Złość, pokora i nadzieja

Po jesiennym remisie 2-2 przy Hetmańskiej, w sobotę Stal ponownie podzieliła się punktami z Motorem Lublin. Gola na wagę remisu 1-1 strzelił dla niej Wojciech Reiman (nz. z prawej). Fot. Wit Hadło

MOTOR LUBLIN – STAL RZESZÓW. Rzeszowianie wciąż z wielkimi szansami na awans.

Niewykorzystana szansa – chyba tak w najprostszych słowach można podsumować występ Stali na Arenie Lublin. Dzięki zwycięstwu biało-niebiescy mogli wrócić na fotel lidera, tymczasem w szczęśliwych okolicznościach uratowali nad Bystrzycą jedynie remis.

MOTOR Lublin 1
STAL Rzeszów 1
(0-0)

1-0 Michota (59.), 1-1 Reiman (83. – karny)

MOTOR
: Olszewski – Poźniak (90. Wołos), Majewski (73. Paluch), Cichocki, Bonin, Brzyski, Gałecki, Michota (80. Pożak), Kamiński, Ranko, Rak (68. Kamiński)
STAL
: Otczenaszenko – Głowacki (90. Jarecki), Kostkowski, Cyfert, Trznadel, Reiman, Szeliga (80. Mozler), Sierant (66. Kobusiński), Nawrot (68. Ligienza), Chromiński (76. Ceglarz), Goncerz.
Sędziował
Grzegorz Jabłoński (Kraków). Żółte kartki: Brzyski, Ranko – Głowacki, Ligienza. Czerwona kartka: Brzyski (za dwie żółte). Widzów 4190.

– W naszej szatni panuje złość! Byliśmy lepszym zespołem, stworzyliśmy więcej sytuacji – kręcił nosem na pomeczowej konferencji prasowej Janusz Niedźwiedź, szkoleniowiec piłkarzy z Hetmańskiej. Jego podopieczni, wychodząc na boisko, znali już wynik końcowy potyczki w Sieniawie (Sokół pokonał Podhale 2-0) i mieli świadomość, że trzy punkty oznaczają powrót na szczyt tabeli. – Zostały nam jeszcze cztery kolejki i jeśli wygramy te spotkania, osiągniemy nasz cel. Naszą dzisiejszą złość musimy przekuć na jeszcze lepszą postawę w tych nadchodzących meczach – dodawał trener Stali, która rzeczywiście ma obecnie wszystko w swoich rękach, a w zasadzie nogach. Terminarz wydaje się też sprzyjać, tym bardziej że i nieprzewidywalne KSZO Ostrowiec Św., i przede wszystkim Podhale, rzeszowianie podejmą we własnych „czterech kątach”.

W Lublinie stalowcy w istocie mieli trochę pecha, choć wydaje się, że bardziej prawidłowe będzie stwierdzenie, iż nie potrafili dopomóc szczęściu. Dominik Chromiński i Grzegorz Goncerz trafiali w słupek, w kilku innych sytuacjach zabrakło ostatniego podania. Być może więcej zimnej krwi udałoby zachować się Tomaszowi Płonce, ale najlepszy napastnik ligi pauzował za kartki. Gospodarze wyszli na prowadzenie po niecałej godzinie gry. Ładną akcję Grzegorza Bonina (blisko 300 występów w Ekstraklasie) przy dużym udziale Błażeja Cyferta wykończył Marcin Michota. W zasadzie trafienie można by zaliczyć jako samobójcze „Cyfiemu”, bo defensor Stali, próbując wybić piłkę głową, zmylił Leonida Otczenaszenkę i trafił do własnej siatki. Niezależnie od okoliczności Motor prowadził jednak 1-0, a Stal świadoma walącego się pod nogami gruntu ruszyła do odrabiania strat. Udało się dopiero w końcówce, gdy za faul na Piotrze Głowackim arbiter wskazał na 11. metr. Rzut karny na gola zamienił Wojciech Reiman, jednak bez wątpienia było to jedno z jego szczęśliwszych trafień. Intencję kapitana biało-niebieskich wyczuł bowiem Adrian Olszewski, ale „zakręcona” piłka odbiła się jeszcze od słupka i przekroczyła linię. – Nie udało się wygrać, ale przyjmujemy ten punkt z pokorą. Wciąż jesteśmy w grze – słusznie zauważył Grzegorz Goncerz, napastnik biało-niebieskich, którzy w najbliższą sobotę podejmą KSZO. Piłkarze z Ostrowca Św. szanse na awans stracili już dawno, ale nigdy nie byli dla rzeszowian najprzyjemniejszym rywalem.

Tomasz Czarnota