Zmiany w systemie emerytalnym – reforma czy antyreforma?

Fot. Archiwum

Rozpoczęliśmy akcję “Rozliczamy premiera Tuska z kłamliwych obietnic”. Dzisiaj bierzemy pod lupę obietnice jakie złożył obecnym i przyszłym emerytom.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Gdzie te autostrady Panie premierze?

Czy Polska pod rządami Tuska stała się „kluczowym aktorem na scenie europejskiej”?

Podwyższenie wieku emerytalnego, zwiększenie składki rentowej, ograniczenie składek do OFE. Czy to obiecywał w 2007 roku premier Donald Tusk?

- Zamiast toczyć długotrwałe i paraliżujące spory o sens polskiej reformy emerytalnej, chcemy ją jak najszybciej dokończyć – zapewniał w swoim expose w 2007 roku Donald Tusk. Premier obiecywał też reformę KRUS-u, promowanie aktywności zawodowej osób w wieku 55 plus, a także przeznaczenie części przychodów z prywatyzacji na Fundusz Rezerwy Demograficznej. Od tego momentu mija już 4 lata i 5 miesięcy, a zapowiadane zmiany, mające zdaniem rządu zagwarantować wyższe i bezpieczne emerytury, dopiero teraz wkraczają w decydująca fazę. Trudno jednak nazwać je reformą, bo podejmowane przez rząd działania przypominają raczej ratowanie tonącego okrętu.
“Bezpieczną emeryturą” nazwał Tusk w swoim wystąpieniu w 2007 roku Fundusz Rezerwy Demograficznej. Jako polisa bezpieczeństwa dla starzejącego się społeczeństwa i gwarancja wypłat emerytur dzisiejszym czterdziestokilkulatkom i ich dzieciom, miał on być stopniowo zwiększany. Tymczasem pod rządami PO-PSL z roku na rok jest uszczuplany i to poważnie. W 2010 roku rząd wyciągnął z niego aż 7,5 mld zł na wypłatę bieżących emerytur, a rok temu “tylko” 4 mld zł. – Należy przestać z niego wypłacać pieniądze, a zacząć kumulować rezerwy. W przeciwnym razie za kilkadziesiąt lat system może się okazać zupełnie niewypłacalny – ostrzega Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Mniejsze od planowanych są również składki do Funduszu – zamiast 1 proc. podstawy wymiaru składek emerytalnych jest to obecnie 0,35 proc. Trudno zatem przypuszczać by spełniał on swoją rolę w przyszłości.

OFE nagle bezsensowne
Jeszcze więcej kontrowersji i głosów sprzeciwu przyniosła reforma II filaru emerytalnego, polegająca na obcięciu składek do Otwartych Funduszy Emerytalnych z 7.3 procent do 2.3 procent (docelowo w 2017 roku 3,5 proc.). Pieniądze te trafiły oficjalnie na indywidualne subkonta w ZUS, ale tak naprawdę zamiast być inwestowane, wsparły bieżące wydatki tej bardzo głęboko zadłużonej instytucji. Prof. Krzysztof Rybiński oszacował, że przeciętny Polak, który za 40 lat odejdzie na emeryturę, straci na tej zmianie kilkadziesiąt tysięcy złotych. Minister Finansów Jacek Rostowski stwierdził podczas debaty telewizyjnej z Leszkiem Balcerowiczem, że wydatki na OFE są najbardziej bezsensownymi wydatkami w budżecie, ale skoro tak, to dlaczego nie zauważył tego wcześniej? Prace nad zmianami w systemie emerytalnym były prowadzone w pośpiechu i nie poprzedzono ich odpowiednią debatą, zaś argumenty przedstawione przez stronę rządową liberalnej rzekomo Platformy zmierzały do przekonania społeczeństwa, że państwo lepiej zainwestuje pieniądze obywateli niż powołane do tego instytucje finansowe.

Transformacja premiera
Jeszcze podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej Tusk zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą i w przypadku wygranej w wyborach nie będzie dokonywał żadnych drastycznych kroków. Jednak, jak trafnie ujął to prof. Krzysztof Rybiński, w ciągu miesiąca premier przeszedł transformację z populisty “tu i teraz” w reformatora “odpowiedzialności za jutro”. W expose wygłoszonym 21 listopada 2011 roku scenariusz był już zdecydowanie nie po myśli obywateli. – Kontynuowanie reformy systemu emerytalnego jest absolutnie niezbędne, jeśli myślimy na serio o tym, aby polskie finanse publiczne były rzeczywiście bezpieczne – mówił Tusk. Jedną z pierwszych decyzji jego rządu w nowej kadencji było zwiększenie składki rentowej po stronie pracodawców o 2 proc. Ma to obniżyć deficyt o 13 mld złotych rocznie, ale póki co zwiększyło tylko bezrobocie do 13 proc.

Polacy nie chcą pracować dłużej
Jednak najważniejszą częścią reformy emerytalnej ma być podwyższenie wieku emerytalnego do 67 roku życia, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Już w 2007 roku premier przekonywał, że “Polacy myśląc o swojej bezpiecznej starości chcą pracować dłużej”, ale dzisiaj przeciwko tej zmianie opowiada się aż 80 proc. obywateli! Z demograficznych prognoz wynika, że w 2020 roku, kiedy mają zacząć obowiązywać już nowe przepisy dotyczącego wieku emerytalnego mężczyzn, średnio będą oni dożywać 73 lat (obecnie 71). W 2040 roku, kiedy wiek emerytalny kobiet również zacznie wynosić 67 lat, statystyczna Polka będzie żyła 83 lata (obecnie 81). Czy może być to pocieszenie przy świadomości tego, że jeśli będziemy pracować dłużej to krócej odpoczniemy? Paniom na emeryturze zostanie statystycznie 16 z obecnych 20 lat, natomiast panowie pracując dłużej stracą “tylko” rok z emerytury.

Coś za coś
Ważniejsze jest jednak to na ile będą mogli liczyć ci, którym do emerytury jeszcze daleko? Według kalkulacji Prof. Mariana Nogi z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu obecni 20-latkowie dostaną około 3,5 tys. zł, 30-latkowie około 3 tys. zł, zaś 40-latkowie około 2,8 tys. zł. – Wzrastać będzie średnia płaca, dzięki temu, że wzrasta w Polsce wydajność pracy. Spadać natomiast będzie współczynnik zastąpienia, który oznacza jaka jest relacja emerytury do ostatniej płacy – tłumaczy prof. Marian Noga. Obecnie emerytura to połowa ostatniej pensji, a w przyszłości może to być około 1/3 naszych zarobków. Te prognozy nie są może najgorsze, ale może warto byłoby zapytać Polaków czy rzeczywiście chcą mieć nieco wyższe emerytury przez krótszy okres w zamian za dłuższą pracę?

***
Całokształt podjętej przez rząd Donalda Tuska reformy emerytalnej polega głównie na obciążeniu wszystkich obywateli przymusem dłuższej pracy oraz zwiększeniu składek do państwowego ZUS-u. Nie dość, że jest ona bolesna dla społeczeństwa, to wcale nie daje gwarancji na poprawienie efektywności systemu emerytalnego w przyszłości. Jeśli podniesienie wieku emerytalnego jest według Donalda Tuska gwarancją bezpiecznych i wysokich emerytur to, kierując się tą logiką, gwarancją załatania dziur w budżecie jest… podniesienie podatków. Czy tego typu działania można nazwać reformą? Można zażartować, że premier spełnił swoją obietnicę z 2007 roku, tylko nieco… inaczej.

do “Zmiany w systemie emerytalnym – reforma czy antyreforma?”

  1. Stefan

    Najpierw rozkradli Fundusz Rezerwy Demograficznej – pieniądze przesrali, potem obnizyli składkę do tego funduszu, z Funduszu Emerytalnego ukradli 8 mld zł składek tych co nie dożyli tego raju jaki obiecują. Sobie podwyższyli gaże na prowadzenie biura i kupili I-pody których i tak nie umieja obsłużyć (bawi się nimi rodzina). Dość kłamstw, Rostwowski z nosem Pinokia to największy złodziej w historii Polski. Najwyższy czas aby mu powiedzieć słowa klasyka: Masz kufajkę i maszynu i spier….. skur…….
    Amen.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.