Zięć zamachowiec

Marcin Dubieniecki postanowił robić karierę w polityce metodą mojego ulubionego polityka z ludu, Andrzej Leppera. Polega ona na tym, że robi się wszystko, aby być obecnym w mediach. Klasycy zajmujący się narodzinami i podtrzymywaniem popularności jakiejś postaci, twierdzą, że nie jest ważne, co się mówi, ważne jest, aby skupiać na sobie uwagę. Nie jest też ważne, czy o kimś takim publiczność – słuchacze, telewidzowie – mówią dobrze, czy źle. Ważne jest, że mówią.

Marcin Dubieniecki, człowiek absolutnie znikąd, bo tylko zięć prezydenta, który zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, uznał, że został namaszczony przez los do kariery politycznej. Aby pomóc losowi nie mówi rzeczy rozsądnych, wyważonych, bo wie, że takimi wypowiedziami nie zdobędzie zainteresowania mediów, a co za tym idzie nie zdobędzie słuchaczy. Jeśli nie zdobędzie słuchaczy, nie zaistnieje polityce. Marcin Dubieniecki zaczyna się więc licytować z wujkiem swojej żony na eskalację twierdzeń, że do katastrofy w Smoleńsku doszło w wyniku zamachu. Towarzystwo „obrońców krzyża” i im podobni w to uwierzą i to będzie elektorat Dubienieckiego. Znamienne, że zięć byłego prezydenta nie bierze pod uwagę, że mówiąc, co mówi, może ośmieszać i degradować siebie jako adwokata.

Dziennikarz jednego z portali internetowych poprosił o opinię na temat „zamachowej” teorii Dubienieckiego, byłego premiera Leszka Millera. Millera można nie lubić z wielu względów, ale nie można mu odmówić, że stąpa twardo po ziemi. Były premier powiedział więc:

„Zamach wykonuje pan Dubieniecki i spółka. Jest to zamach na inteligencję Polaków. Kto miał motyw, aby dokonać zamachu na Lecha Kaczyńskiego? Nikt. Nie odgrywał on żadnej istotnej roli w polityce europejskiej i światowej. Budził uśmiech politowania, a nie krzyk trwogi. Dubieniecki próbuje zrobić karierę polityczną na trumnie prezydenta Kaczyńskiego. Zdarzają się różni ludzie, także rozmaici dewianci, którzy będą uważać, że Lech Kaczyński zginął śmiercią męczeńską w wyniku zamachu. Jarosław Kaczyński ubiera swojego brata w szaty, które są o co najmniej kilka numerów za duże. Dla prezesa PiS najważniejsze jest, żeby nastrój tragedii, legenda męczeńskiej śmierci trwały jak najdłużej. Co najmniej do tegorocznych wyborów parlamentarnych”.

Te słowa adresuję tym wszystkim, którzy z powagą słuchają słowotoku zięcia byłego prezydenta. By nie musieli kiedyś wstydzić się, że uwierzyli w to, co mówi.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.