Znamy się tylko z widzenia

Marcin Basiak grał w Austrii i Niemczech, a po czterech latach występów w Mielcu zdecydował się na przeprowadzkę do Przemyśla. Fot. Wit Hadło

SUPERLIGA. Marcin Basiak, nowy skrzydłowy Czuwaju, o przeprowadzce nad San, obronie dyplomu trenera i… kobietach.

Po czterech latach występów w Tauron Stali Mielec, 31-letni zawodnik, zdecydował się na radykalne posunięcie. Wspieranego przez możnego sponsora, brązowego medalistę mistrzostw Polski zamienił na niedoceniany i powracający chwiejnym krokiem do profesjonalnej piłki ręcznej Czuwaj Przemyśl. Eksperyment ten wiąże się ze sporym ryzykiem, jednak popularny “Baśka”, mający za sobą przygodę w austriackich i niemieckich klubach, przyznaje, że potrzebował nowych wyzwań.

- Nie było panu żal odchodzić z Mielca?
- Ależ oczywiście! Jestem w końcu wychowankiem tego klubu, a ostatnie sezony obfitowały w coraz lepsze wyniki. Musiałem jednak zmienić trochę swoje podejście do szczypiorniaka. Nie miałem zamiaru przesiedzieć kolejnych miesięcy na ławce, a grać tylko na treningach. Razem z trenerem Skutnikiem i zarządem klubu uznaliśmy, że najlepszym wyjściem dla mnie będzie nowe otoczenie i nowy pracodawca. Mogłem zostać w Mielcu, ale “ogony” mnie nie interesowały!

- W Przemyślu realia są jednak zgoła odmienne…
- Na pewno jest to inaczej zorganizowany klub. Trzeba pamiętać, że Czuwaj dopiero, i to dość niespodziewanie, awansował do SuperLigi. Start z pozycji beniaminka do łatwych nie należy, o czym sam już boleśnie się kiedyś przekonałem. Przemyśl nie jest jednak czarną plamą na “ręcznej” mapie Polski. Są tu ekstraklasowe tradycje, choć trochę zapomniane. Kiedy “Harcerze” ostatni raz grali w elicie, ja miałem jakieś 17 lat.

- Nie miał pan problemów z “wejściem” do szatni?
- Do Przemyśla przywędrowałem razem z Darkiem Kubisztalem. Z racji wspólnych występów w Mielcu znam też Damiana Misiewicza i Filipa Jarosza. Z resztą chłopaków, cytując znaną piosenkę, znam się tylko z widzenia (śmiech). Wszyscy są pozytywnie nastawieni i widać, że zależy im na tym, co robią.

- Sama atmosfera utrzymania nie da, a to o nie klub będzie walczył.
- Mocno trenowaliśmy podczas zgrupowania w Bieszczadach. Na tą chwilę bardzo ciężko powiedzieć coś o możliwościach zespołu. Pierwszą odpowiedź dadzą mecze sparingowe i turniej w Dzierżoniowie. Nie ulega wątpliwości, że o utrzymanie będzie niezwykle trudno, tym bardziej, że rywale nie spali na rynku transferowym i pozyskali ciekawych zawodników.

- Nie jest pan już sportowym młodzieniaszkiem. Układa się w głowie jakiś plan na przyszłość?
- Powoli zaczynam dojrzewać do pewnych spraw, dlatego rozpocząłem studia w warszawskiej Wyższej Szkole Trenerów. Chciałbym kiedyś od tej drugiej strony “bawić się” piłką ręczną. Za rok będę bronił pracy licencjackiej.

- Znajdzie pan teraz czas dla swojej dziewczyny, która została w Mielcu?
- Trzeba będzie kombinować (śmiech). Na szczęście Dorota, choć pochodzi z Mielca, studiuje w Rzeszowie. Nie jest to zatem dystans nie do pokonania. Takie jest życie sportowca – przeprowadzki i ciągłe zmiany. W niemal identycznym położeniu znajduje się zresztą też Damian Misiewicz, którego dziewczyną jest… siostra Doroty. Wszystko zostaje w rodzinie (śmiech).

Rozmawiał Tomasz Czarnota

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.