… Całe i zdrowe, że zobaczymy się w szkole po świętach… – dodaje załamującym się głosem.

Pustka w domach i sercach
Podczas wtorkowego (2 stycznia) przejmującego kazania zebranym trudno było powstrzymać łzy. – Cóż powiedzieć… nasze serca płaczą – mówił ks. Roman Trzeciek, proboszcz parafii. W kaplicy pogrzebowej najbliżsi po raz ostatni mogli popatrzeć na twarze dziewcząt. Matka i ojciec nie mogli oderwać wzroku od córek, wiedząc, że już nigdy nie zasiądą wspólnie przy wigilijnym stole. Ta była ich ostatnią wieczerzą.

Dominika i Ania były jedynymi i długo wyczekiwanymi dziećmi. – Oczka w głowie rodziców – komentują mieszkańcy Tryńczy. – Ciężko nam nawet wyobrazić sobie, co teraz muszą czuć… Jaką mają pustkę w domu i w sercu. Chcielibyśmy pomóc, ale jak można pomóc po takiej stracie?! Będziemy się za nich modlić. Za nich i dziewczynki.

Na cmentarzu głos zabrał przedstawiciel kolegów i koleżanek ze szkół, do których uczęszczały dziewczęta. – Ich nagłe odejście to nieodżałowana strata dla naszej szkolnej społeczności. Ania i Dominika pozostaną w naszej pamięci i sercach jako wartościowe osoby, lubiane zarówno przez koleżanki i kolegów, jak i nauczycieli i wychowawców. Zapamiętamy je jako wspaniałe przyjaciółki, świetne koleżanki i sympatyczne uczennice – mówił.

W środę, 3 stycznia, odbyła się następna smutna uroczystość. Żegnano 24-letniego Sławomira pogrzeb Tryńcza (10)i 27-letniego Bogusława. Cały kościół i kościelny dziedziniec znów wypełnił się żałobnikami. Obaj młodzi mężczyźni pochodzili z Ubieszyna. Sławek pracował za granicą, przyjechał do domu dwa dni przed wigilią, by święta spędzić z najbliższymi. W ostatniej drodze prócz nich i przyjaciół towarzyszyli mu również koledzy offroadowcy z Łańcut 4×4 i przyjaciele z OFF ROAD RPZ. Przed kościół zajechały samochody terenowe, które jechały na czele żałobnego orszaku, wioząc białe wieńce. „Wszyscy łączymy się w bólu z rodziną” – napisali na Facebooku, dodając przygnębiające zdjęcie żałobnego orszaku.

Śmierć Bogusława, który pracował w Holandii, a do rodzinnego Ubieszyna również przyjechał na święta, jest dla jego rodziny kolejnym ciosem. 5 lat temu na dyskotece w Sieniawie został śmiertelnie pobity jego młodszy brat – 20-letni Konrad. Chłopak został bestialsko zakatowany po tym, jak niechcący popchnął tańczącą obok dziewczynę. 27-latek spoczął z nim w tym samym grobie.

W czwartek, 4 stycznia, w kościele w Tryńczy odbył się ostatni pogrzeb ofiary tragedii. Pożegnano 19-letnią Klaudię. – W takich sytuacjach człowiek nie wie, co powiedzieć, straciliśmy z braćmi jedyną kochaną siostrę, a rodzice swoją ukochaną córkę, którą wszyscy najbardziej na świecie kochaliśmy, nie mam po prostu słów – napisał na swoim profilu na Facebooku jeden z ośmiu braci dziewczyny. Klaudia tak samo jak pozostałych czworo jej tragicznie zmarłych przyjaciół spoczęła na cmentarzu w Tryńczy.

Po każdej uroczystości żałobnej mnóstwo osób, które w nich uczestniczyły szło w miejsce, gdzie doszło do tragedii, niosąc w dłoniach znicze. – Tacy młodzi ludzie, mój Boże… – załamywała ręce starsza kobieta, która zjawiła się nad rzeką – Całe życie było przed nimi, teraz na zawsze pozostaną w naszych sercach. Niech spoczywają w pokoju…

Tragedia w Boże Narodzenie
Klaudia, Dominika i Anna wyszły z domu w poniedziałek, 25 grudnia, około godz. 16. Spotkały się z Bogusławem i Sławomirem, z którymi miały pójść na pizzę. Tego dnia ślad po nich zaginął, nie wróciły na noc do domów, a ich telefony milczały. Początkowo rodziny nastolatek zaczęły szukać na własną rękę, jednak gdy poszukiwania nie przyniosły efektu, zgłosili ich zaginięcie na policję. W piątek, 29 grudnia, strażacy i policjanci zjawili się nad Wisłokiem w Tryńczy. Znaleziono bowiem ślady, które mogłyby wskazywać, że samochód zjechał z polnej drogi, biegnącej równolegle do rzeki i wpadł do wody. Strażacy przy użyciu sonaru sprawdzili dno. Znaleźli obiekt, który mógł być samochodem. Ściągnięto nurków. Samochód znajdował się na głębokości 3,5 m, w odległości ok. 4 m od brzegu. Leżał na dachu, co utrudniało jego wyciągnięcie na brzeg. W końcu, około godz. 16 z Wisłoka wyłowiono fioletowe daewoo tico, w którym znajdowało się pięć ciał: trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Oględziny zwłok potwierdziły, że to poszukiwane nastolatki oraz ich znajomi.

pogrzeb Tryńcza (17)

Samochód, w którym zginęło pięcioro młodych ludzi należał do Sławomira. Mężczyzna kupił go zaledwie dwa dni przed tragedią. 20-letnie tico kosztowało kilkaset złotych. 25 grudnia wszyscy spotkali się i jeździli nim po okolicy. Co dokładnie się stało? Stara się to wyjaśnić prokuratura. – Do zdarzenia doszło w Boże Narodzenie pomiędzy godz. 20.30 a 21, przy czym bardziej prawdopodobna jest ta druga godzina, bo właśnie wówczas telefony poszkodowanych przestały logować się do sieci – mówi prok. Marta Pętkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. – Ślady na miejscu zdarzenia pozwalają przypuszczać, że pojazd zjechał z drogi, przekoziołkował, na co wskazuje jego położenie w rzece i zatonął. W tym dniu były niesprzyjające warunki atmosferyczne, więc do zjechania z drogi mogło doprowadzić niedostosowanie do nich prędkości, niewykluczone, że mógł mieć wpływ stan techniczny pojazdu: kwestia opon, hamulców i, co aktualnie też sprawdzamy, stan psychofizyczny kierowcy, którym z dużym prawdopodobieństwem był właściciel pojazdu, czyli Sławomir.

Jak słyszymy w prokuraturze, po przeprowadzeniu szczegółowych oględzin samochodu, biegły do spraw ruchu drogowego opracuje opinię i postara się wyliczyć prędkość, z jaką poruszał się samochód. – Pełny obraz tego tragicznego zdarzenia będzie wiadomy dopiero po uzyskaniu wszystkich opinii – komentuje prok. Pętkowska. – Wiadomo natomiast, że ofiary nie doznały żadnych poważanych obrażeń przy koziołkowaniu pojazdu, wszystkie poniosły śmierć w skutek utonięcia.

Latem woda sięga tam do kostek…
Na tę tragedię nałożyła się jeszcze jedna nieszczęśliwa okoliczność. W dniu, w którym doszło do dramatu, stan rzeki był wyjątkowo wysoki. – Ta tragedia nie miałaby miejsca, gdyby do upadku samochodu doszło w którymś w letnich miesięcy – komentuje Stanisław Gliniak, prezes OSP w Tryńczy. – W lecie, aż do późnej jesieni zawsze woda jest tam po kostki, widać żwir. Gorzej jest jak są deszczowe dni, albo roztopy, gdy w górach jest dużo śniegu, bo wody przybywa. Boże Narodzenie było właśnie niestety deszczowe, przybyło wody, która osiągnęła głębokość 3,5 – 4 metrów. Ogromnie współczujemy tym rodzinom. To potworna tragedia…

Katarzyna Szczyrek

pogrzeb Tryńcza (26)

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.