Zmieniać świat na lepsze

Ewa i Krzysiek w tym roku po raz pierwszy zdecydowali dołączyć do Szlachetnej Paczki. – Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, wierzymy, że uda nam się dać potrzebującym nadzieję na lepsze jutro – mówią. Fot.Archiwum prywatne

Pan Edward ma 72 lata. Żyje sam, mieszka w jednym pokoju z kuchnią. Wolontariuszy Szlachetnej Paczki poprosił o węgiel na opał i ciepłą kurtkę na zimę… Takich ludzi obok nas żyją tysiące. Wielu z nich musi przeżyć za kilka złotych dziennie i często muszą wybierać: zapłacić rachunki, kupić lekarstwa czy jedzenie.

Takich historii wolontariusze Szlachetnej Paczki co roku słyszą tysiące. W skrajnym ubóstwie żyje ponad 2 miliony Polaków. Wśród blisko 17 tys. rodzin objętych w ubiegłym roku wsparciem Szlachetnej Paczki średni dochód na osobę w rodzinie wynosił nieco ponad 366 złotych, w co czwartej z nich było to mniej niż 8 zł dziennie na osobę.

W tym roku sytuacja jest wyjątkowo trudna. Z powodu pandemii koronawirusa wiele osób straciło pracę i z dnia na dzień zostało bez środków do życia. To dlatego Szlachetna Paczka jest tak bardzo potrzebna. To jeden z największych i najskuteczniejszych programów społecznych w Polsce. Od 20 lat oparta jest na pracy z darczyńcami i wolontariuszami. Wolontariusze szukają najbardziej potrzebujących osób, spotykają się z nimi i na podstawie rozmów przygotowują listę potrzebnych rzeczy, która później wraz z krótkim opisem trafia do internetowej bazy. Później wszystko zależy od darczyńców. Każdy może wejść na stronę Szlachetnej Paczki i wybrać z bazy osobę lub rodzinę, której chce pomóc. Paczkę można przygotować indywidualnie lub w kilka osób, najważniejsze, aby kupić wszystkie rzeczy z listy. 

Od razu lider

Tomek Dębiński pochodzi z Sanoka. Tutaj się wychował i organizował pierwsze akcje charytatywne. W Szlachetnej Paczce jest po raz pierwszy i to od razu na stanowisku lidera rejonu Sanok-Lesko. – Decyzja zapadła spontanicznie. Kilka razy w mediach społecznościowych natknąłem się na ogłoszenie o Paczce, pomyślałem – spróbuję. Pandemia zagoniła mnie w rodzinne strony, miałem trochę więcej wolnego czasu. Poza tym w tym roku nie udało mi się zorganizować pikniku charytatywnego, który od lat tworzymy razem z przyjaciółmi, postanowiłem więc zaangażować się w inny sposób. A dlaczego od razu na pozycji lidera? Może trochę żeby się sprawdzić i wzbogacić o nowe doświadczenia – opowiada Tomek. 

Tomek w swojej ekipie ma 12 wolontariuszy. – To świetni, komunikatywni i przede wszystkim dobrzy ludzie – mówi nasz rozmówca. 

W bazie mają już 16 rodzin głównie z powiatu sanockiego i leskiego. Są też dwie rodziny z okolic Brzozowa. To ludzie w różnym wieku, często starsi i samotni, ale są też wieloosobowe rodziny. Łączy ich jedno – bieda, często bardzo skrajna. – Byliśmy na wywiadzie u starszego pana, ma na imię Edward. Żyje sam, w całym domu zajmuje tylko jeden pokój, bo nie stać go na opał i ogrzanie całego budynku. W tym jednym pokoju ma więc wszystko – kuchnię, sypialnię… Naszych wolontariuszy prosił o opał, ciepłą kurtkę na zimę i coś do jedzenia… To są właśnie takie historie. Ludzie, z którymi się spotykamy proszą o podstawowe rzeczy, jak jedzenie, odzież, buty czy przybory szkolne i trochę słodyczy dla dzieci – opowiada Tomek. 

Tomek i jego ekipa są właśnie na etapie przeprowadzania rozmów z rodzinami, bo każda zanim trafi do bazy jest dokładnie weryfikowana pod kątem potrzeb. – Byliśmy u osób starszych, żyjących z rent, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Opłaty, leki i na życie nie zostaje za wiele. Są też rodziny wielodzietne oraz takie, gdzie są chore dzieci objęte stałą opieką. Rodzice nie mają szans na podjęcie pracy, a ciężka sytuacja tylko się pogłębia. W większości przypadków są to osoby skromne i pokorne. Nie chcą prosić o wiele. Są bardzo wdzięczni za pomoc. Jest im miło, że ktoś się nimi interesuje i chce pomóc – relacjonuje nasz rozmówca. 

Dają wędkę, a nie rybę

Osobę lub rodzinę do Szlachetnej Paczki zgłaszają najczęściej sąsiedzi i znajomi, czasem fundacje i Miejskie lub Gminne Ośrodki Pomocy Społecznej. – Po takim zgłoszeniu wybieramy się do rodziny, sprawdzamy sytuację finansową oraz bytową. Bierzemy też pod uwagę to, czy rodzina korzystała już z pomocy Szlachetnej Paczki oraz jak wpłynęła ona na rodzinę i jej losy. Naszym priorytetem jest niesienie „mądrej pomocy”, dajemy „wędkę, a nie rybę”. Czasem jednorazowa pomoc stawia rodziny na nogi i to nas niezmiernie cieszy – mówi Tomek.

Jedno z głównych zadań wolontariusza, sporządzić listę naprawdę potrzebnych rzeczy. – Zdarzają się ludzie, którzy żyją bez pralki czy lodówki, ale na tyle nauczyli się funkcjonować w takich warunkach, że nawet o tym nie mówią i nie zgłaszają zapotrzebowania na sprzęt tego typu – mówi lider rejonu Sanok-Lesko. Rozmowy wolontariuszy z rodzinami pozwalają stworzyć precyzyjny opis, który trafia do bazy rodzin, gdzie potencjalni darczyńcy decydują, którą rodzinę wspomogą

W tym roku wolontariuszami w Szlachetnej Paczce jest młode małżeństwo z Kostarowiec pod Sanokiem, Ewa i Krzysztof Kawałko. Od lat udzielają się społecznie i charytatywnie. Krzysztof jest prezesem sanockiego oddziału Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego, Ewa komendantem sanockiego inspektoratu Straż Ochrony i Ratownictwa Zwierząt. 

To ich pierwsza Paczka. – Pomysł o włączeniu się w Szlachetną Paczkę zrodził się bardzo spontanicznie, ale był przemyślany. Lubimy pomagać i pokazywać ludziom, że robiąc coś dobrego, zmieniamy choć trochę ten świat na lepszy. Na co dzień działamy w dwóch różnych stowarzyszeniach, których idea jest jedna: szeroko rozumiana pomoc – mówi Ewa. 

Idea Szlachetnej Paczki jest im szczególnie bliska, bo to konkretna pomoc dla konkretnych ludzi. – Szczerze mówiąc początkowo byliśmy przerażeni. Podczas szkolenia okazało się, że musimy się trzymać bardzo sztywnych wytycznych dotyczących naszego działania, ale dziś już wiemy, że to bardzo przemyślany zasada wdrożona po to, by cała struktura działała prawidłowo i sprawnie. Dzięki tak uporządkowanym działaniom wiemy, jak postępować i jak mądrze pomagać – dodaje Krzysztof. 

Strażacy z Paczki

Baza rodzin została oficjalnie otwarta 14 listopada. Teraz wszystko zależy od darczyńców, bo to właśnie oni przygotowują świąteczne paczki dla potrzebujących. Paczkę przygotują też strażacy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Lesku. – To potrzeba serca – mówi Jacek Dydek, komendant KP PSP w Lesku. – Strażacy wyrazili chęć i potrzebę włączenia się w tę szlachetną akcję, którą jak najbardziej popieram. Wspólnie chcemy przygotować paczkę dla wybranej rodziny. Jeśli zajdzie taka potrzeba, a pozwoli na to reżim sanitarny, pomożemy też w rozwożeniu paczek – powiedział komendant. 

Weekend cudów

Wszystkie paczki trafią do specjalnego magazynu, aby w paczkowy “weekend cudów”, który w tym roku odbędzie się w dniach 11-13 grudnia trafić do potrzebujących ludzi i rodzin. 

– Paczka to wspaniała inicjatywa. Przede wszystkim dlatego, że łączy ludzi. Na pierwszy rzut oka to duża machina, solidna i rozpoznawalna marka, która zrobiła już wiele dla potrzebujących, a z drugiej strony to ludzie: wolontariusze czy darczyńcy, jednostki o wielkich sercach, które tę całą machinę napędzają. Na samym początku mojej przygody, podczas szkoleń, poznałem liderkę, która rozpoczynała historię z Paczką jako osoba potrzebująca. Stanęła na nogi po ciężkim okresie w swoim życiu, a teraz sama niesie pomoc potrzebującym. Od momentu tego szkolenia, poczułem, że jestem we właściwym miejscu i że mam szczęście, że mogę być częścią tej pięknej i szlachetnej inicjatywy – podsumowuje Tomasz.

Martyna Sokołowska

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments